Zbrodniarze PRL-u śpią spokojnie

sejm.jpg

Cezary Łazarewicz postanowił wypełnić testament Barbary Sadowskiej czyli opisać historię jej syna Grzegorza Przemyka. Wertując akta IPN znalazł list, w którym napisała proroczo, że sprawa kiedyś będzie „książkowym przykładem niesprawiedliwości”. Musiały upłynąć 33 lata, by to pragnienie zbolałej matki stało się faktem.

Żeby nie było śladów

Książka Łazarewicza „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” ukazała się w pierwszej połowie br., ale jej ciężar gatunkowy i przesłanie nadal są wyjątkowe. To rozbudowany o tysiące szczegółów reportaż, w którym ukazane są przede wszystkim twarde fakty zweryfikowane o dokumenty i relacje świadków.

Czytelnikom niewtajemniczonym przypomnę, że chodzi o tragiczną śmierć Grzegorza Przemyka w 1983 roku i późniejszy proces, który nie doprowadził do ukarania sprawców mordu na warszawskim licealiście. Za sprawą dziennikarskiego śledztwa wchodzimy w najbardziej intymne szczegóły życia matki, syna i wszystkich osób związanych z tą sprawą.

Najbardziej szokująca w tej historii jest, wykazana niepodważalnie, sprawa związana z ówczesnymi komunistycznymi przywódcami, Jaruzelskim, Kiszczakiem czy Urbanem, którzy uważnie nadzorowali śledztwo i wpływali tak na jego przebieg, by sprawcy zbrodni uniknęli kary, a winą można było obciążyć Bogu ducha winnych sanitariuszy i lekarkę. I to niestety im się udało.

Zbrodnicze służby Kiszczaka

Kiszczak i podwładne mu służby wykonały wielkim nakładem sił i środków mnóstwo pracy, aby ukryć prawdę o zbrodni. Ukazanie kulis działania aparatu bezpieczeństwa PRL-u było możliwe, bo szczęśliwie zachowały się podstawowe akta sprawy. Nie spalono ich po 1989 roku. A wtedy ministrem spraw wewnętrznych był Kiszczak a prezydentem Jaruzelski.

Jeśli dzisiaj ktokolwiek ma wątpliwości, czy ci ludzie powinni pośmiertnie nosić tytuły generalskie, to koniecznie powinien tę książkę przeczytać. Dowie się, że życie zwykłych ludzi nie miało dla nich żadnego znaczenia. Z premedytacją, cynicznie i bez żadnych skrupułów doprowadzili do parodii procesu i skazania niewinnych ludzi.

Autor wprowadza nas w mroczne czasy komunizmu po spacyfikowaniu „Solidarności”. Wtedy miałem w ręce książkę Andreja Amarlika pt. „Czy Związek Sowiecki upadnie w 1984 roku?” To było wówczas political fiction, ale jak się okazało za kilka lat „runął mur”. Upadł system, wojska rosyjskie opuściły nasze terytorium, ale sprawiedliwość, o którą upominała się poetka Barbara Sadowska, wcale nie nastąpiła. Do dzisiaj sprawcy mordu ani ich mocodawcy nie zostali ukarani.

Dochowanie odpowiedniej kultury

Sejm właśnie uchwalił ustawę deubekizacyjną. Wydawałby się, że w końcu po latach jakaś sprawiedliwość zapanuje. Oto jednak na scenie publicznej pojawia się relikt anciem regimu, niejaki płk Mazguła i głosi, że w stanie wojennym dochowano odpowiedniej kultury. W dniu kiedy w porządku obrad sejmu staje wzmiankowana ustawa, opozycja i tzw. KOD-wcy rozpoczynają prowokację na wyjątkową skalę, próbując wykazać, że w Polsce nie ma demokracji.

Tak książka pokazuje totalitaryzm w czystej formie. Wszechobecne poczucie bezkarności poraża bezsilnością. Ale w tym systemie są też ludzie mający sumienie, np. prokuratorzy i sędziowie nie przykładający ręki do kłamstwa. Władza szybko się ich pozbywa. Przesuwani są na inne stanowiska albo wysyłani na emeryturę. Można się tylko domyślać jak wielka była skala szantażu i wywierania wpływu na aparat sądowniczy, by wypełniał nieformalne polecenia władzy.

Sprawa wagi państwowej

Sprawą Przemyka zajmowały się najwyższe instancje partyjne. Traktowano ją jak sprawę najwyższej wagi państowowej. Łazarewicz pisze:

„Biuro Polityczne (…) zobowiązując resort do wyciągnięcia surowych konsekwencji, ale nie wobec zomowców, tylko poety Wiktora Woroszylskiego, który w liście otwartym domagał się ukarania winnych. Zdaniem najwyższego organu PZPR list Woroszylskiego był bezpodstawnym oskarżeniem władzy o niezwykle brutalne, bestialskie spowodowanie śmierci Przemyka. Biuro Polityczne staje więc murem za swoim ministrem, komendantem milicji i całym resortem. Wydaje nawet oświadczenie, w którym wyraża uznanie dla służb MSW, potępiając ataki podziemia na resort. Zaleca przeprowadzenie kampanii propagandowej, która ociepli wizerunek milicji, ZOMO i SB w oczach społeczeństwa i w ten sposób wzmocni morale organów bezpieczeństwa. Wyznacza też sekretarza KC Mirosława Milewskiego, by powołał specjalny zespół do koordynowania sprawy Przemyka. Jego działalność, jak wkrótce się okaże, będzie polegać na zaciemnianiu, zamulaniu i wskazywaniu fałszywych tropów”.

Odtąd cały sztab ludzi, setki funkcjonariuszy tajnych i mundurowych będzie bezustannie dążyć do takiego finału, by nikt z odpowiedzialnych za zbrodnię ukarany nie był.

Koszty działania tego zbrodniczego zespołu są ogromne. Więzienie dla niewinnych sanitariuszy i lekarki, utrata zdrowia, pracy, rozbite rodziny, poczucie bezsilności i braku sprawiedliwości.

Nie ma sprawiedliwości

Matka Grzegorza była niejednokrotnie upokarzana, obwiniana o śmierć syna. Jej przedwczesna śmierć była konsekwencją całego splotu tych zdarzeń. Ojciec Leopold będący zawsze w cieniu, wniósł do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w 2011 r. skargę przeciwko Polsce. Pisze w niej, że prokuratura i sądy działały opieszale i niestarannie, co w konsekwencji doprowadziło do przedawnienia karalności czynu i uniknięcia odpowiedzialności przez sprawców. Jak pisze autor: „Po dwóch latach 17 września 2013 roku Trybunał orzekł, że Polska naruszyła artykuł 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Postępowanie karne w sprawie śmierci Grzegorza było przewlekane i nie zmierzało do odnalezienia sprawców (…) – Że postępowanie było przewlekłe, to on najlepiej wiedział, bo spędził na ławach sądowych prawie trzydzieści lat – mówi jego żona Izabela Przemyk. – Nie czuł satysfakcji. Raczej rozgoryczenie. Trybunał tylko potwierdził to, o czym doskonale wiedział. Zresztą bardzo źle się już wtedy czuł. Zmarł dwa miesiące później, pod koniec listopada 2013 roku”.

Brak rozliczenia sprawców mordu i tych, którzy pozwolili im uniknąć kary, kładzie się olbrzymim cieniem na III RP. W książce są konkretne nazwiska sprawców. Dowody zbrodni. Nie ma żadnego usprawiedliwienia, by w wolnej Polsce ta sprawa nie została sprawiedliwie osądzona.

autor: Janusz Wolniak

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ