„Konwój”. Ponad prawem w imię sprawiedliwości. RECENZJA

kon.jpeg

„Konwój” ma potencjał na świetny thriller psychologiczny. Szczególnie, że Maciej Żak zebrał znakomitą obsadę na czele z Januszem Gajosem, Robertem Więckiewiczem i Łukaszem Simlatem. Niestety intrygujący punkt wyjściowy historii i wybitni aktorzy zostali przykryci przez chaotyczną reżyserką rękę i sypiący się w ostatnim akcie scenariusz.

Kierujący aresztem śledczym dyrektor Nowacki (Janusz Gajos) odnajduje ukrywającego się przed światem sierżanta Zawadę (Robert Więckiewicz). Chce by ten poprowadził konwój wiozący do zakładu psychiatrycznego niebezpiecznego bandytę ( Ireneusz Czop). W konwoju znajduje się też mający dawne zaszłości z Zawadą sierżant Berg (Przemysław Bluszcz), wierzący w etos służby, studiujący prawo zięć Nowackiego Feliks (Tomasz Ziętek) i tajemniczy były żołnierz ( Łukasz Simlat). Decyzja o zebraniu takiej ekipy konwojentów nie jest przypadkowa. Układanka Nowackiego rozpada się jednak jak domek z kart. Wszystko przez jedną osobę, która nie powinna się znaleźć na pokładzie samochodu.

Żak, podobnie jak w swoim poprzednim filmie „Supermarket”, łączy ze sobą gatunkowy thriller z kinem socjologicznym. Nie tylko kreśli wizerunek brudnych gliniarzy, jakich w kinie przecież nie brakuje, ale stawia pytania o to czy można usprawiedliwić samosąd nawet na najgorszych przestępcach**. Czy osoby jak Trynkiewicz i inne bestie wypuszczane z więzień na mocy amnestii z czasów ustrojowej transformacji, zamieniającej im wyroki śmierci na więzienie, mogą być wyeliminowane ze społeczeństwa poza ramami prawa? Czy niesprawiedliwość sądów pozwalają na dokonywanie samosądów? Ciekawe pytanie. Doskonale nadające się na rasowy thriller.

Żak niestety nie potrafi utrzymać reżyserskich lejc w ręku. Nie utrzymuje dusznej atmosfery w samochodzie, gdzie iskrzy od nieufności między konwojentami. Powoli odsłania prawdziwe zamiary bohaterów oraz ich sekrety. Odwraca ich role i robi twisty akcji. Problem w tym, że nie potrafi wiarygodnie pokazać punktów, gdy następuje przemiana bohaterów, co przekłada się na całą akcje filmu. Żak popełnia ten sam błąd co Vega w ostatnich „Pitbullach”. Bohaterowie są nakreśleni niechlujnie i nierówno, choć mają potencjał na krwiste postacie.

Możliwe, że „Konwój” jest filmem po prostu za krótkim. Żak nie potrafi w 90 minut wyeksploatować wszystkiego, co chce przekazać. Ostatecznie jego film wygląda jakby był bez pomysłu pocięty przez montażystę nie zwracającego uwagi na logiczny rozwój postaci. Dobitnie widać to w ostatnim akcie, gdzie radykalna transformacja głównego czarnego charakteru jest okraszona kilkoma banalnymi zdaniami.

Świetnie natomiast jest ten film sfotografowany przez Michała Sobocińskiego, który dowodzi, że to nazwisko gwarantuje wizualną ucztę. Rzadko ma ona miejsce w kinie akcji klasy B, co może cieszyć w kontekście narodzin polskiego kina gatunkowego. Niemniej jednak nawet zdjęcia nie rozświetlają słabo napisanych postaci granych przez Janusza Gajosa i Roberta Więckiewicza. Ekran miał iskrzyć od starcia tych dwóch wybitnych polskich aktorów jak zderzenia Pacino i De Niro w „Gorączce” Manna. Gorączki można dostać od poukładania sobie w głowie tej niezgrabnie opowiedzianej historii.

3/6

„Konwój”, reż: Maciej Żak, dystr: Kino Świat

Premiera 13 stycznia

autor :  Łukasz Adamski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ