Sutowicz : Czas ksenofobów


„Widmo krąży po Europie- widmo komunizmu”. Od tych słów zaczynał się słynny manifest komunistyczny Marksa i Engelsa powstały w latach 1847–48, a więc w okresie tzw. Wiosny Ludów. Obaj autorzy stawiali diagnozy względem tego, co ma być, patrząc na zawirowanie, jakie działo się w Europie. Dziś możemy powiedzieć, że próby leczenia chorej cywilizacji podjęte przez nich można porównać do ewangelicznego wyganiania diabła belzebubem, czyli do czegoś, co z zasady pozbawione jest sensu. Niemniej można zaryzykować twierdzenie, że pierwsze słowo Manifestu, wskazujące na istnienie widma krążącego po Europie, niestety nie straciło na aktualności.

Obecnie, wydaje się, że krąży nad nami wiele widm, w tym także być może i komunizmu, z tym, że jakby przepostaciowanego, innego od tego, które widzieli Marks z Engelsem. Oprócz niego można wyodrębnić różne radykalizmy, które chciałyby przeistoczyć się w byt. Jak na razie bowiem można powiedzieć o nich tyle, że są widmami. Jednym z nich jest bez wątpienia ksenofobia. Jak każda inna fobia jest ona trudną do zdefiniowania, jeśli chodzi o przyczyny. Po prostu przejawia się w niechęci do obcych bądź innych, przy czym to sam ksenofob i jego najbliższe otoczenie decyduje o tym, co i dlaczego jest owym zasługującym na nienawiść obcym. Wbrew pozorom ksenofobia nie jest przejawem nacjonalizmu. Ten ostatni bowiem jest doktryną racjonalną mówiącą o realizacji dobra wspólnego narodu. Naród zaś jest rzeczywistością jako tako definiowalną. Ksenofobowie, często korzystają z tych definicji, wykoślawiając je w sposób niemiłosierny tak, by dostosować swój lęk i nienawiść do czegoś, co da się ująć w karby racjonalności.

Co rusz słyszymy doniesienia o tym, że w Wielkiej Brytanii Polacy są napadani za fakt mówienia po polsku, z drugiej strony chrześcijanie w Europie coraz częściej stają się obywatelami drugiej kategorii z powodu przedkładania wiary ponad wartości świeckie, jakkolwiek byśmy je definiowali. Ktoś powie, że przykłady te nie mają ze sobą nic wspólnego. Otóż wręcz przeciwnie ksenofobia, czyli niechęć do wszystkiego, co obce jest jak najbardziej czytelnym mianownikiem ich obu. Jeżeli gdzieś nie ma wartości pozytywnych, to jedynym wyróżnikiem postępowania staje się niechęć. Dla brytyjskiego ksenofoba fakt posługiwania się przez kogoś językiem polskim jest wystarczającym powodem do okazania nienawiści. Napadających nie interesuje fakt, czy napadnięci czytali Chestertona bądź Tolkiena, czy potrafią w oryginale recytować fragmenty z Szekspira. Być może nawet nie wiedzą, kim ów był. Kierują się prostą zasadą, iż „obcy musi fruwać”. Dla laickiego fundamentalisty również nie jest istotne, czy chrześcijanin, jego śmiertelny wróg, czytał Woltera bądź choćby cytowany na wstępie „Manifest Komunistyczny”. Tak czy siak będzie on przedmiotem brutalnego ataku zakończonego wyparciem jego poglądu na świat z życia społecznego, jeżeli zaś próbuje otwartej obrony swego stanowiska, to zostanie oskarżony o „mowę nienawiści” pojęcie wytrych służące laickim fundamentalistom do ataku na kogoś w sytuacji braku argumentów merytorycznych. Chrześcijanin jest znienawidzony w Europie za Chrystusa, i to by było na tyle.

Objawem ksenofobii może być również polonofobia, objawiająca się w zwalczaniu przejawów polskiej tożsamości narodowej np. kultury czy pamięci historycznej w kraju. Występuje ona często wśród różnych grup intelektualistów, którzy traktują polskość jako zjawisko obce i sobie wrogie, tym samym próbując zepchnąć społeczeństwo do roli pariasów pozbawionych własnej mocno osadzonej tożsamości.

Nie tak dawno byliśmy świadkami wzmożonej reakcji środowisk lewicowych na próbę objęcia ochroną prawną dzieci nienarodzonych. Oczywiście same zainteresowane, nie mogły wziąć udziału w dyskusji, natomiast przy okazji dość gwałtownych wystąpień przedstawicielek (chociaż mężczyźni również w tym brali niejaki udział) objawiły się dość ciekawe punkty widzenia, wyrażane niekiedy w sposób wulgarny, niemniej nie powoduje to, iż nie powinny być racjonalnie ocenione. W czasie październikowych manifestacji i przy ich okazji mówiono mianowicie o tym, że dziecko pozostające w łonie matki jest jej prywatną sprawą, a jego zabicie jest np. zabezpieczeniem świata przed nadmierną ilością kalek. Oto, tym samym pojawiają się nowe grupy będące przedmiotem ksenofobicznej nienawiści. Dzieci nienarodzone, które aktem wolnej woli konkretnej matki mają być eksterminowane, ot tak, i ci, których pełnosprawność jest kwestionowana przez definicje medyczne bądź pojęcia estetyczne. Trudno oczekiwać od wszystkich Polaków wiary w dusze nieśmiertelną, niemniej fakt człowieczeństwa jak do tej pory bywał kwestionowany tylko w określonych ustrojach, które nie są godne naśladowania.

Oczywiście dla laickiego ksenofoba wrogiem nie jest jedynie chrześcijaństwo, lecz każda wiara w Boga. Być może obserwowana często islamofobia jest dla niego jedynie narzędziem do uderzania w religię jako taką. Paradoksalnie więc fundamentalizm islamski jest mu na razie potrzebny. Faktem jest natomiast, że wyznawcy islamu często sami zachowują się ksenofobicznie względem wszystkich obcych, co w naszym pełnym widm świecie Zachodu dodatkowo komplikuje rzeczywistość.

Czy widmo ksenofobii jest czymś, co wkrótce zmaterializuje się w jakiś okropny sposób dzieląc nas wszystkich trochę, na wzór umiłowanych przez Marksa i Engelsa, nienawidzących się wzajemnie klas, które w walce dążą do wzajemnej eliminacji, przy czym u nich celem miał być absolutnie bezklasowy komunizm. Oczywiście byłoby to wielkim nieszczęściem, z którego stara Europa mogłaby się już nigdy nie podźwignąć, być może krzewicielom takiego widzenia świata o to właśnie chodzi. Zniszczenie byłoby celem samym w sobie. Wydaje się, że na szczęście nie wszyscy jeszcze dali się do końca ogłupić. Być może z naszą świadomością jest źle, ale nie do końca daliśmy się zwieść widmom. By nie ulec trzeba na świat patrzeć racjonalnie wbrew pozorom ratunkiem przed ksenofobicznym patrzeniem na świat są silne tożsamości, które są zdolne do kształtowania  kultury, obrony religii i wznoszenia cywilizacji. Europę zbudowały narody i to w nich jako wspólnotach wspólnot należy szukać ratunku.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Być może część czytelników tego tekstu, o ile tacy będą, zdziwi się samym postawieniem sprawy. Ksenofobia, jak na razie, była wytrychem używanym przeciwko tożsamościom narodowym, a nawet wyrażaniu ich. Niestety jest to też przykład na to, że pewne rzeczy pozwalamy sobie zabrać już na poziomie pojęć, nie dajmy się zwieść, pamiętajmy, że niekiedy o kimś można powiedzieć, iż jeśli mówi, to znaczy, że mówi i nic poza tym.

Piotr Sutowicz

Foto: wikipedia.org

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ