Autor książki o „Gryfie”: Miłość do Polski nie była u niego sloganem

youtube

Odbieram go jako antykomunistę, który był oficerem wywiadu brytyjskiego, wyłapywał szpiegów KGB. Był osobą zdeterminowaną, działał na różnych polach. Dzięki pani Agnieszce Boguckiej, generał „Gryf” powrócił do Polski. Wtedy sobie uświadomiłem, jak ciężki był powrót do wolnej Polski takich bohaterów. Oni byli inaczej ukształtowani, wprost mówili czym jest komuna – mówi w rozmowie z niezalezna Jarosław Wróblewski, autor książki „Gryf”, dziennikarz portalu.

Poznał Pan osobiście gen. Janusza Brochwicz-Lewińskiego. Jaka to była osoba?

– „Gryf” był legendą za życia, był opisany przez Aleksandra Kamińskiego, wspominany w „Zośce i Parasolu”. Dowodził obroną pałacyku Michla i tak go zapamiętano. Podczas naszej znajomości zobaczyłem go jako człowieka jeszcze bardziej wielowymiarowego. Jego życie zawsze mnie interesowało, Przy takich życiorysach, jaki miał „Gryf”, pytałem: skąd się biorą tacy ludzie, tacy konsekwentni, o takiej miłości do Ojczyzny? Miłość do Polski nie była u „Gryfa” sloganem. Gen. Brochwicz-Lewiński  naprawdę żył Polską. Był przesiąknięty tą miłością. To na pewno wziął z domu, z przedwojennego wychowania, harcerstwa. Te  wszystkie rzeczy zbudowały wielkiego człowieka.  Zobaczyłem, że to był urodziny dowódca, że to był urodzony żołnierz. U generała istniał w domu kult polskiego wojska. Na ścianie wisiała szabla, w rodzinie było dużo wojskowych. W tej rodzinie była żywa tradycja arystokratyczna. Niestety, przyszła wojna i coś się skończyło. „Gryf” walczył w kampanii wrześniowej. Często podkreślał, że dostał wyrok śmierci od NKWD, w 19. urodziny. Przez całe życie o tym pamiętał. Przez to wiedział, do czego są zdolni sowieci. Walczył w partyzantce, był oddelegowany przez generała Nila do batalionu „Parasol”, do szkolenia. Na Woli pokazał przywództwo, charyzmę.

Co Pana szczególnie zafascynowało w generale „Gryfie”?

– Przede wszystkim ta konsekwencja. „Gryf” należał do pokolenia, które nie mogło wrócić do kraju. Nieustannie kochał Polskę, dlatego wziął za cel, że jeżeli nie może wrócić, to będzie robić coś dla obalenia systemu komunistycznego. Odbieram go jako antykomunistę, który był oficerem wywiadu brytyjskiego, wyłapywał szpiegów KGB. Był osobą zdeterminowaną, działał na różnych polach.

Dzięki pani Agnieszce Boguckiej, generał „Gryf” powrócił do Polski, opiekowała się nim. Wtedy sobie uświadomiłem, jak ciężki był powrót do wolnej Polski takich bohaterów. Oni byli inaczej ukształtowani, wprost mówili czym jest komuna.

I jeszcze jedno, bez czego nie dałoby się zrozumieć „Gryfa” – był to świadek Bożego Miłosierdzia. Obrazek, który otrzymał od mamy w 1939 roku, miał przy sobie do chwili śmierci. Wielokrotnie czyhała na niego śmierć i tyle razy udało mu się przeżyć. To wielka tajemnica, którą można zrozumieć w kontekście Bożego Miłosierdzia.

Ukończył Pan książkę dotyczącą generała „Gryfa”. Kiedy będzie jej premiera?

– Książka „Gryf” 21 stycznia wyjdzie z drukarni. Po premierze książki „Zośkowiec” zostałem poproszony przez córkę Agnieszki Boguckiej o napisanie publikacji o „Gryfie”. Kilka lat trwało przygotowanie tej książki. Jest ona obszerna, zawiera dużo zdjęć, wątków. To oddaje czas tego pokolenia. „Gryf” jest ukazany na tle wydarzeń, życiorys Brochwicza-Lewińskiego to kawałek polskiej historii. W końcu „Gryf” poznał m.in. Nila, Zaporę, Hubala, Pileckiego.

Niestety, „Gryf” nie zdążył jej trzymać w swoich rękach, ale wierzę, że taka była wola Boża i jestem wdzięczny, że mogłem poznać takiego człowieka.

Rozmawiała: Ewelina Steczkowska

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ