Działacz KOD-u: Czuję się oszukany przez Kijowskiego. To my „wybraliśmy” na naszego lidera nikogo

kijewski.jpg
fot: youtube

Włodzimierz Radwaniecki, szef Straży KOD Pomorskie stwierdza w rozmowie z Wirtualną Polską, że rozczarował się swoim liderem. Podkreśla, że wraz z innymi działaczami KOD-u odczuwa przygnębienie, bo kiedy oni „pracowali dla idei, Kijowski pobierał za działalność gratyfikacje”.

Jego wina jest niepodważalna. Ale to my sami pozwoliliśmy mu się omamić. To my „wybraliśmy” na naszego lidera nikogo. I to członkowie KOD bałwochwalczo śpiewali „przez miasta i wioski prowadź nas Kijowski”. Chcąc bronić demokracji pozwoliliśmy na rozwinięcie w naszym własnym środowisku kultu jednostki godnego PiS czy Radia Maryja

—powiedział działacz KOD.

Radwaniecki dodał, że same zbiórki do puszek przez KOD „też nie są do końca transparentne”.

Niektórzy byli członkowie twierdzą, że w ten sposób rozliczano zewnętrzne donacje od innych podmiotów, ale nie chcę spekulować ponieważ osobiście nie posiadam wiedzy na ten temat. W tym czasie, tj. na przełomie listopada i grudnia 2016 r. rozpoczął się również konflikt między Mateuszem a zarządem, który po prostu odmówił zapłaty za fakturę, dotyczącą niewykonanych czynności

—mówił Radwaniecki.

Odnośnie „opieki informatycznej” nad serwisem KOD-u? stwierdził on, że takowa była, że wykonywali ją bezpłatnie wolontariusze.

Kijowski sam się kiedyś wygadał na wewnętrznej grupie na Facebooku odpowiadając na moje zarzuty, że kiepski z niego informatyk, jeśli pozwala na takie włamania na nasze strony. Wie pan co odpisał? „Nikt nigdy nie zhakował konta – to była mistyfikacja”. Mam to czarno na białym. Skąd zatem niemałe sumy za „migracje danych” i ratowanie kont i strony po atakach hakerów? Może miał nadzieję, że nikt się nie dowie, że za rzekome naprawianie szkód wziął pieniądze. Może właśnie dlatego atak został przedstawiony jako nieprawdziwe rewelacje niechętnych mu mediów.

—poinformował Radwaniecki.

Radwaniecki dodał, że same zbiórki do puszek przez KOD „też nie są do końca transparentne”.

Niektórzy byli członkowie twierdzą, że w ten sposób rozliczano zewnętrzne donacje od innych podmiotów, ale nie chcę spekulować ponieważ osobiście nie posiadam wiedzy na ten temat. W tym czasie, tj. na przełomie listopada i grudnia 2016 r. rozpoczął się również konflikt między Mateuszem a zarządem, który po prostu odmówił zapłaty za fakturę, dotyczącą niewykonanych czynności

—mówił Radwaniecki.

Odnośnie „opieki informatycznej” nad serwisem KOD-u? stwierdził on, że takowa była, że wykonywali ją bezpłatnie wolontariusze.

Kijowski sam się kiedyś wygadał na wewnętrznej grupie na Facebooku odpowiadając na moje zarzuty, że kiepski z niego informatyk, jeśli pozwala na takie włamania na nasze strony. Wie pan co odpisał? „Nikt nigdy nie zhakował konta – to była mistyfikacja”. Mam to czarno na białym. Skąd zatem niemałe sumy za „migracje danych” i ratowanie kont i strony po atakach hakerów? Może miał nadzieję, że nikt się nie dowie, że za rzekome naprawianie szkód wziął pieniądze. Może właśnie dlatego atak został przedstawiony jako nieprawdziwe rewelacje niechętnych mu mediów.

—poinformował Radwaniecki.

Działacz KOD dodał, że nie liczy na to, że Mateusz Kijowski okaże się człowiekiem honoru i odejdzie sam.

On już nie ma żadnej siły przyciągania, jako lider przegrał podczas grudniowych manifestacji pod Sejmem, gdy odsyłał ludzi do domu. To człowiek, który nie wyjdzie z nami na barykady.

wpolityce.pl/ Wirtualna Polska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ