Prof. Szwagrzyk: „Dopóki nie odkryjemy ostatniego dołu i nie przebadamy ostatnich szczątków, nie poznamy prawdy”

szwagrzyk.jpg

Po wielu latach okazuje się, że słabość czarnej propagandy komunistycznej była ogromna. Społeczeństwo w znacznej mierze jej nie uległo. Bohaterami dla Polaków nie są ci, których próbowano narzucić, lecz ci, którzy oddali życie w latach 40. i 50.

— mówił w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, kierując zespołem dokonującym ekshumacji ofiar systemu komunistycznego.

Prof. Szwagrzyk zdradził, dlaczego podjął się pracy w zespole poszukiwań tajnych miejsc pochówku ofiar reżimu komunistycznego.

W życiu każdego człowieka są zdarzenia, których znaczenie odkrywamy wiele lat później. Tak jest również w moim przypadku

— mówił prof. Szwagrzyk, opowiadając o symbolicznym pogrzebie ofiar systemu komunistycznego we Wrocławiu na Cmentarzu Osobowickim w 1990 r.

W 1990 roku byłem jednym z kilku tysięcy uczestników uroczystości. Powstał tam pomnik w kształcie muru i napis „Ofiarom systemu komunistycznego”. Na kwaterach ustawiono kamienne, bezimienne krzyże. Wówczas towarzyszyło mi pytanie: „jak to jest możliwie, że tak niewiele robimy dla bohaterów?”. Uroczystość, mimo że podniosła, ważna – nie wystarczy. Miałem wrażenie, że nie robimy wszystkiego, co powinniśmy i możemy

— powiedział.

Jak stwierdził dalej, okres lat 90. był trudnym czasem dla swobodnych badań historycznych, ale zmiana nastąpiła z powołaniem IPN.

Od początku chciałem odnajdywać mogiły, tak abyśmy mogli przywracać naszym bohaterom tożsamość

— dodał prof. Szwagrzyk.

Za nami wiele lat ciężkiej pracy. Łącznie odnaleźliśmy szczątki ponad 800 osób. Kilkadziesiąt z nich udało się zidentyfikować genetycznie. W 2016 roku przeżywaliśmy dwa wielkie pogrzeby Żołnierzy Wyklętych. (…) Nie mam poczucia, że nasza praca się kończy. Wręcz przeciwnie – uważam, że jesteśmy dopiero na początku drogi

— podsumował historyk.

Jak zaznaczył dalej, ogromne emocje towarzyszące poszukiwaniom szczątków patriotów nie uległy zmianie mimo tylu lat.

Jeżeli przyjdzie czas, że do odnajdywania szczątków będziemy podchodzili inaczej niż dotychczas, będzie to oznaczało, iż musimy zakończyć prace. Każdy kto bierze w nich udział, ma świadomość, że dotyka relikwii. (…) Wierzę, że ta wrażliwość będzie nam towarzyszyła zawsze

— mówił

Historyk w rozmowie podkreślił także, że 2017 rok będzie przełomowy.

Planujemy przeprowadzić kilkanaście prac w całej Polsce i co najmniej kilka na terenie dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Litwy. Wyruszymy tam wiosną. Wszystkie te prace pod wieloma względami są bardzo różne i trudne

— prof. Szwagrzyk, wspominając także o dokończeniu ekshumacji na „Łączce” na warszawskich Powązkach.

Dopóki nie odkryjemy ostatniego dołu i nie przebadamy ostatnich szczątków, nie poznamy prawdy. (…) Wierzę, że komuniści na „Łączce” pogrzebali wszystkich, których szukamy. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas powiem, że muszę zmienić swój pogląd. Nie ustaniemy w poszukiwaniach.

Prof. Szwagrzyk zdradził także, że ma z tym miejscem związane pewne marzenie.

Wierzę, że na „Łączce” powstanie panteon narodowy. Moim marzeniem jest, aby utworzona została brama od strony alei Armii Krajowej, którą dotrzemy wprost na „Łączkę”, aby panteon narodowy Żołnierzy Wyklętych był pierwszym miejscem, które odwiedzimy, wchodząc na Cmentarz Wojskowy na Powązkach (…). Coś, co miało być końcem, niech stanie się początkiem

— mówił.

W rozmowie poruszony został również temat krytyki prac zespołu prof. Szwagrzyka.

Negatywne komentarze towarzyszą nam od początku

— powiedział. Jak dodał, chciano podważyć sens tych prac, zarzucając wykorzystanie pieniędzy, które można było przeznaczyć na emerytury czy podwyżki nauczycieli, a także dyskredytowano bohaterstwo Żołnierzy Wyklętych.

Nie ugniemy się pod naciskami i będziemy robić swoje. (…) Bez względu na to, co i jak będą mówili, jak bardzo będą krytykowali samą ideę poszukiwań i jak bardzo będą starali się zohydzić żołnierzy podziemia komunistycznego w naszych oczach, przegrają. Te same osoby mają świadomość swojej porażki

— mówił historyk. Stwierdził również, że tak częste używanie w tej krytyce sloganów komunistycznych, świadczy o wciąż żywej tradycji propagandy komunistycznej.

Tymczasem od 6 lat tysiące ludzi w całym kraju podejmuje szereg inicjatyw, aby uhonorować Żołnierzy Wyklętych, nie dlatego, że ktoś to zadekretował, że narzuciła to partia polityczna, czy że taką narrację narzuca się dzieciom i młodzieży w szkołach. Dla młodego pokolenia Polaków z potrzeby serca Żołnierze wyklęci stali się naturalnymi bohaterami, wzorami do naśladowania

— dodał prof. Szwagrzyk.

I jak mówił dalej historyk, wyobraża sobie, że ktoś może utrudniać prace jego zespoły, ale zaznaczył stanowczo:

Nie można cofnąć „Łączki”, odnalezienia „Łupaszki” i „Inki”, czy ich pogrzebów. (…) Tego zwyczajnie cofnąć się nie da. To ogromna siła zadań, które wykonujemy.

Prof. Szwagrzyk podkreślił również, że komunistom zależało mocno na zatarciu pamięci o Żołnierzach Wyklętych, ukrywając dowody zbrodni i miejsca ich pochówku.

Społeczeństwem pozbawionym bohaterów łatwiej było rządzić, dlatego mocno szykanowali Żołnierzy Wyklętych, przypisywali im czyny kryminalne, obwiniali o współpracę z Niemcami, zohydzali. Po wielu latach okazuje się, że słabość czarnej propagandy komunistycznej była ogromna. Społeczeństwo w znacznej mierze jej nie uległo. Bohaterami dla Polaków nie są ci, których próbowano narzucić, lecz ci, którzy oddali życie w latach 40. i 50.

— powiedział.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ