Bożena Ratter: Mali funkcjonariusze systemu

sejm robert.jpg

„Tutaj wtłoczył się tłum wypchany sprzed kościoła. Uliczka kończyła się skwerem i tędy była jedyna droga ucieczki. W tę stronę runęli ludne. ZOMO deptało im po piętach. Mieszkańcy domów znajdujących się po dwóch stronach ulicy przyszli w sukurs ściganym. Grad słoików i innych przedmiotów posypał się na zomowców.

Patrzyłem urzeczony. I właśnie na balkonie trzeciego piętra narożnego domu pokazał się mężczyzna w podkoszulku. Wyrwany z poobiedniej drzemki? Dźwigał telewizor! Z trudem uniósł to pudło. Twarz miał czerwoną z wysiłku. Oparł telewizor o balustradę. Telewizor zachybotał niebezpiecznie. Wreszcie wyważył swój ciężar. Akurat tłum pierzchnął i szarżowali zomowcy. Cała falanga. Na przedzie armatki wodne, dwie nysy, wokół nich gromady rycerzy uzbrojonych w pałki i rakietnice. Wtedy na twarzy mężczyzny w podkoszulku pojawił się grymas swoistego uśmiechu. Uśmiechu złej rozkoszy. Przywarł do balustrady, oburącz trzymając telewizor. Jego oczy były wytrzeszczone. Cały czas ten uśmiech. Puścił pudło na dół. Celował w ludzi. W tę gromadę zomowców.

Przymknąłem mimowolnie oczy. Ta straszna chwila! Krew, miażdżone ciała, rozłupane czaszki… Rozległ się łomot, huk i zgrzyt. Nie trafił w ludzi. Telewizor grzmotnął w dach nysy.. Wygięła się jak puszka konserw. Stanęła. Zamieszanie wśród zomowców. Zomowcy ochłonęli już i pędzą dalej. (…) Strumień wody bije z lufy armatniej pod dużym ciśnieniem. Przewraca ludzi, wali niby stalowy bicz. Kilku leżało na bruku. Pokonani przez wodę. Nieprzytomni, pokrwawieni. Jeżeli w porę nie wciągnięto ich do bram, to zomowcy jeszcze młócili pałami i kopali te ciała bezwładne na bruku. W ekstazie walki. Z chęci rewanżu.
Nienawiść

Samotny zomowiec w pogoni za wyrostkami zapędził się w ogródki znajdujące się na tyłach kolonii. Osłonięty tarczą, z pałą w jednej ręce, a rakietnicą w drugiej, wpadł wielkimi susami do ogródków. Rozglądał się, dysząc jak zwierz. Chłopcy zniknęli. Potoczył obłąkanym spojrzeniem wokół. Pogrążony w bitewnym transie, walił pałą w tarczę. Ludzie z okien śledzili go uważnie. Dostrzegł widzów. Wściekłość wykrzywiła jego twarz. Pianę miał na ustach. Tak! Żadna to przenośnia. Ściekała mu z warg. «Ach, wy skurwysyny!» – zaryczał.
Złożył się z rakietnicy. Strzelił w któreś okno. Nie trafił. Na szczęście jego uwagę od okna oderwał jakiś szelest. Drapieżnym skokiem rzucił się w kępę bzów. Tupot, nieartykułowany ryk. Wynurzył się z bzów. Zawiedziony. Nikogo tam nie dopadł. I jak ślepa bryła niewyżytej nienawiści przetoczył się przez te grządki, zagonki, rabaty i klomby pieczołowicie uprawiane przez mieszkańców domu. Tratował, łamał, deptał. Szczególnie wyżył się na małych wisienkach. Były już wyrośnięte, rozgałęzione. Wyrwał je z korzeniami. Walił nimi o ziemię. Pognał gdzieś dalej.

Zza altanki wysunęli się dwaj chłopcy w wieku szkolnym, może dwunastoletni. Zachwyceni! Byli tuż, przyczajeni. Dla nich to przygoda. Ale gdyby ich dopadł, nie daj Boże! Skojarzenie nasunęło się nieodparte. Ten cywil z balkonu, mężczyzna w podkoszulku. I zbrojny przedstawiciel władzy. Zderzyć ich ze sobą. W tych dwóch ludzkich działaniach było tak ogromne nagromadzenie nienawiści. Mężczyzna z balkonu, żaden osiłek, cherlak raczej, ciskał telewizorem jak zabawką. Ten znów wyrwidąb. A więc tłum na ulicach oraz oni, zomowcy. Bój na śmierć i życie. Tak pomyślałem. Ogarnęła mnie nienawiść. Byłem gotowy”.
(Marek Nowakowski, Raport o stanie wojennym. Notatki z codzienności).
Nawołują do walki z Polakami

Mali funkcjonariusze systemu „to nie byli protoplaści Piotrowskiego. Oni byli prostymi chłopakami ze wsi. Dostali buty, jedzenie i władzę do ręki – i już im się w głowie przewróciło. Zapragnęli mieć to, z czym walczyli” – to wypowiedź pani prokurator w artykule Polityki z 1995 roku.

A co dziś czują „mali funkcjonariusze systemu” i ich potomkowie, wielcy zbrodniarze z lat stalinizmu, 1956 roku, 1970 roku, 1976 roku, 1981 roku i innych dat skrytobójczych zbrodni? Co czują odpowiedzialni za likwidację elity intelektualnej Polski, za okaleczenie fizyczne i psychiczne tych, co przeżyli, za okradzenie i dyskryminowanie poprzez odmawiania im i ich rodzinom prawa do pracy, do nauki, do godnego życia. Tak bardzo widoczny jest brak tej elity w XXI wieku.

Zamienili oficerki na apartamentowce z milionowymi dochodami, konta w zachodnich bankach, liczne posiadłości i hektary, hacjendy w Hiszpanii, domy w Londynie, pałace w Polsce, złote zegarki, „skórę, furę i komórę” i wciąż nienawidzą i nawołują do walki z wrogiem, z Polakami.

„Później – w nowych, powojennych okolicznościach politycznych – chodziło po prostu o utrzymanie władzy przez komunistów w kraju. Jeżeli wśród przywódców polskiej partii pojawiały się hasła bądź odwołania patriotyczne – zawsze miały charakter taktyczny. Dlatego też odpowiedź na pytanie, jaki był stosunek polskich komunistów do patriotyzmu – negatywny czy pozytywny – wydaje się dosyć oczywista: patriotyzm, narodowe symbole i tradycje komuniści zawsze traktowali instrumentalnie. Treści i hasła z tymi pojęciami związane starali się wykorzystywać przede wszystkim propagandowo dla osiągania najważniejszych w danym momencie celów. Główną treścią odezwy były wezwania do natychmiastowej walki z «odwiecznym wrogiem» oraz do «utworzenia frontu narodowego do walki o wolną i niepodległą Polskę».

W odezwie ani razu nie padło słowo «komunizm», natomiast szerokim gestem PPR przypisało sobie niepodległościowe tradycje: «Jesteśmy krwią z krwi, kością z kości Pułaskiego, Kościuszki, Traugutta, Henryka i Jarosława Dąbrowskiego».”
(Maciej Korkuć, Komunistów „patriotyzm” instrumentalny) Mali funkcjonariusze systemu nie zmienili się, działają taktycznie, szafując wartościami narodowymi. Nie znają łaciny, MORTUI VTVENTES OBUGANT… i dlatego 13 grudnia nie zobowiązuje ich do upamiętnienia zamordowanych i zniszczonych przez nich lub ich protoplastów, psychicznie i fizycznie, ofiar stanu wojennego (nie mówiąc o wyrzutach sumienia, ale to pojęcie jak i łacina jest zbyt abstrakcyjne). Rdzenni warszawiacy, byli powstańcy, żołnierze AK i budowniczy II RP odeszli lub zostali wywłaszczeni przez „małych funkcjonariuszy systemu” ze swoich mieszkań i przeniesieni do domów opieki społecznej.

Szkoda, może grad słoików i innych przedmiotów spadający na głowy maszerujących za panem z kucykiem otrzeźwiłby ich umysły.

autor: Bożena Ratter

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Negatywnie ocenił III RP minister A. Macierewicz nazywając epokę 6 II 89 – 15 XI 2015 Systemem III RP. Lecz język gazety alarmuje, że 27-letnie orzecznictwo sądowe trafi do kosza. PiS negatywnie ocenia III RP, że okres 6 II 89 -15 XI 2015 to 27 lat niszczenia, z punktu widzenia racji stanu – okres nicnierobienia. PO, SLD, PSL, Nowoczesna, KOD, feministki odwrotnie – negatywnie oceniają obniżenie świadczeń SB, odrzucają negatywną ocenę przez PiS okresu 27 lat (6 II 89 – 15 XI 2015), a procesy łączenia nazywają dzieleniem społeczeństwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ