Wicepremier Morawiecki z Davos: zaczynamy być traktowani poważnie, nasz wizerunek jest coraz lepszy. „

mateusz morawiecki 6.jpg

wPolityce.pl: Czy w tym roku zawiózł pan do Davos jakieś szczególne przesłanie? Za nami gorący rok w polityce krajowej. Te chwilami dramatyczne wydarzenia były śledzone przez zagraniczne media, mniej lub bardziej pilnie.

Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i minister finansów: Z tego co widzę, to niezbyt wiele informacji negatywnych o Polsce dotarło do Davos. Wszyscy moi rozmówcy mają pozytywny obraz Polski. Potwierdza to zainteresowanie moją wizytą, mnóstwo spotkań, które mam zaplanowane, w tym z firmami zaawansowanymi technologicznie, takimi jak Apple, Google, IBM. Ale też z firmami, z którymi zacząłem rozmawiać w Davos rok temu i z którymi udało się już sfinalizować inwestycje. Mam na myśli GE, które w grudniu uruchomiło super nowoczesną technologicznie inwestycję pod Środą Wielkopolską niedaleko Wrocławia. Te rozmowy z pewnością dają dobre przełożenie na osoby decyzyjne z punktu widzenia biznsesu.

Davos to także miejsce rozmowy o przyszłości Europy i świata.

W tym roku z pewnością ważny jest wątek obrony przed ekstremizmami. Rząd Prawa i Sprawiedliwości idzie środkową ścieżką. Chcemy utrzymać spójność Unii Europejskiej, wierzymy, że jest to pewna wartość, że jej instytucje są pozytywnym zjawiskiem, ale nie chcemy, żeby dochodziło do naruszania relacji między państwami członkowskimi a Unią. Nie chcemy fragmentacji Unii Europejskiej, bo wówczas przeciwnicy i nasi, i Unii, będą mogli się tylko cieszyć. Taki jest nasz przekaz. Oczywiście ważne są też tematy gospodarcze.

Który wątek jest szczególnie żywo dyskutowany?

Ciekawe jest zagadnienie pogodzenia globalizacji i robotyzacji. To są dwa trendy, które się dziś spotykają, i które prowadzą do gwałtownych, ogromnych zmian w świecie. Są też przesunięcia w alokacji kapitału oraz ogromne nierówności. Cieszę się, że ten ostatni temat przebija się do świadomości decydentów bogatego świata. Podobnie jak sprawa podatków.

W jakim kontekście?

Dla Polski szczególnie ważnym tematem jest szczelność systemu podatkowego. Przekazaliśmy narodowi poprzez 500+, ale również poprzez inne wydatki socjalne, społeczne, rodzinne, rolnicze, górnicze, 40 miliardów złotych. W przyszłym roku to będzie 50 miliardów, bo rozpoczynamy reformę emerytalną, prowadzącą do jeszcze wyższych wydatków. I te 50 miliardów musimy mieć. A wiemy, że co najmniej 15 miliardów rocznie wypływa poprzez transfery, raje podatkowe, unikanie podatków, optymalizację podatkową. I głośno podkreślam w Davos, że Polska nie zgadza się na traktowanie w sposób, który czasem należy nawet określić wprost jako okradanie. Bo pewne „schematy optymializacyjne”, jak mówi się eufemistycznie, to nic innego jak okradanie państwa polskiego z należnych mu pieniędzy. Te biznesy są prowadzone w Polsce, tu są dochody, obroty, klienci, zyski, a na koniec albo płaci się niewielki podatek, albo żaden. To mi się nie podoba, mówię o tym od dawna, także na forach międzynarodowych, także w Davos.

Jak to jest przyjmowane?

Gdzieniegdzie spotyka się to ze zdziwieniem, bo niektórym, zwłaszcza obywatelom Luksemburga, Holandii czy Cypru wydaje się, że wszystko musi być po staremu. Ale my, i nie tylko my, bo także i Komisja Europejska, mówimy, że nic nie powinno być tak, jak było. Bo to chory mechanizm, prowadzący do coraz większych nierówności, coraz większych akumulacji gotówki w firmach, a jednocześnie do pozbawiania państw takich jak Polska należnych dochodów. Chcę ten temat podnieść na paru panelach z udziałem premierów, wicepremierów, komisarzy unijnych.

Czy któreś z wydarzeń w Davos z pańskim udziałem będzie szczególnie ważne, czy też raczej to forum to po prostu przestrzeń dyskusji, rozmowy kuluarowe?

Będzie bardzo dużo spotkań bilateralnych o różnego rodzaju inwestycjach. Ale chcę też wykorzystać otwarte panele do podkreślenia naszego zdania. Za nami rok pełen ważnych wydarzeń na świecie, Brexit, referendum we Włoszech, wybory w USA, i w dużym skrócie widzimy, że albo społeczeństwo nie docenia tego, co ma, albo elity przeceniają to, co ma społeczeństwo. My trzymamy stronę społeczeństw w tym sporze. Widać poszukiwanie nowego kontraktu społecznego, bo społeczeństwa doświadczyły swego rodzaju kruchości po kryzysie. Dostrzegają wielki trend robotyzacyjny. A skoro roboty będą wykonywały pracę za ludzi, to musimy znaleźć nowy sposób podziału dochodu pomiędzy tymi, którzy będą posiadali coraz więcej kapitału i technologii, a resztą. Realne dochody 00,1 proc. osób w Stanach Zjednoczonych przez ostatnie 35 lat wzrosły o 600 proc. Kolejny 1 proc. odnotowało wzrost o 50 proc. Ale już 90 proc. społeczeństwa, a więc prawie całość, odnotowało realny ubytek dochodu. A dolne decyle straciły najwięcej. To jest droga donikąd. Musimy nauczyć się inaczej dzielić ten tort. Ostatnie wybory w USA wygrał Donald Trump, i to jest także wynik tego, że tej kolebce wolnego rynku ubożeje klasa średnia i to wyraźnie widać.

Te procesy dotyczą i Polski, a przynajmniej mogą dotyczyć.

Pamiętajmy, że Polska nie ma takich możliwości obrony przed np. optymializacjami podatkowymi jakie mają Stany Zjednoczone czy Niemcy. Dlatego chcę o tym wyraźnie mówić. Trzeba przywrócić elementarną sprawiedliwość i równowagę. Trzeba ograniczać raje podatkowe. Trzeba przekonywać, że na rozwoju, na globalizacji i robotyzacji, powinno korzystać możliwie wiele państw i warstw. To wspólny dorobek ludzkości. Także dorobek międzypokoleniowy. Nasza formacja nieprzypadkowo mocno podkreśla solidarność międzypokoleniową: to ma także sens gospodarczy. Dzisiejsza rzeczywistość gospodarcza wyrasta z przeszłości, i dlatego nie może należeć do wąskiej grupy, która będzie się kapitalizowała w oderwaniu od reszty.

W Davos widać dobrze różne mody ekonomiczne, hasła, które oddają ducha czasu. Co w tym roku może być takim chwytliwym sloganem?

Dużo się mówi o „trzech C”, czyli Chiny, commodities, czyli surowce, oraz central banks. Ale to dopiero początek forum.

Pamiętam pański wywiad w Davos dla jednej z zachodnich telewizji sprzed roku. Wówczas prowadząca w dość dramatycznym tonie pytała, mocno zatroskana, o przyszłość Polski, powtarzając slogany o „zwycięstwie populistów”. Czy myśli pan, że świat już zaakceptował, że w Polsce doszło do korekty, ale właśnie korekty, a nie jakiejś groźnej rewolucji.

Nie zamierzam na ten temat specjalnie dużo tu, w Davos, rozmawiać, bo to są zarzuty niepoważne. To jest krajowa histeria wyniesiona na zewnątrz. Taka próba wezwania zagranicznych sojuszników na pomoc. Myślę, że opozycja już rozumie, że to jest droga donikąd. Szwajcarzy, Niemcy, Amerykanie, z którymi rozmawiałam już we wtorek, mają pełne przekonanie, że Polska jest krajem bardzo stabilnym. Jest krajem, który może się przyczynić do mądrej stabilności między wschodem a zachodem. Zachód chciałby oswoić „rosyjskiego niedźwiedzia”, ale zaczyna już rozumieć, że to nie jest proste. Po aferze z domniemaną rosyjską ingerencją w amerykańskie wybory Niemcy zaczynają się obawiać podobnych procesów u siebie i reagują przez faktyczną punktową cenzurę internetową. Na marginesie warto zapytać, jak u nas zareagowano by na podobne posunięcia. Mielibyśmy znowu bój o „wolne media”. Więc dobrze, że Niemcy są pierwsi, może to uświadomi niektórym ludziom powagę zagrożenia.

Czyli po roku rządów PiS realny wizerunek Polski jest lepszy?

Muszę powiedzieć, że zobaczyłem gigantyczną różnicę. Rok temu agencja ratingowa obniżyła nam rating o dwa poziomy, wskazując na różne zagrożenia. Dwa miesiące temu podwyższono nam perspektywę z negatywnej na stabilną. Wierzę, że nie minie kilka kwartałów i przyjdą kolejne pozytywne informacje ze strony agencji ratingowych. Jesteśmy bardzo stabilnym, demokratycznym krajem. Bardziej demokratycznym niż wiele państw zachodnioeuropejskich. A w tym roku możemy pokazać, że mamy swoje endogeniczne, wewnętrzne źródła wzrostu. A gdy przyciągamy kapitał zagraniczny, to nie robimy tego tak, jak to robiono przez ostatnie 25 lat, wyprzedając srebra rodowe, w tym firmy takie jak PKP Energetyka, sprzedana przez POPSL rzutem na taśmę. W zeszłym roku przyciągnęliśmy więcej inwestycji zagranicznych niż nasi poprzednicy nie sprzedając nic z naszych zasobów. Przyciągnęliśmy inwestycje „greenfieldowe”, czyli realizowane od zera, na szczerym polu.

Rząd chce, by Polska została uznana nie za kraj łatwy do kolonizacji i eksploatacji, ale za kraj, w którym można robić dobre interesy na zasadzie uczciwego partnerstwa. Czy mamy szansę na takie przedefiniowanie naszej pozycji? Czy możemy wywalczyć sobie status poważnego zawodnika, w każdym razie „nie-frajera”?

To już się dzieje. Dlatego ściągamy inwestycje „greenfieldowe”, dlatego zatrzymaliśmy wyprzedaż majątku narodowego. Zapraszamy do współpracy, bo z obecności w Polsce konkurencyjnych sektorów rodzą się dodatkowe wartości. Wierzymy w transfer technologii, wierzymy w transfer know-how. Zaczynamy być traktowani bardzo poważnie. Przeszliśmy z sukcesem długą drogę.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ