Jachowicz: Gorzka, ale zwycięska dla Polski batalia

fot. youtube

Jedna z najważniejszych bitew politycznych, jakie PiS stoczył z opozycją została wygrana przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Wiele wskazuje jednak na to, że to tylko bitwa. A wojna będzie trwała nadal.

Przerwanie kryzysu parlamentarnego jest niewątpliwym sukcesem nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale całego obozu patriotycznego. W tym Kościoła katolickiego oraz centroprawicowych mediów. Paradoksalnie, „ojcem” sukcesu jest także słabość opozycji, na którą składa się kilka czynników.

Zaplanowana awantura

Popatrzmy jednak najpierw na zasługi PiS w drodze do opanowania wywołanego przez opozycję kryzysu. Choć opozycja zarzuca, że to PiS jest autorem kryzysu, w którym główną przyczyną miały być dwie rzeczy – zaostrzenie przepisów o poruszanie się mediów w Sejmie, w tym wyznaczenie specjalnych stref dla dziennikarzy.

Drugim powodem wywołania kryzysu miało być wyrzucenie z obrad tego posiedzenia posła Platformy Michała Szczerby. Już jednak w następnych godzinach, kiedy Platforma i Nowoczesna zaczęły okupować salę obrad plenarnych, większość obserwatorów była pewna, że obydwa elementy w „walce o wolność mediów” oraz wykluczenie posła Szczerby są tylko pretekstem do wywołania zaplanowanej wcześniej awantury.

Jestem gotów zgodzić się z oceną Jarosława Kaczyńskiego, że zwarcie, do jakiego dążyła opozycja, miało być początkiem poważnego przełomu politycznego: rozwiązania parlamentu, co w konsekwencji, zgodnie z konstytucją, miało być tożsame z przedterminowymi wyborami. Nie na darmo w trakcie miesięcznego kryzysu padały zarzuty pod adresem opozycji, że od pierwszych dni po jej klęsce w wyborach jesiennych 2015 r. nie mogła się pogodzić z porażką i zarazem nie potrafiła znaleźć się w sytuacji normalnej opozycji. A więc takiej formacji politycznej, która krytykuje rząd, a jednocześnie nieustannie sama formułuje własne rozwiązania w krytykowanych obszarach proponowanych przez władzę.

Twardość i ustępstwa

Patrząc dziś z perspektywy tygodnia na ten kryzys, mogę powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość stosowało strategię leżącą pośrodku między twardością a ustępstwami. Przede wszystkim nie ugięło się przed najważniejszym żądaniem opozycji – o powtórne głosowanie ustawy budżetowej. Co ciekawe, żądanie to pojawiło się dopiero kilka dni po rozpoczęciu okupacji Sejmu.

Opozycja po cichu porzuciła całkowicie walkę o wolność mediów i sprawę przywrócenia do obrad Sejmu swojego posła Michała Szczerbę. PiS ani na moment nie chciał ustąpić opozycji w sprawie budżetu. Argumentując całkiem racjonalnie. Jeżeli ustąpi raz, stworzy precedens, z którego opozycja będzie chciała uczynić stałą regułę. To oczywiste, że taka słabość partii rządzącej doprowadziłaby w ciągu kilku miesięcy do całkowitej anarchii działalności parlamentu.

Natomiast obóz rządzący ustąpił w sprawie, która istotnie wystawiała negatywne świadectwo partii Kaczyńskiego. Odstąpiono od restrykcyjnego ograniczenia pracy dziennikarzy w Sejmie. Dosyć szybko zrozumiano, że pomysł okazał się niefortunny. W działaniach o jego uchylenie zjednoczył wszystkie media bez względu na sympatie polityczne.

Kolejnym ustępstwem była propozycja, która padła już w ostatnich dniach tego kryzysu. Dotyczyła możliwości powtórnego dotknięcia ustawy budżetowej przez stworzenie szansy naniesienia poprawek w Senacie. To z kolei spowodowałoby konieczność powtórnego postawienia kwestii ustawy w Sejmie i debaty nad poprawkami. Propozycja ta musiała być jednakże zaakceptowana przez Platformę Obywatelską, która jako jedyna z partii opozycyjnych w Senacie miała swoich przedstawicieli.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski specjalnie o kilka godzin przesunął głosowanie nad ustawą w Senacie, aby dać PO możliwość podjęcia polubownego rozwiązania. PO jednak tę „wyciągniętą rękę” odrzuciła. W tym czasie także zaczęły przebijać się do mediów informacje, że od wielu dni trwają poufne rozmowy między przedstawicielami opozycji a partią rządzącą z udziałem Kościoła jako mediatora. Zauważmy przy okazji, że w pierwszych dniach po wybuchu kryzysu roli negocjatora podjął się prezydent Andrzej Duda. Jednakże opozycja, nie licząc PSL, niemal całkowicie zignorowała wtedy możliwość łagodnego wyjścia z kryzysu.

Dni przed kapitulacją

Jak się wydaje, to ostatnie dwa dni przed ostateczną kapitulacją opozycji zdecydowały o takim, a nie innym rozwiązaniu konfliktu. Ten ostatni okres ukazał także w pełnym świetle słabość opozycji, którą poprzedziły inne bulwersujące wydarzenia.

W miarę szybko po rozpoczęciu okupacji okazało się, że wewnątrz obozu opozycyjnego toczy się walka o przywództwo. Głównie między szefem Platformy Grzegorzem Schetyną a Nowoczesnej Ryszardem Petru. W tym wewnętrznym sporze próbował także ugrać swoją kartę lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Zaproponował nawet własne rozwiązanie wyjścia z kryzysu, jednakże przez żadną ze stron nie potraktowane poważnie. Kiedy wydawało się, że szanse o uzyskanie statusu nieformalnego lidera obozu opozycji rozkładają się mniej więcej równo między Schetyną a Petru, słynny wyjazd lidera Nowoczesnej wraz z bliską mu, prawdopodobnie również prywatnie, wiceprzewodniczącą partii, Joanną Schmidt na Maderę, pogrążył jego szansę w ciągu dosłownie kilku godzin. Skandal ten odbił się zresztą nie tylko na jego osobistym koncie politycznym, ale także na spadku notowań całej partii.

Wprawdzie wybiegam w tej chwili nieco w przód, ale warto powiedzieć, że kilka dni po zażegnaniu kryzysu, na zamówienie jednego z mediów przeprowadzono sondaż, wedle którego notowania Nowoczesnej poszły zdecydowanie w dół, podczas gdy jeszcze niedawno partia Petru szła niemal łeb w łeb z PO.

Petru, mając w pamięci kompromitującą go wyprawę do Portugalii, walcząc o przywództwo w opozycji sam zrobił krok do przodu, ogłaszając, że Nowoczesna odstępuje od okupowania sali plenarnej. Jednakże następnego dnia wycofał się z tej niezwykle ważnej obietnicy, ważnej, bo niewątpliwie zmierzającej do przerwania kryzysu. Jasne się stało, że ze swoich deklaracji, z radością przyjętych przez PiS, wycofał się pod naciskiem Grzegorza Schetyny. Ta zmienność Ryszarda Petru także bardzo osłabiła „zjednoczony obóz opozycji”.

Ośmieszeni okupanci

Już po zażegnaniu kryzysu minister Beata Kempa oceniła, że o jego rozwiązaniu zdecydował majstersztyk Jarosława Kaczyńskiego. Niestety, nie ujawniła, na czym ten majstersztyk polegał. Gdybym ja osobiście miał się pokusić o znalezienie takiego cudownego chwytu, zastosowanego przez lidera PiS, wskazałbym rozpoczęcie 34. sesji Sejmu.

Sytuacja wtedy była następująca. Środa, późny wieczór. Wreszcie po wielokrotnych zmianach godziny rozpoczęcia obrad, marszałek Marek Kuchciński zajmuje swój fotel. Mównicę nadal okupują posłowie Platformy Obywatelskiej, tworząc kordon, uniemożliwiający dojście do mównicy. Platforma mająca ambicję niedopuszczenia do odbycia normalnego posiedzenia jest cała zmobilizowana w gotowości do stoczenia walki.

Tymczasem marszałek Marek Kuchciński po tradycyjnym stuknięciu laską i rytualnych słowach „Otwieram 34. posiedzenie” poprosił wszystkich obecnych o uczczenie minutą ciszy niedawno zmarłych dwojga polityków oraz 97-letniego generała Janusza Brochwicza-Lewińskiego, żołnierza Batalionu AK „Parasol”.

Po minucie Kuchciński ogłosił odroczenie obrad Sejmu do 25 stycznia. To była prawdziwa psychologiczna demolka Platformy. Posłowie tej partii, gotowi psychicznie na stoczenie bitwy o dostęp do mównicy, zostali nagle ośmieszeni. Jakby z ich mobilizacji ktoś sobie zadrwił. Bojowe nastawienie prysło jak bańka mydlana.

Następnego dnia wczesnym popołudniem Platforma Obywatelska jako ostatnia złożyła broń, wycofując się z okupowania sali obrad, ogłaszając to jako zwycięstwo nad PiS. Żeby jakoś wyjść z twarzą, obwieścili, że zmusili PiS do wycofania projektu restrykcji wobec dziennikarzy w Sejmie. Ton tego triumfu podjęły media związane z opozycją. Przede wszystkim stacje telewizyjne: TVN, Polsat, Super Stacja, rozgłośnie radiowe: TOK FM, Radio Zet, RMF oraz ich portale internetowe.

Gdybym miał skwitować to jednym zdaniem, powiedziałbym tak. Oczywiście ważne jest, jak media relacjonują wyjście z tego kryzysu, ale bez względu na to, jak to robią i z jakiego punktu widzenia go przedstawiają, najważniejsze dla Polski jest to, że konflikt został załagodzony.

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ