Trump rozbija lewicowo-liberalny układ. Ci, którzy przeciwko niemu protestują, bronią swoich przywilejów

donald-trump-1301259_960_720.jpg

„Elity obraziły się na ludzi, którzy nie chcą ich dłużej popierać. Ruch feministyczny także dawno oderwał się od realiów życia kobiet i zamknął się na uniwersytetach. Tymczasem to kobiety wybrały Trumpa, stanowią ponad połowę jego elektoratu”

— mówi w rozmowie z portalem „wPolityce.pl” przewodniczący Center for Security Policy w Waszyngtonie Frank Gaffney, za prezydentury Ronalda Reagana zastępca sekretarza obrony ds. bezpieczeństwa narodowego.

wPolityce.pl: Donald Trump dopiero w piątek rozpoczął kadencję jako 45 prezydent USA, a przez Amerykę już przetaczają się masowe protesty. Manifestuje liberalna lewica, feministki. Także europejskie media i polityczne elity nie ukrywają swojej niechęci do nowego lokatora Białego Domu. Nawet Reagan nie musiał się zmagać z taką falą hejtu. Jak pan to tłumaczy?

Frank Gaffney: Gdy spojrzymy na to co się dzieje w USA, staje się jasne, że Donald Trump jest postacią, która zagraża interesom wielu grup, od Hollywoodu, przez ekologów po organizacje feministyczne. Rozbija stary układ. Ci, którzy protestują przeciwko jego prezydenturze, chcą temu zapobiec. Bronią swoich przywilejów. Można było się takiej reakcji spodziewać, nie ma w tym nic zaskakującego i myślę, że Trump był na to przygotowany. Jeśli spojrzymy na Europe to widzimy, że tam ludzie również grawitują w kierunku sił antyestablishmentowych. Reakcja elit na ten fakt pokazuje jak bardzo elity te są oderwane od rzeczywistości. Od zwykłych ludzi. Pokazał to zresztą już Brexit. Elity obraziły się na ludzi, którzy nie chcą ich dłużej popierać. Ruch feministyczny także dawno oderwał się od realiów życia kobiet i zamknął się na uniwersytetach. Tymczasem to kobiety wybrały Trumpa, stanowią ponad połowę jego elektoratu.

Pojawiło się wiele spekulacji na temat tego jaką politykę zagraniczną Trump będzie prowadził. Spodziewa się pan radykalnego odwrotu od dotychczasowej polityki Baracka Obamy?

Spodziewam się, że Trump będzie po części kontynuował politykę zagraniczną Obamy, a po części wprowadzi do niej poważne zmiany. Kontynuacja zapewne będzie polegała na tym, że USA pozostaną silnie zaangażowane w sprawy międzynarodowe. Tyle, że tym razem na swoją korzyść. Nie ulega bowiem kwestii, że pod tym względem Obama poniósł same porażki. Wystarczy spojrzeć na chaos na Bliskim Wschodzie. Cenę za ta katastrofę zapłaciliśmy przecież nie tylko my, ale Europa. Ta sama Europa, która Obamę tak kocha. Trump chce, by USA wróciły do roli światowego hegemona, globalnego mocarstwa. Na korzyść wszystkich ludzi na świecie, którzy kochają wolność. Nie tylko Amerykanów.

Buńczuczne wypowiedzi Trumpa na temat Chin wywołały obawy o możliwość wybuchu nie tylko wojny handlowej między USA a państwem środka ale także poważnego militarnego konfliktu a Pacyfiku. To pana zdaniem możliwe?

Opublikowaliśmy (Center for Security Policy –red.) kilka miesięcy temu monografię na temat przygotowań Chin do militarnego konfliktu na Pacyfiku, a nie ulega kwestii, że Pekin się do niego szykuje. Dlatego także i my powinniśmy być do niego przygotowani. Trump to rozumie. Nastały niebezpieczne czasy. Chiny usiłują uzyskać pozycje regionalnego hegemona zastraszając mniejsze kraje w regionie. Zachowują się agresywnie. Administracja Obamy przepuściła wiele szans na ukrócenie chińskich ambicji. Czy uda się Trumpowi je ukrócić? To się okaże. Polecam wszystkim by poinformowali się o tym, co Chińczycy robili w ostatnich miesiącach. To były przygotowania do zbrojnego konfliktu. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

A co z Rosją? Trump będzie usiłował dokonać resetu z Kremlem, tak jak Obama w 2009 roku? Niepokoi to nie tylko Polaków ale także mieszkańców państw Bałtyckich….

To nie jest na razie do końca jasne, na czym zapowiedziana przez Trumpa poprawa relacji z Rosją miałaby polegać. Wiemy tylko tyle, co nowy prezydent powiedział, a powiedział, że chce mieć poprawne relacje robocze z Moskwą. Szczerze mówiąc: wątpię, by to było możliwe. Putin uważa USA za swojego wroga. Na dodatek posługuje się tym argumentem w polityce wewnętrznej, czyli wmawia Rosjanom, że żyją w stanie permanentnego zagrożenia ze strony Waszyngtonu i NATO. Trump chce lepszych relacji z Rosją, ale nie wiem czy Rosji takie poprawione relacje byłyby na rękę, bez względu na to co mówi oficjalnie Putin. Podzielam obawy Polaków i Bałtów. Jeśli Trump będzie się zachowywał wobec Rosji tak jak zachowywał się wobec niej Obama, czyli okaże słabość, może się to bardzo źle skończyć.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ