Watahy Obrony Demokracji, czyli skazani na wyrżnięcie. „Kijowski trzyma się stołka jak pijany płotu”


Czy państwo także wyczuwają ten niewypowiedziany niesmak („Nawet jak tego nie wypowiadali, czułem to”) salonów III RP wobec postawy Mateusza Kijowskiego, który uparcie odmawia podania się do dymisji? Pomimo próśb i gróźb zarządu oraz medialnych sponsorów, Kijowski trzyma się stołka jak pijany płotu.

Przy czym obecny stosunek salonu do Kijowskiego lepiej oddaje epitet „wieśniak, chociaż jeszcze niedawno traktowano go w tym towarzystwie jak połączone wcielenia powstańca styczniowego i Dalajlamy. Jakoś nikomu z tych zdegustowanych obrońców demokracji nie przyjdzie do głowy najprostsze wyjaśnienie, a mianowicie, że lider KODnie poczuwa się do podległości zarządowi KOD i w związku z tym ma gdzieś jego uchwały. Zatem całkiem słusznie Kijowski uważa, że pozbawić go funkcji może tylko ten, kto go na funkcję mianował. Zwyczajna pragmatyka służbowa. Z tego samego powodu nie przejmuje się specjalnie fakturami, bo to nie zarząd KOD wydał mu zgodę na ich wystawianie. Najgorzej ów  ambaras przeżywa chyba Gazeta Wyborcza, która promując niebieskiego ptaka na ikonę praworządności wystawiła sobie świadectwo raczej fatalne.

Do grona żarliwych obrońców systemu III RP  dołączył ostatnio wielokrotnie skazany Zbigniew Stonoga, odgrażając się w telewizji Polsat , że on to dopiero pokaże elektoratowi, kim naprawdę jest Kaczyński. Tym samym menażeria pod wezwaniem obrony demokracji ubogaciła się o jeszcze jeden egzemplarz rzadkiego ptaka. Tylko patrzeć jak Gazeta Wyborcza zrobi ze Stonogą obszerny wywiad, a może nawet uzna za człowieka honoru. Skoro towarzystwo obrony III RP przyjęło do swego honorowego grona naczelnego ubeka, więc i  Stonoga znajdzie tam uznanie. Pierwszy rytualny krok na drodze do uznania za obrońcę demokracji – oplucie PiS – Stonoga ma już za sobą.

Zresztą multikulturalizm środowisk obrony demokracji jest imponujący. Obok Frasyniuka znajdziemy tam pułkownika Mazgułę, z łap którego Frasyniuk przecież Polskę wydzierał. Kryminalista Stonoga obraca się w towarzystwie szacownego mecenasa Giertycha, a egzaltowana artystka Janda atakuje rząd ramię w ramię z zimnym czekistą Dukaczewskim, który demokratyczne szlify zdobywał pod okiem sowieckich specjalistów z GRU. Kombatanci ZOMO maszerują z miłośnikami demokracji obywatelskiej, a były doradca kredytobiorców frankowych Ryszard Petru brata się w protestach z ofiarami tych kredytów. Księdzu Sowie nie przeszkadza jaskiniowy antyklerykał Hartman, a przeciwniczka aborcji redaktor Wielowieyska nie brzydzi się żądaniami aborcji na życzenie, gdy są wywrzaskiwane na marszu frustratów III RP.

Ubecy i celebryci. Złodzieje i policjanci. Komuniści i opozycjoniści. Dziennikarze i alimenciarze. Skoro Kijowski zarabiał na obronie demokracji, to  Stonoga może tam być heroldem praworządności. Dukaczewski przeistoczył się z postsowieckiego agenta w miłośnika demokratycznego państwa prawa, a Giertych w wyznawcę tolerancji i praw człowieka. Gdzie tu wspólna idea, jakieś spoiwo, czy grunt, po którym wszystkie te grupy poruszają się pewnie, a sprzeczności można wygładzić? Antypisowskim hejtem da się jakoś uklepać twardy elektorat, ale już nie da rady wygrać wyborów.

Co może łączyć redaktora Lisa z byłym komendantem policji, oprócz tego, że obaj nie wyobrażają sobie życia za dwa tysiące miesięcznie? Jaki wspólny mianownik może mieć redakcja Gazety Wyborczej z ubeckimi emerytami poza faktem, że pisowski rząd obciął jednym dotacje, a drugim świadczenia? To nie jest wspólnota myśli, to jest chwilowa wspólnota łatwego koryta, która pęka pod byle opresją. Dawni przyjaciele skarbu państwa sprzymierzeni z beneficjentami zielonej wyspy na mapie. Gazeta Wyborcza szczuje na Kijowskiego, któremu do gardła skoczył Szumełda. Tego z kolei niszczą fanatyczni zwolennicy sprytnego Mateusza. Schetyna odwija się Nowoczesnej. Nitras z Pomaską trzymają w szachu Schetynę. Protasiewicz z Kamińskim pracowicie podgryzają Platformę. Petru potyka się o nogi własne i nie tylko o własne. Opozycja to luźne watahy. Nie można ich zjednoczyć ani przyłączyć. Watahy są z definicji nieokiełznane i nieprzewidywalne. Nadają się tylko do wyrżnięcia

autor: Stanisław Januszewski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Zadam pytanie kto to jest Kijowski – ja na jego miejscu już dawno bym się powiesił – ten typ ma zero honoru, z czymś takim nie należy polemizować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ