Marcinkiewicz: „Londyn to miejsce wolności, a Polska ciagle jeszcze nie”

Kaziu2.jpg

Kazimierz Marcinkiewicz coraz bardziej zaskakuje swoimi dziwnymi teoriami i refleksjami. Wygląda na to, że nie rozumie zupełnie czym żyją Polacy, myśli inaczej… czyżby już tylko europejsko? W każdym razie były premier zamienił się w myśliciela i postanowił podzielić się kilkoma swoimi przemyśleniami na temat wolności.

Kiedy ląduje w Londynie, nieważne czy było to 15 lat temu, wtedy gdy w Londynie mieszkałem, czy dziś, zawsze oddycham głęboko z myślą: jestem w wolnym kraju

—napisał na Facebooku i swoją teorię podpiera opiniami kilku anonimowych osób.

Rozmawiałem o tym z wieloma osobami i okazuje się, że nie jestem odosobniony, że wiele osób odczuwa podobnie. Londyn to miejsce wolności, a Polska ciągle jeszcze nie.

—twierdzi.

Na czym Marcinkiewicz opiera swoją kuriozalną teorię? Wspomina spotkanie sprzed lat.

Pamietam spotkanie jakieś 7-8 lat temu na londyńskiej ulicy z młodym Polakiem z puszka Tyskie w dłoni. Rozpoznał mnie i pochwalił. Spytałem co tu robi. Odpowiedział, że uciekł z Polski bo jest gejem i tu znalazł swój swiat, a do Polski nie wróci bo tam musi się ukrywać. (pisownia oryginalna).

Były premier podzielił się na Facebooku także swoimi emocjami i przyznał:

I zrobiło mnie się przykro. Walczyłem o wolność i demokracje, ale chciałem by była dla wszystkich, a nie dla wybranych. Chciałem i marzyłem, by każdy w Polsce czuł się dobrze, jak w domu

—czy to oznacza, że on sam nie czuje się w swojej ojczyźnie jak w domu?

Marcinkiewicz nie przepuszcza okazji, by krytykować PiS przy każdej możliwej okazji i opis dalszych swoich przemyśleń zaczyna od wysokiego C, by skończyć insynuacjami.

Wolność jest nam dana, ale i zadana. Mamy ją, ale musimy budować, tworzyć, kreować, umacniać. Nawet o wolności nie rozmawiamy. Nie spieramy się o to ile jej nam potrzeba i gdzie są jej granice. Polityka stała się sfera walki o wpływy i grabienie Polski. Im więcej partia zabierze Polski tylko dla siebie i swoich Misiewiczow, tym lepiej, tym jest sprawniejsza i lubiana. Przestrzeń publiczna przestała być miejscem troski o wolność, wolność każdego z nas i wszystkich razem.

Swoje refleksje kończy naprawdę osobliwie. Były premier kompletnie nie rozumie swoich rodaków, to znaczy rozumie najwyżej kodziarzy.

Może tkwi w nas postkomunizm, w którym władza to był rozkaz bez dyskusji, a nie służba. Może potrzebujemy tysiąca procedur i biurokracji, urzędników pilnujących i zarządzających i karzących. I wtedy czujemy się lepiej. Może boimy się wolności i wolnych wyborów i wolnych ludzi i wolimy ograniczenie, nawet nie dla siebie, ale dla sąsiadów. Coś nas ogranicza w tym by budować wolny swiat, wolnych ludzi. By budować wolna Polskę. Musim to coś znaleźć i wyrwać z korzeniami, albo wyrywać codziennie, aż do skutku, tzn do wolności i wolnej Polski(pisownia oryginalna)

—zakończył.

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ