Likwidować, czy budować nowe kopalnie węgla kamiennego?

kopalnia weglowa.jpg

Tytułowe pytanie jest o tyle zasadne, że obrona górnośląskich kopalń węgla kamiennego, przedstawia argument obrony miejsc pracy. Ze strony związkowej jest to zrozumiałe, bo nikt nie chce być bez pracy. Gorzej na tym tle prezentują się rządowe propozycje, które nie mogą wyjść poza związkowe postulaty.

Próby ich spełnienia w tej formie są niemożliwe do realizacji ze względów zarówno ekonomicznych jak i czysto przyrodniczych. Związkom zawodowym trzeba zaproponować lepsze rozwiązania aniżeli walka o utrzymanie rentowności kopalń, które przekroczyły pół wieku swego istnienia. Utrzymanie rentowności w dłuższej perspektywie jest mało prawdopodobne.

Jeżeli sprzedajemy nasz węgiel z niewielkim zyskiem, to zagraniczna konkurencja z wysokowydajnych odkrywkowych kopalń zawsze może nasze ceny przebić niższymi ofertami. Dlatego argument „rentowności” jest zawodny. Opłaca się przywozić węgiel do Polski z Australii przez dwa oceany, aby tu z zyskiem go sprzedać.

Dotyczy to także węgla z Rosji, Kolumbii, a nawet z USA. Otrzymując rentowność polskiego górnictwa węgla kamiennego w niewielkiej skali w stosunku do cen krajowych, rząd może wymusić jego zakupy przez krajową energetykę. Jest to decyzja właścicielska, gdyż zarówno górnictwo węglowe jak i krajowa energetyka są zarządzane ręcznie przez ministra energetyki. Ten zaś uważany jest za eksperta od tego rodzaju przemysłu.

Jedynie związkowcy ośmielają się propozycje te krytykować, ale dla rządu jest to partner jedyny, choć rzeczowo najmniej do tego przygotowany.

Ignorowana nauka

Rządy, niezależnie od swojej barwy politycznej, werbalnie zawsze wyrażają swoje uznanie dla polskiej nauki. Ten głośny aplauz ma na celu ukrycie smutnej prawdy, że w praktyce dotyczącej górnictwa węglowego rząd lekceważźy naukowe, rzeczowe i nowoczesne rozwiązania. Po prostu z opiniami polskiej nauki górniczej się nie liczy. Dlaczego miałby to robić?

Każdy polski rząd wie lepiej od wszystkich naukowców razem wziętych, co trzeba zrobić i jak reformować polskie górnictwo. Minister energetyki Krzysztof Tchórzewski, któremu podlega polskie górnictwo, jest elektrykiem, podobnie jak były prezydent Lech Wałęsa. Ten zawód upoważnia do wypowiadania się na każdy temat…

W państwach zachodnich polityk nie podejmuje żadnych decyzji według własnego uznania, tak jak dzieje się to u nas. Tam niezależnie od wykształcenia polityk konfrontuje swoje decyzje z opiniami naukowych instytutów i uznanych w tej materii autorytetów.

Związkowcy też bardziej szanują kompetentne zespoły biznesowo-naukowe niż osobiste przekonania ministra i unikają wyrażania uzasadnień własnych opinii. Szukają ich zawsze na zewnątrz, a im poważniejsze jest ich źródło, tym bardziej są pewni słuszności swojej decyzji. Oni mają znaleźć najlepsze rozwiązanie i chociaż czasem też się mylą, to na dużo mniejszą skalę.

W Polsce polityk wie o wszystkim najlepiej. Jeżeli ktoś to kwestionuje, to może narazić się na nieprzyjemności. Dlatego mało jest odważnych, krytykujących wszechwładnych polityków.

Świat i Polska

Gdby nie to, że informacja ta pochodzi z polskiej ambasady w Moskwie, można by ją uznać za twór rosyjskiej propagandy. Oto jej Wydział Promocji Handlu i Inwestycji w swoim raporcie z 2014 roku twierdzi, że średnia wydajność całkowicie sprywatyzowanego rosyjskiego górnictwa wynosi 1880 ton (2010), a w 2020 ma osiągnąć 9 tys. ton na rok. Obecnie to ok. 4 tys. ton. To standard określający minimum opłacalności każdej kopalni w rozwiniętych krajach górniczych takich jak Australia, Indonezja, USA, Kanada czy też właśnie Rosja.

Rekordowe pod tym względem wyniki osiągają Stany Zjednoczone. Kopania Rochelle Mine w stanie Wyoming zatrudnia 1300 osób przy wydobyciu 110 milionów ton węgla rocznie. Na jednego zatrudnionego w niej górnika przypada rekordowe wydobycie wynoszące 87 tys. ton. Dla wyjaśnienia dodać trzeba, że jest to odkrywkowa kopalnia, gdzie doskonałej jakości pokład węgla o grubości 20-25 m zalega pod nadkładem 30-120 m.

Lubelskie kopalnie mają najwyższą w kraju wydajność ok. 1 tys. ton na zatrudnionego górnika rocznie. Górnośląskie górnictwo w wyniku dwuletniej restrukturyzacji podniosło swoją wydajność z 500 na 700 ton tocznie. Czyli sześciu polskich górników wyrabia tyle, co jeden górnik w Rosji. Na jednego górnika z USA musi pracować od pięćdziesięciu do ponad stu górników górnośląskich (w zależności od kopalni).

Zarysowane tu proporcje ukazują, że żadna restrukturyzacja przestarzałych kopalń nie może się udać z czysto przyrodniczych tylko względów. Tych zaś żaden rząd nie jest w stanie zmienić. Pierwszy na wielka skalę przekonał się o tym król Persji Kserkses (480 r. p.n.e.) po przegranej bitwie pod Salaminą, kiedy kazał wychłostać morze. Do dziś czyn ten jest symbolem bezsilności i próby obarczenia przyrody za poniesione porażki.

Jeżeli kopalnie nie mogądorównać wydajnością choćby do średniej światowej, to żadna ich restrukturyzacja nie może się udać. Opowieści ministra energetyki o „sukcesach” górnictwa osiągniętych w wyniku podjętych przez niego działań to nic innego jak to starożytne „chłostanie morza”.

Nowe kopalnie

Problemy te zaczęły wreszcie docierać do ministra energetyki, bo zaproponował budowanie w Polsce nowych kopalń. Wysokowydajnych i o niskich kosztach wydobycia, tak, aby niezależnie od wahających się cen, były one zawsze dochodowe. Budowa nowej kopalni to kilka lat intensywnych starań projektów, uzgodnień i innych tylko administracyjnych przygotowań. Do tego trzeba się zabierać natychmiast.

Po refleksji ministra przy okazji uroczystości świętej Barbary zaległa znamienna cisza, która nie wróży niczego dobrego tej branży. To nie znaczy, że w nowych kopalniach wszyscy obecni górnicy znajdą zatrudnienie. Rząd jakoś nie patrzy na ten problem na Górnym Śląsku w sposób perspektywiczny. To dalsza przyszłość, a praca potrzebna jest natychmiast.

Ważne jest, aby nowe inwestycje na Górnym Śląsku zaoferowały odchodzącym z pracy górnikom, a przede wszystkim młodym ludziom, przekwalifikowanie się, lepsze warunki pracy i wyższe zarobki aniżeli w górnictwie. To trzeba proponować związkom zawodowym zamiast nic nie dającej restrukturyzacji tej branży. Tak działo się we wszystkich europejskich krajach, które poprzednio były w czołówce wydobycia tego surowca energetycznego.

O tym, że nie jest to tylko teoria, świadczą projekty budowy nowych kopalń na Śląsku proponowane przez zagraniczny i prywatny kapitał (Niemcy – kopalnia Orzesze, Australia – Kopalnia Nowa Ruda, Kopex – Przeciszów, Fasing – Barbara Chorzów). Czy to, co opłaci się zagranicznym i prywatnym inwestorom, nie powinno się również udać państwowym właścicielom?

To retoryczne pytanie, na które odpowiedzi udzielił już Czepiec z dramatu Stanisława Wyspiańskiego „Wesele”: „A, jak myślę, że panowie duża by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!”

Rząd i opozycja

Te smutne rozważania nasuwają się po wiadomościach o starciu się rządu i opozycji na temat kondycji polskiego górnictwa węglowego. Otóż opozycja domaga się utrzymania wszystkich kopalń, niezależnie od tego, czy mają one jakąkolwiek przyszłość w ich dorównaniu do średniej światowej. Czy rząd odpowiada lepiej? Nie, też uprawia to samo chciejstwo i demagogię.

Żadnego nawiązania do światowych trendów, standardów czy technologii. Tak jak byśmy byli na bezludnej wyspie, a przecież szczycimy się udziałem w globalnej gospodarce. Ta zaś zaleje nas tanim węglem i to niezależnie od tego, czy utrzymamy, czy zlikwidujemy stare i niewydolne kopalnie. Czas, aby rząd odszedł od metod zarządzania górnictwem rodem z PRL, kiedy to politycy na wszystkim znali się najlepiej. Czas zaprzestać ręcznego sterownia tym sektorem, a przejść na operacyjne zarządzanie przez niezależne fachowe gremia powoływane przez państwowe, społeczne i naukowe struktury.

 

Wtedy rząd będzie je rozliczał z efektów, nie biorąc za to bezpośredniej odpowiedzialności, a i opozycja może też pójdzie po rozum do głowy i zaakceptuje tę strategiczną zmianę.

autor: Adam Maksymowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ