Morawski o proteście aktorów: „Nagonka w mediach społecznościowych nie może decydować o mojej przyszłości zawodowej”

morawski.jpg

Pan Mieszkowski mimo swojego zaangażowania politycznego chciał pozostać dyrektorem, nie startując w konkursie” – tak o początkach konfliktu i protestu aktorów z Teatrze Polskim we Wrocławiu mówi dyrektor placówki Cezary Morawski.

Każdy twórca teatralny, który stanąłby do konkursu i ten konkurs wygrał, chciałby mieć pełen wpływ na kształt artystyczny teatru i zapewne nie powołałby Krzysztofa Mieszkowskiego na dyrektora do spraw artystycznych, bo byłaby to dwuwładza

—Morawski w rozmowie z magazynem „Plus Minus” mówi o kulisach konkursu na dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Zdradza też, że właśnie do takiej dwuwładzy i ciągłego kierowania placówką, mimo wymiany na stanowisku dyrektora, dążył obecny poseł Nowoczesnej i grupa faworyzowanych przez niego aktorów.

Krzysztof Mieszkowski zawsze podkreślał, że chciałby pozostać na stanowisku dyrektora artystycznego

—powiedział i dodał, że powinien on pamiętać o tym, iż to nie on stworzył wrocławski Teatr Polski.

Mimo wielomiesięcznego konfliktu, protestu i strajku aktorów, dyskredytowania i nawet obrażania – Cezary Morawski nie żałuje swojej decyzji o kandydowaniu na dyrektora Teatru Polskiego.

Nie ma we mnie zgody na to, żeby nagonka, napaść w mediach społecznościowych, miała decydować, wbrew obowiązującemu prawu, o mojej przyszłości zawodowej, czy o czyjejkolwiek. Nie zgadzam się z tym w trosce o każdego człowieka, którego można byłoby na takich samych zasadach zaszczuć, przestraszyć i zniechęcić do podejmowania ważnych dla jego rozwoju zawodowych wyzwań

—podkreśla.

Morawski opowiada o kuriozalnym proteście artystów, wspieranych mocno przez Mieszkowskiego. Robią oni wszystko, by teatr nie mógł normalnie funkcjonować.

Niektórzy bawią się ze mną w kotka i myszkę albo jeszcze inaczej… O godzinie 9 rano dowiaduję się, że jeden lub dwoje aktorów są na zwolnieniach lekarskich, a w ciągu kilku godzin nie można przecież zrobić nagłego zastępstwa, nie mówiąc już o zmianie dekoracji

—mówił.

Opowiadając o sytuacji w teatrze Morawski zdradza jak w walce z nim stosuje się półprawdy i niedomówienia.

Bezpardonowa walka ze mną i obwieszczanie, że za chwilę zostanę zwolniony jest trendy.

W tę walkę zostali wmanewrowani aktorzy z różnych miast np. Maja Komorowska. Nikt z nich jednak nie chciał poznać dokładnie sytuacji Teatru Polskiego.

Pani Maja miała z pewnością szlachetne intencje, ale nie do końca znała okoliczności aspekty i niuanse tego, co się dzieje w teatrze.

Morawski skomentował także manifestacje aktorów i zaklejanie sobie przez niech ust czarna taśmą.

Zaklejanie ust w trakcie ukłonów, które są integralną częścią spektaklu, jest demonstrowaniem prywatnych poglądów w trakcie wykonywania obowiązków służbowych, a aktorzy nie są zwolnieni z przestrzegania kodeksu pracy

Cezary Morawski zaznacza, że najbardziej zależy mu na normalnej pracy jego i całego zespołu. Jemu jednak nie daje się pracować i krytykuje dosłownie za wszystko.

Mnie niektórzy postanowili wystawić laurkę jeszcze przed rozpoczęciem pracy, torpedując wszelkie późniejsze zadania.

Coraz wyraźniej widać, że nieważne kto zostałby powołany na stanowisko dyrektora placówki, były nie do przyjęcia dla „udzielnego księstwa” stworzonego przez Mieszkowskiego. Cezary Morawski doskonale zdaje sobie też sprawę, że ataki na niego nie skończą się szybko.

źródło: wpolityce.pl / Plus Minus”

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Nie ma ludzi niezastąpionych”udzielne księstwo”wywalić na zbity pysk z dyscyplinarką w papierach na ich miejsce przyjdą młodzi i będą wdzięczni za pracę.

  2. Kampanie w mediach społecznościowych są zorganizowane. Tymczasem zwykli widzowie mają inne zajęcia niż awanturowanie się w mediach, na ulicach i za granicą. Przydałby się teatr o subtelniejszym niż berliński smaku.

  3. Jest tam w tym kregu kolesi mieszkowskiego niejaki „sloik” Piotrus r. Klasyczny chlopiec z malego miasteczka,karierowicz i wlazodup…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ