Prof. Nowak: Slalomy wykonywane przez Wałęsę i jego politycznych sponsorów zatruwają nasze życie publiczne od 30 lat

nowak 2.jpg

To już jest sprawa Lecha Wałęsy, jak on sam niszczy swoje miejsce w historii „Solidarności”. Niestety, nie jest tak, że jeśli uznamy jego działalność w 1980 i 1981 roku i później przy Okrągłym Stole za ważny i jednoznacznie pozytywny wkład w tworzenie wolnej Polski, to możemy wziąć w nawias tamte lata jego współpracy z SB. Nikt nam takiego prawa nie dał, takie prawo mieliby tylko ci, którzy ucierpieli wskutek donosów TW „Bolka”

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Andrzej Nowak.

wPolityce.pl: Opinia grafologów jednoznacznie potwierdziła współpracę Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Było to dla Pana oczywiste?

Prof. Andrzej Nowak: Żaden z poważnych historyków, w tym także tych, którzy w najmniejszym stopniu nie popierają obecnej władzy nie podtrzymuje tezy, którą z uporem głosi Lech Wałęsa o braku jakiejkolwiek współpracy między nim a Służbą Bezpieczeństwa. Ta współpraca jest historycznym faktem, nie da się zaprzeczyć jej dowodom, mówili o tym m.in. prof. Andrzej Paczkowski, prof. Andrzej Friszke, czy prof. Antoni Dudek. Oczywiście można odrzucić dowody, można powiedzieć, że wszyscy się mylą, tylko ten, który jest najbardziej zainteresowany sprawą ma rację. Ale w związku z tym powinien właśnie w niej milczeć, bo taka jest zasada rzymskiego prawa: „Nemo iudex in causa sua”- „Nie ma sędziego we własnej sprawie”. Tymczasem Lech Wałęsa próbuje występować jako jedyny sędzia we własnej sprawie. To wszystko pokazuje sytuację, w której ze smutkiem można tylko ocenić jego postawę, jako człowieka, który nie chce przyznać się do błędu i ciągnie za tym błędem dużą część polskiej wspólnoty politycznej.

Zgodzi się Pan ze słowami prezesa IPN, że Lech Wałęsa wszedł na drogę autodestrukcji i kroczy nią do dzisiaj?

To już jest sprawa Lecha Wałęsy, jak on sam niszczy swoje miejsce w historii „Solidarności”. Niestety nie jest tak, że jeśli uznamy jego działalność w 1980 i 1981 roku i później przy Okrągłym Stole za ważny i jednoznacznie pozytywny wkład w tworzenie wolnej Polski, to możemy wziąć w nawias tamte lata jego współpracy z SB. Nikt nam takiego prawa nie dał, takie prawo mieliby tylko ci, którzy ucierpieli wskutek donosów TW „Bolka”. Jak wiadomo jest to grupa co najmniej kilku osób, które poniosły bardzo ponure konsekwencje tychże donosów. Przede wszystkim jednak wprowadzenie tego uporczywego kłamstwa, które podtrzymuje do dziś Lech Wałęsa na temat braku jakiejkolwiek jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa pociągnęło za sobą ogromne konsekwencje dla utrwalenia kłamstwa jako zasady życia publicznego w Polsce.

W jaki sposób?

To kłamstwo było wykorzystywane następnie przez tych, którzy chcieli manipulować Lechem Wałęsą. Na początku była to Służba Bezpieczeństwa, jako zbrojne ramię PZPR, to był generał Kiszczak, generał Jaruzelski. Po 1989 roku byli to ci, którzy sterowali Wałęsą w imię swoich celów politycznych, jak środowisko „Gazety Wyborczej”, w pewnym momencie była to także Platforma Obywatelska i Donald Tusk. To poparcie Wałęsy zmieniało się, bo czasem ci patroni czy sponsorzy Lecha Wałęsy porzucają go, gdy staje się niewygodny dla nich, ale potem wracają do tego kłamstwa. Tak, jak to było właśnie w przypadku „Gazety Wyborczej”, która przecież bardzo ostro zwalczała Lecha Wałęsę na początku lat 90., by znów przyjąć go z jego wielkim kłamstwem na sztandary. Podobnie było przecież z Platformą Obywatelską, która lansowała Lecha Wałęsę jako swojego najważniejszego, symbolicznego idola. Kiedy ten rzucił dla pieniędzy Platformę Obywatelską i zaangażował się w kampanię antyeuropejską Declana Ganleya Platforma musiała się od niego odciąć, ale potem znów stanęła przy nim. Te smutne, można powiedzieć slalomy, wykonywane przez Lecha Wałęsę i jego politycznych sponsorów w ostatnich trzydziestu paru latach zatruwają nasze życie polityczne i psują to, co w życiu politycznym każdej wspólnoty jest bardzo ważne, a mianowicie pewien kod moralnego porozumienia. Tutaj on jest całkowicie zafałszowany.

Jak, Pana zdaniem, potwierdzenie współpracy Wałęsy z SB zostanie przyjęte na Zachodzie, gdzie był i dla wielu środowisk nadal jest ikoną przemian demokratycznych w Polsce?

Myślę, że na Zachodzie to wiele nie zmieni. Stopień kłamstwa w publikacjach największych mediów zachodnich, dotyczących Polski osiągnął już niewyobrażalny poziom absurdu. Kiedy czyta się „New York Times”, „Washington Post”, „Guardian”, czy prasę włoską można zauważyć, że tam żadne fakty nie mają znaczenia. To są ludzie, którzy piszą to, co jest im potrzebne jako pałka polityczna w kampaniach, które prowadzą. Można powiedzieć, że większość niestety tzw. mainstreamowych mediów zachodnich nie służy już w najmniejszym stopniu informacji, lecz politycznej walce. Niestety Polska jest dość ważnym elementem tej walki, a sprawa Lecha Wałęsy „niesłusznie oskarżanego przez prawicowe, faszystowskie władze w Polsce o jakieś niecne uczynki, których rzecz jasna nigdy nie uczynił” jest w niej wygodnym narzędziem. A zatem nie sądzę, żeby jakakolwiek prawda faktyczna mogła coś w tym obrazie zmienić. Żyjemy w czasach post prawdy jak mówią niektórzy teoretycy współczesności.

W Polsce też to nic nie zmienia?

W Polsce mogłaby zmienić sytuację na rzecz utrwalenia kłamstwa tylko jakaś zmanipulowana decyzja Instytutu Sehna, z której wynikałoby, że wszystkie podpisy Lecha Wałęsy zostały sfałszowane i gdyby nagle zaprzeczono wcześniejszym ekspertyzom wymienionych przeze mnie historyków. Wtedy niewątpliwie Lech Wałęsa mógłby być może przekonać kilka procent społeczeństwa polskiego, bp pewnie nie więcej, do swojej wersji. Myślę, że dosłownie nikt w wersję Lecha Wałęsy nie wierzy, być może tylko on sam. Ale i tak ekspertyza Instytutu Sehna nie skłoni do przyznania tego faktu, że wersja Lecha Wałęsy jest kłamliwa i nieprawdziwa przez tych, dla których podtrzymywanie tej wersji jest wygodne. Nie wierzą w nią, ale z niej nie zrezygnują, bo to jest ich polityczny interes.

Nie wierzy więc Pan w to, że Wałęsa sam przyzna się do błędu i przeprosi?

W to zawsze wierzę. Myślę, że to jest tajemnica ludzkiej duszy, z której nigdy nie można rezygnować. Każdy przecież ma swoje osobiste doświadczenia w tym. Mam nadzieję, że to kiedyś nastąpi. I to jest jedyny możliwy happy end w tej sprawie.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ