Cezary Morawski: „Nie ma nowych 'władz’ teatru. Jest nowy dyrektor. Jego problemem jest, że nazywa się Morawski, a nie Mieszkowski”

morawski.jpg

Nie ma nowych „władz” teatru. Jest nowy dyrektor. Jego problemem jest, że nazywa się Morawski, a nie Mieszkowski, że ma wyższe wykształcenie, że jest praktykiem, a nie teoretykiem. Nikt mnie nie zapewniał, że będzie łatwo. Ale fala nienawiści dlatego, że ktoś spoza kręgu znajomych królika odważył się startować w konkursie i wygrał go, zaskoczyła wszystkich

— powiedział w rozmowie z „Gazetą Polską” Cezary Morawski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Morawski wyjaśnił, że protest w teatrze zaczął się w momencie, kiedy władze Dolnego Śląska zdecydowały się na ogłoszenie konkursu na dyrektora Teatru Polskiego.

Protestowano przeciwko idei konkursu, potem, że go ogłoszono, następnie, że zgłosili się kandydaci, że ich przesłuchano, wreszcie, że rekomendowano jednego z kandydatów i że mianowano go na dyrektora

— powiedział Cezary Morawski.

Dyrektor teatru zwrócił uwagę, że protestujący twierdzą, że chcą kompromisu jednocześnie stawiają absurdalne warunki świadczące o tym, że do żadnego porozumienia nie dążą. Jego zdaniem, w konflikcie tym chodzi przede wszystkim o utratę swego rodzaju wpływów i znaczenia. To próba wykorzystania teatru do interesów pewnych grup osób.

Dodał jednak, że zauważa pewne pozytywne skutki jego działań, dotyczących załagodzenia sporu w  zespole aktorskim.

Myślę, że część kontestujących aktorów zaczyna dostrzegać konieczność zrozumienia także mojego punktu widzenia, że aktor to też pracownik, który podpisał umowę o pracę, że aktora też obowiązuje kodeks pracy, kodeks cywilny, regulamin i statut teatru

— podkreślił Morawski.

Dodał, że ten konflikt bardzo źle wpływa na funkcjonowanie teatru. Przez ciągłe zwolnienia lekarskie aktorów, konieczne było odwołanie 20 spektakli. Dodał, że nie dał się wrzucić do polityki, bo teatr nie jest miejscem dla polityków.

Dyrektorzy teatrów, którzy zdecydowali się na karierę polityczną, rezygnowali z kierowania teatrem właśnie po to, by nie wikłać tych placówek w politykę. Nie chcieli, żeby scena stała się tubą ich prywatnych przekonań politycznych

— przypomniał dyrektor wrocławskiego teatru.

Stwierdził, że jedynym wyjątkiem był tutaj Krzysztof Mieszkowski, który działalność Teatru Polskiego wykorzystywał do zbijania własnego kapitału politycznego.

Gazeta Polska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ