Morawiecki: Cały czas liczę na to, że Wałęsa przeprosi. Jeżeli ma Polskę w sercu i zależy mu, żebyśmy żyli w lepszym kraju, to powinien to zrobić

kornel_morawiecki_youtube.jpg

Generał Kiszczak nie przechowywałby fikcyjnych dokumentów. Dla historyków, którzy mieli wgląd w teczki Wałęsy – w tym dla prof. Andrzeja Friszkego – było bezsporne, że dokumenty nie są podrobione

— mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Kornel Morawiecki, b. opozycjonista, zalożyciel „Solidarności Walczącej”.

Morawiecki przypomina,że już w czasach pierwszej Solidarności istniały poszlaki wskazujące na agenturalne powiązania Lecha Wałęsy.

Pod koniec lat 80. do Solidarności dotarła informacja służb specjalnych RFN, że Wałęsa był TW „Bolkiem”. Co więcej, Andrzej Kołodziej, który był przecież blisko Lecha Wałęsy, powtarzał nam, że Wałęsa nie jest w porządku. Uważaliśmy wtedy, że słowa Andrzeja są bardzo subiektywne. Nie wiedzieliśmy, czy ktoś nas nie podpuszcza. Twardych dowodów przecież nie było. Natomiast również pewne zachowania Lecha Wałęsy dawały do myślenia, czy nie prowadzi on podwójnej gry. Czy nie stoi na dwóch nogach – podziemnej i reżimowej

opowiada. Wg. Kornela Morawieckigo w latach 80. Lech Wałęsa właściwie nie wspierał konspiracji.

Nie uczestniczył w niej, nie zachęcał do niej. Raczej mówił to, co chciała bezpieka. Żeby ludzie się ujawnili, że konspiracja powinna się skończyć itd. Nie pamiętam ani jednej jego prokonspiracyjnej wypowiedzi. Chciałbym też dodać, że druga Solidarność była zupełnie inna niż pierwsza. Nie tylko ja, ale i inni koledzy z podziemia nie dostali zaproszenia na drugi zjazd Solidarności. Nastąpiła selekcja

tłumaczy. Pytany o cel takich działań – odpowiada:

Mogło to być założenie stanu wojennego: złamanie pierwszej Solidarności i stworzenie posłusznego zespołu, który później zresztą przydał się komunistom podczas transformacji ustrojowej. Pamiętam stwierdzenie Wałęsy z tamtego okresu: „Z generałem Jaruzelskim już nigdy się nie rozejdziemy”. Wałęsa był albo do tego przekonany, albo urobiony… Przecież wybór generała Jaruzelskiego na prezydenta (Wałęsa się temu nie sprzeciwiał) jest dla Polski historyczną krzywdą. Jak mamy tłumaczyć innym narodom, a nawet młodym Polakom, że w drodze zwalczania komunizmu znajdowaliśmy się na szpicy, skoro wychodząc z tego zbrodniczego systemu, prezydentem został jego symbol…

Oceniając wszystkie dokonania Lecha Wałęsy i jego rolę w historii Morawiecki stwierdza:

Był przywódcą Solidarności, prezydentem, nikt mu tego nie zabierze. Chodzi o to, aby on sam dostrzegł, że jego obowiązkiem jest prawda. Cały czas liczę na to, że przeprosi, że powie, jak było. Jeżeli ma Polskę w sercu i zależy mu, żebyśmy żyli w lepszym kraju, to powinien to zrobić. Bo prawda nas wyzwoli. Tymczasem on ciągle zwodzi i kłamie. Niesamowite, że KOD, a także część politycznych ugrupowań, choćby PO i Nowoczesna, bierze Wałęsę na sztandary. Jak to rozumieć? Przecież nie można na sztandary brać kłamstwa…

źródło: wpolityce.pl / Rz.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ