Polski historyk broni Niemców: nie ma zorganizowanej akcji fałszowania historii. „Ta cała dyskusja jest czymś zastępczym”

auszd.jpg
fot: youtube

„Jan Karski użył już w 1944 roku sformułowania „Polish deathcamps” i na pewno nie miał na myśli polskiej współodpowiedzialności za ich istnienie. Wielokrotnie używano tego sformułowania jako określenia geograficznego i nie przykładano większej wagi, że w ten sposób może być sugerowany jakiś związek z Polską i działaniami Polaków” – mówi historyk prof. Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor CSNE we Wrocławiu w rozmowie z portalem „Deutsche Welle”.

Jeżeli wrzuci się do wyszukiwarki hamburskiego tygodnika „Der Spiegel” zwrot „polnisches KZ“ lub „polnische Konzentrationslager”, nie pojawi się informacja o jego używaniu ani w latach w latach 50., 60., czy 70. […] Moim zdaniem nie ma podstaw twierdzić, że Niemcy przodują na tym polu i fałszują własną historię

—twierdzi polski historyk. Jego zdaniem wprowadzenie kar za używanie określenia „polskie obozy” nie jest najlepszą drogą.

Przede wszystkim trzeba edukować. Należy tworzyć dobre i atrakcyjne programy edukacyjne, jak pokazuje np. aplikacja „Remember” opracowana przez Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Inną formą jest krótki film, kreskówka upowszechniana przez polską ambasadę w Waszyngtonie. To są działania, których celem jest informowanie i uwrażliwianie

—podkreśla prof. Ruchniewicz.

Trzeba też szukać sojuszników. Przypomnę, że trzy lata temu Zrzeszenie Historyków i Historyczek Niemiec wystąpiło w tej sprawie do opinii publicznej w swym kraju z odpowiednim apelem. Dzisiaj w polskiej przestrzeni publicznej zapomina się o tego rodzaju działaniach, a one naprawdę przynoszą konkretne skutki

—dodaje. Według niego w obliczu wizyty kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Polsce należy skupić się na tematach ważnych dla obu krajów i Europy, o pomysłach na relacje polsko-niemieckie, dalszą integrację europejską, czy jak się chcemy odnaleźć w nowej konstelacji politycznej.

Zamiast tego skupiamy się na pseudohistorycznych przepychankach, które niczemu tak naprawdę nie służą. Wydaje się, że ta cała dyskusja jest czymś zastępczym. Powstaje wrażenie, że w naszych relacjach jest jakiś głęboki problem, a to nieprawda

—przekonuje historyk.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ