Farsa na konferencji prasowej Lecha Wałęsy

Wałęsa.jpg
fot. youtube

Lech Wałęsa całkowicie odleciał? Konferencja prasowa z jego udziałem szybko zmieniła się w istną farsę. Po długim milczeniu były prezydent odniósł się wreszcie do informacji IPN dotyczących teczki TW „Bolka”. Najpierw twierdził, że może postawić 100 grafologów, którzy wydadzą swoje ekspertyzy, później przekonywał, że w zasadzie mógł coś nieświadomie podpisać, albo jego podpis został podrobiony. Ostatecznie zaczął nawet przysięgać, że „nikt nigdy go nie złamał”.

W rozmowie z dziennikarzami Lech Wałęsa prosił dziennikarzy, żeby porozmawiali z jego przełożonymi z „tamtego okresu” i ustalili jaka była jego historia.

– Chciałbym, żeby ktoś się tym zajął. Na tym dobrze zarobi, jak napisze prawdę. Niech porozmawia z moimi przełożonymi z tamtego okresu. Dobrze, żebyście z nimi porozmawiali i ustalili prawdę, jakim tchórzem, jakim agentem był Wałęsa.  Porównajcie to z bohaterami dzisiejszymi. Jeśli ktokolwiek z nich jest gotów stanąć ze mną w szranki.  Mogę postawić 100 grafologów, którzy powiedzą odwrotnie – mówił Wałęsa.

W pewnym momencie Lech Wałęsa zaczął nawet przekonywać, że były dwie teczki. Jedna miała dowodzić, że jest on… amerykańskim szpiegiem.

– Były dwie teczki pod nazwą „Bolek”. Jedna legalna, która prowadziła do tego, żeby mnie postawić przed sądem, a finał miał być, że jestem szpiegiem amerykańskim. Te dokumenty zostały zniszczone. I była druga teczka, to była nielegalna walka z Wałęsą. Polegała na tym, że podrabiano, zbierano, dorabiano różne papiery – nie mogąc pokonać Wałęsy, próbowano pokonać społeczeństwo, aby zniechęcić społeczeństwo do Wałęsy, wiedząc, że inaczej nie są w stanie… że są za słabi i za głupi. Dlatego tym sposobem chcieli mnie pokonać – twierdził Wałęsa.

Później było tylko coraz ciekawiej. Wałęsa zaczął przekonywać, że był obrażony, bo nikt nie zaproponował mu współpracy.

– Nie zaproponowali mi współpracy. Ja nawet byłem trochę obrażony, bo słyszałem o tym. Ale oni mieli takich ludzi, że nie był im potrzebny taki robotnik jak ja. Nie wiem czy o tym wiecie, ale pierwsze urządzenie podsłuchujące nazwano „Bolek”. Papiery z tych podsłuchów też nazwano „Bolek”. Teczkę z tymi dokumentami nazwano „Bolek”, łącznicę telefoniczną… znów nazwano „Bolek”, żeby się w tym wszystkim nie pogubić… co tu więcej… – mówił Wałęsa.

Odnosząc się do donosów z teczki TW „Bolka” Wałęsa twierdził, że dokumenty powstały dzięki podsłuchom założonym już w 1970 roku.

– W 1970 roku, co możecie sprawdzić, po naszym słynnym strajku pozakładano wszędzie gdzie bywałem podsłuchy, a my o tym nie wiedzieliśmy. Ja się dowiedziałem o takiej możliwości w 1972, a może 1973 roku.  Te podsłuchy miały nas nagrywać. Nasze rozmowy przepisywano i gdy wzywano nas na rozmowy, wtedy milicjant znał te teksty i miał za zadanie, żeby zrobić tak, żeby nam się wydawało, że ktoś z nas donosił. Doprowadzono nas do takiej sytuacji, że wszyscy się wzajemnie podejrzewaliśmy.  Do dzisiaj się podejrzewamy nawzajem.  To nie były donosy, tylko przepisane podsłuchy, po to, żeby mnie zastraszyć, ale nie dałem się złamać.  To jest poniżające, żebym ja się tłumaczył przed SB-kiem, przed milicjantem. Ja mam się tłumaczyć? To jest skandaliczne. Powinniście się tym zająć i udowodnić tym małym, tępym ludziom, jaka jest prawda – mówił Wałęsa.

W pewnym momencie jeden z dziennikarzy spytał, czy Lech Wałęsa jest gotów przysiąc, że nie donosił.

– Przysięgam, że nigdy nie przysięgałem po tamtej stronie. Miałem moje metody walki. Jako szef strajku postanowiłem zaoszczędzić ludzi i nie wpychać ich w walkę z góry przegraną. Hamowałem głupie ataki i wychodzenie a ulicę, bo byłem przeciwnikiem przegrywania.  Mogłem wykrwawiać ten naród jak w tym… Powstaniu Warszawskim […] Byłem tak bezczelnie odważny. Natychmiast wykorzystywałem szanse bez upoważnienia. Jak teraz słyszę tych bohaterów, którzy nic nie robili i nic nie potrafili to mnie może szlag trafiać – mówił Wałęsa.

Odnosząc się do kwestii swojego podpisu pod dokumentami i donosami z teczki TW „Bolek” Wałęsa zaczął przedstawiać kolejne teorie na ten temat.

– Tak mnie poniżono. Ja nie będę z Kiszczakiem rozmawiał i jego śmieciami. Jak nasi profesorowie nie potrafią udowodnić takiej prostej prawdy…  Żaden ten tekst, nie jest moim tekstem. Bezpośrednio nie jest to mój tekst… ale pośrednio tak. Te „gadułki” były nasze. Czy pani wie, że oni podrabiają dolary, paszporty, oni mogli mój podpis lepiej zrobić niż ja sam. Ja byłem jako prezydent w tych biurach… widziałem jak oni to robią – mówił Wałęsa.

Po chwili stwierdził, że w sumie coś mógł jednak podpisać.

– Ja miliony podpisywałem. Mogli mi tak zrobić, że nie widziałem, co podpisywałem. Ja nigdy nie byłem po tamtej stronie. – mówił Lech Wałesa

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

7 KOMENTARZE

  1. „Papierki” nie są dla mnie dowodem…To jednak,że komuniści świętują dzisiaj „obalenie” komuny i fakt,iż w spokoju dożywają starości a nikt nie został rozliczony…TO JEST DOWÓD!Trudno o lepszy …

ZOSTAW ODPOWIEDŹ