Konrad Kołodziejski we „wSieci”: Ważne, by Niemcy dostrzegły w Polsce partnera. „Do tego potrzebna jest dobra wola obu stron”

fot: youtube

Ewentualny wzrost pozycji Polski, jej głos, będzie budził niekiedy niemiecki sprzeciw. Ważne jest jednak, aby Niemcy dostrzegły w Polsce partnera lub przynajmniej sojusznika w innych sprawach, tam gdzie myślimy podobnie. Ale do tego potrzebna jest dobra wola obu stron i świadomość, że nie da się zbudować trwałych relacji z sąsiadem, nie szanując jego odmiennej perspektywy i narzucając mu w zamian własną

zauważa w tygodniku „wSieci” publicysta Konrad Kołodziejski.

Autor tygodnika „wSieci” próbuje wyjaśnić zawiłości relacji polsko-niemieckich i przekonuje, że przyczyny napięć między oboma krajami należy szukać niekoniecznie po stronie obozu PiS.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że stosunki polsko-niemieckie rozwijają się w pożądaną stronę, że interesy obu państw, pomimo pewnych różnic, zasadniczo są zbieżne, a oba społeczeństwa: polskie i niemieckie, po raz pierwszy od setek lat zaczyna więcej łączyć, niż dzielić. To, co wcześniej było niemożliwe, zaczęło się wydawać realne: Polskę i Niemcy – podobnie jak Niemcy i Francję – mogła połączyć więź wzajemnej solidarności i przyjaźni. Dziś widzimy, że ten scenariusz był iluzją i – gdy nadszedł czas próby – oddala się w przyspieszonym tempie. Przełomem stało się objęcie władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 r. Jednak – wbrew opiniom rozpowszechnianym przez środowiska liberalnej opozycji – winy za pogorszenie wzajemnych relacji nie ponosi wyłącznie PiS. Rządząca prawica nie prowadziła bowiem ani nie prowadzi celowej polityki antyniemieckiej. Załamanie wzajemnych relacji nie nastąpiło więc dlatego, że PiS świadomie zagrało na nucie antyniemieckiej, lecz dlatego, że postawiło na większą samodzielność i podmiotowość Polski w Europie. Taka strategia nie mogła przypaść do gustu Berlinowi, który przywykł już do tego, że rządy w Warszawie sprawują podporządkowani i niesprawiający żadnych kłopotów politycy

— podkreśla Konrad Kołodziejski.

W swoim artykule autor stawia hipotezę, że przyczyny różnicy zdań należy doszukiwać się w sporych odmiennościach mentalności obu narodów i, skądinąd uzasadnionych, resentymentach.

Zasadne jest więc pytanie, czy największy problem w relacjach polsko-niemieckich nie leży przypadkiem po stronie Niemiec? Zmiana na szczytach władzy w Warszawie ujawniła bowiem ukrywane dotąd po obu stronach resentymenty, a przede wszystkim zweryfikowała wcześniejsze nadzieje wielu Polaków, że nasze stosunki z zachodnim sąsiadem mogą być trwale oparte na partnerskich zasadach. W chwili objęcia rządów przez PiS wielu Niemcom puściły hamulce. Nagle się okazało, że szacunek i sympatia dla Polski uzależnione były głównie od tego, czy Warszawa nie wchodzi Berlinowi w paradę. W całej okazałości wyszedł na jaw protekcjonalny stosunek Niemiec do swojego wschodniego sąsiada i rozdrażnienie, że ów sąsiad zaczyna nagle wyrażać swoją opinię i bronić własnych interesów. W Polsce taka reakcja Niemiec budzi złe skojarzenia, przypomina o dawnym (czy na pewno dawnym?) stereotypie Polaka – czy generalnie Słowianina – jako reprezentanta niższej kultury, którego należy sobie bądź podporządkować, bądź wyedukować

— zauważa dziennikarz „wSieci”.

źródło:wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ