Pietrzak: „Robienie z wypadku samochodowego nikczemnej fali nienawiści do rządu jest szczytem szaleństwa

jan pietrzak nowy 1.jpg

Stosują nienawistne argumenty, obrzydliwe i plugawe sformułowania, żeby nie można było z nimi dyskutować – ich sposób zachowania eliminuje dyskusję

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl satyryk Jan Pietrzak.

wPolityce.pl: Po wypadku rządowej limuzyny, którą jechała pani premier Beata Szydło na nią i na rząd wylała się fala hejtu. Skąd bierze się w ludziach taka nienawiść?

Jan Pietrzak: To jest hejt, który jest obowiązkiem dywersantów udających partie polityczne, pracujących pewnie na zlecenie Moskwy. Oni przy każdej okazji sieją nienawiść i robią awantury. Jak się potknie kot Jarosława Kaczyńskiego na kamieniu, to też zrobią z tego hejt. Tylko czekają na pretekst, wykorzystują każdą okazję do opluwania. Uważam, że to kolejna edycja dywersyjnej grupy Palikota, której zadaniem jest niszczenie polskiej demokracji. Stosują nienawistne argumenty, obrzydliwe i plugawe sformułowania, żeby nie można było z nimi dyskutować – ich sposób zachowania eliminuje dyskusję. Celem tych dywersantów, agentury walczącej z Polską, żeby Polacy nie mogli się ze sobą porozumieć, to są ludzie, którzy prowadzą wojnę propagandową z Polską. Gdyby nie mieli przyczółków w mediach, byliby marginesem życia publicznego, ale dzięki mediom rozdmuchują każdą głupotę do monstrualnych rozmiarów. Robienie z wypadku samochodowego nikczemnej fali nienawiści do rządu i do pani premier jest szczytem szaleństwa ludzi, którzy szkodzą Polsce. Sejm zmienili w łajdackie miejsce, gdzie nie da się prowadzić merytorycznych rozmów.

Co robić z hejtem? Można z nim skutecznie walczyć?

(Śmiech). Przywrócić kabaret pod Egidą do mediów publicznych, bo dopóty nas tam nie ma, łajdacy nie mają nad sobą bicza Bożego, a jak się w końcu pojawimy, to zrobimy z nimi porządek.

18 lutego w Domu Kultury „Świt” w Warszawie odbędzie się występ „Kabaretu pod Egidą”. To będzie koncert jubileuszowy na 50-lecie istnienia kabaretu?

Cały rok jest jubileuszowy, świętujemy pięćdziesiąty sezon na scenie. Każdy nasz występ w 2017 r. jest złożeniem hołdu decyzji sprzed 50 lat.

Kiedy dokładnie powstał kabaret?

Latem 1967 r. władza ludowa wyrzuciła nasz kabaret studencki „Hybrydy” z klubu „Hybrydy”. Postanowiliśmy z kolegami nie poddawać się i grać dalej. Władze myślały, że przestaniemy grać, ale my cieszyliśmy się już pewną popularnością w różnych środowiskach i nie chcieliśmy tego zmarnować. Mimo braku lokalu jesienią 1967 r. sporo graliśmy pod nową nazwą, jako „kabaret pod Egidą?”.

Kto był wtedy w składzie kabaretu?

Autorzy: Jonasz Kofta, Adam Kreczmar i Jan Pietrzak oraz dwóch muzyków – Krzysztof Paszek i Jan Raczkowski. Jak już mówiłem, dużo występowaliśmy, ale nie mieliśmy swojego lokalu w Warszawie, udało nam się go znaleźć dopiero po kilku miesiącach w lutym 1968 r. w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych.

Przez pół wieku skład Kabaretu pod Egidą mocno się zmieniał…

Zmieniał się, bo jak znaleźliśmy lokal, to poszukałem zawodowych aktorów, żeby nas wsparli. Pojawiła się Barbara Kraftówna, Wojciech Siemion, potem Anka Prucnal, Janek Stanisławski, który bardzo szybko się do nas przyłączył, następnie Krysia Sienkiewicz. Ciągle przybywało nowych aktorów i nowych osób. Mimo, że przez pół wieku skład się zmieniał, przez Kabaret pod Egidą przewinęło się w sumie sto osób, ale gramy dalej. W obecnym składzie, od 1980 r. występuje Ewa Dałkowska, Marcin Wolski, Ryszard Makowski, Paweł Dłużewski, Stanisław Klawe i młodzież – Bartek Dłużewski, Marta Kostur. Czasem występuje z nami grupa wokalna z Wrocławia „Świt”, kilkuosobowy zespół młodzieży, który wykonuje wyłącznie nasz repertuar kabaretowy.

Czy w roku jubileuszowym przewidziane są gościnne występy osób, które kiedyś grały w kabarecie Pod Egidą?

W tym sezonie gramy w stałym składzie, ale nie wykluczam takiej możliwości. Jeżeli będzie koncert jubileuszowy, mam nadzieję, że znajdzie się w Warszawie sala na nasz występ. Nas nie stać na wynajęcie, trzeba przeznaczyć na to kilkadziesiąt tysięcy. Jeżeli uda nam się dostać salę, to zwrócę się do kolegów i zaproponuję im udział w koncercie jubileuszowym, może ktoś się zdecyduje, jednak z uwagi na straszliwe podziały polityczne, nie wiem, czy koledzy będą chcieli grać z takim wywrotowym kabaretem jak nasz.

Życzę, żeby ten jubileusz odbył się w godnym miejscu. Sala Kongresowa będzie odpowiednia?

Oczywiście, ale dobrym miejscem będzie też Stadion Narodowy.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ