Jerzy Jachowicz: Przyszłość „Króla” Europy

Donald Tusk nowy łady ue.jpg
fot. youtube.com

Donald Tusk będzie wielkim problemem polskiej polityki przez najbliższe trzy miesiące. Możliwe są dwa warianty. Zostanie szefem Rady Europejskiej drugą kadencję albo wróci do kraju. W tej chwili żadna z tych rzeczy nie jest przesądzona. Sądząc po reakcji obozu władzy, Donald Tusk nie dostanie poparcia polskiego rządu jako kandydat na drugą kadencję. Jeśli przyjedzie do Polski, jego przyszłość także owiana jest tajemnicą.

Największym wydarzeniem ostatnich dni była wizyta Angeli Merkel w Warszawie. W dwóch kluczowych rozmowach kanclerz Niemiec – z premier Beatą Szydło oraz z Jarosławem Kaczyńskim, poruszała sprawę kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej.

Iluzoryczna Bruksela?

Prezes PiS zajął zdecydowane, twarde stanowisko, wielokrotnie wcześniej prezentowane w polskich mediach. Powiedział wprost, że nie może poprzeć Tuska, bo w Polsce toczą się wobec niego różne postępowania. Wprawdzie ich nie wymienił, ale wiadomo, że chodzi głównie o trzy sprawy.

O nieformalną ochronę jego syna w aferze Amber Gold. Wedle niektórych pogłosek, Donald Tusk miał wyprzedzające informacje od ABW o piramidzie finansowej Marcina Plichty, właściciela Amber Gold. Bagatelizował jednak te informacje, ostrzegając jednocześnie swojego syna o zagrożeniu, wynikającym z zatrudnienia się Michała Tuska w firmie lotniczej OLT, należącej do właściciela Amber Gold.

Wiadomo też, że Donald Tusk był „impregnowany” na kilkakrotne usiłowania przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, który próbował dotrzeć do premiera, aby wpłynął na zwiększenie aktywności organów ścigania. O tych kwestiach Donald Tusk będzie szczegółowo indagowany przez sejmową komisję do zbadania afery Amber Gold.

Drugą sprawą „wiszącą” nad byłym premierem to afera taśmowa, w której również należy wyjaśnić udział Donalda Tuska w inspiracji rozmowy Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką.

I wreszcie trzecia, najważniejsza kwestia – sprawa Smoleńska. A w jej ramach wyjaśnienie, na jakiej zasadzie premier przekazał śledztwo w sprawie wyjaśnień przyczyn katastrofy w ręce Rosji.

Kaczyński dodał, że nie może poprzeć Tuska także z tego powodu, że atakował on polski rząd.

Jak relacjonował przebieg tej rozmowy eurodeputowany PiS prof. Ryszard Legutko, który uczestniczył w tym spotkaniu, po tej opinii Jarosława Kaczyńskiego Angela Merkel uznała ten wątek za zamknięty.

Również Beata Szydło w rozmowie z Angelą Merkel podczas uroczystej kolacji w pałacu Na Wodzie w warszawskich Łazienkach, miała podobne zdanie co prezes PiS. Tyle tylko, że nie prezentowała go w szczegółach. Powiedziała, że w stosownym momencie przedstawi pełne stanowisko rządu w tej sprawie. Dziś już wiadomo, że stanowisko to jest przesądzone. Jak i to, że będzie ono negatywne dla byłego premiera.

Kilkakrotnie wypowiadał się na ten temat szef MSZ Witold Waszczykowski. Ostatnio, już po wizycie Angeli Merkel wyjaśniał, że nie do przyjęcia jest postawa Donalda Tuska, który do tej pory nie skontaktował się z polskim rządem osobiście w tej sprawie. Natomiast niespodziewanie na nieformalnym szczycie europejskim na Malcie oznajmił, że chciałby sprawować swoje dotychczasowe stanowisko również w drugiej kadencji. – „To absolutnie kuriozalna sytuacja” – dodał minister.

Europoseł Ryszard Czarnecki w rozmowie z Radiową Jedynką mówił, że nie spotkał do tej pory przypadku, aby jakikolwiek kandydat na szefa Rady Europejskiej nie zabiegał sam o poparcie swojej kandydatury u własnego rządu.

Wreszcie minister Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy polityki zagranicznej, prof. Krzysztof Szczerski też wyraził wątpliwości, czy Prezydent udzieli poparcia Donaldowi Tuskowi. Tłumaczył, że Andrzej Duda nie ma podstaw, aby to zrobić, ponieważ do tej pory Donald Tusk nie kontaktował się z prezydentem w tej sprawie. – „Częstszy kontakt Andrzej Duda ma z prezydentem Chin” – dodał Szczerski.

Stanowisko Polski, które jak widać jest w całości negatywne, nie musi być nieprzekraczalną barierą. Niemniej jednak nawet przedstawiciele obcych państw, które będą brały udział w głosowaniu nad kandydaturą Donalda Tuska, mogą sami sobie zadawać pytanie, dlaczego tak jest, że Donald Tusk nie podejmuje żadnego kontaktu z władzami polskimi. Czemu ignoruje własny rząd, czy ignoruje własne państwo? Zaś minister resortu spraw zagranicznych Polski określa jego zachowanie jako groteskowe. Taka dziwna postawa Tuska, nie może być niezauważalna również w Brukseli.

Inaczej mówiąc, byłoby ogromną niespodzianką, gdyby mimo postawy polskiego rządu powierzono Donaldowi Tuskowi kierowanie Radą Europejską na kolejne dwa i pół roku.

Jeszcze bardziej iluzoryczna prezydentura?

W takiej sytuacji przed Donaldem Tuskiem rysowałyby się dwie możliwości. Pierwsza, że władze Unii Europejskiej „z łaski” zaproponują mu jakieś podrzędne stanowisko umożliwiające pozostanie nadal w Brukseli. Kwestia tylko, czy były premier zgodzi się na publiczny upadek ze stosunkowo wysokiego konia, jakim była jego dotychczasowa funkcja.

I druga możliwość, że wróci do kraju. W tym przypadku będą przed nim stawały poważne dylematy. Przede wszystkim zagrożenia zarówno ze strony obozu rządzącego, jak i swojego dotychczasowego środowiska politycznego.

Jeśli chodzi o nieprzyjemne rzeczy, jakie mogą go spotkać ze strony PiS, to być może kilkuletnie nękanie go różnymi śledztwami, prowadzonymi oficjalnie przez prokuraturę. Żadne z tych śledztw nie musi się kończyć poważniejszymi sankcjami. Wystarczającym upokorzeniem mogą stać się dla byłego premiera systematyczne wezwania na przesłuchania, nawet jeśli w charakterze świadka.

Jeszcze bardziej upokarzające mogą stać się dla Donalda Tuska reakcje obecnego kierownictwa Platformy Obywatelskiej, inspirowane przez jej przewodniczącego Grzegorza Schetynę. Aktualny lider partii może zdecydować się na zamknięcie furtki, umożliwiającej Tuskowi triumfalny powrót do swojej dawnej partii. Schetyną kierować mogą dwa motywy. Pamięć o własnych poniżających momentach, jakich doznawał ze strony byłego przewodniczącego partii. Albo lęk przed utratą stanowiska lidera i powrót do pełnienia podrzędnej roli w Platformie. Musimy pamiętać, że obecnie Grzegorz Schetyna ma stosunkowo silną pozycję w Platformie. Zwolenników Donalda Tuska, gotowych za nim skoczyć w ogień, jest już tylko garstka.

Do tych ostatnich z pewnością należy Ewa Kopacz. Ma za co być mu wdzięczna. To przecież Tusk namaścił ją na premiera kraju, a ponieważ w sposób wzorowy zaprzepaściła dorobek, jaki zostawił jej Tusk, tym bardziej czuję się zobowiązana do jak najdalej idącej pomocy po jego ewentualnym powrocie do polskiej polityki. Być może to najlepszy wariant, jaki upatruje dla niego Ewa Kopacz. Mianowice start w wyborach prezydenckich w 2020 roku. To właśnie Ewa Kopacz, jako pierwsza zapowiedziała publicznie możliwość startu Donalda Tuska w wyścigu o fotel prezydenta. Wywróżyła możliwość jego wygranej. Ta prognoza została zbudowana na wyrost. Przeprowadzony kilka miesięcy temu sondaż na temat szans wyborczych w wyścigu o urząd prezydenta, wskazał na bezapelacyjną wygraną Andrzeja Dudy z jednoczesną sromotną porażką Donalda Tuska.

Co ciekawe, gdyby rzeczywiście Donald Tusk zdecydował się na start, to być może porównywalnym z nim konkurentem byłby niedawny prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński forsowany ku zdziwieniu większości publicystów, ale zapewne i polityków, przez prof. Jadwigę Staniszkis.

Muszę powiedzieć, że byłoby to niezwykle zabawne widowisko obserwować tych dwóch panów mierzących tak wysoko, z których każdy ma za sobą kompromitującą przeszłość.

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ