Jaki: Nie uderzamy w sędziów, ale w układ korporacyjny. „Zależy nam na zbliżeniu sędziów do ludzi”

Jaki Patryk.png

Nasze zmiany nie są uderzeniem w sędziów, a raczej w układ korporacyjny – zależy nam na zbliżeniu sędziów do ludzi i ich codziennych spraw

mówi Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Panie ministrze, rozmawiamy tuż po burzliwym posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. W dyskusji poświęconej zmianom w sądach najgłośniej było słychać oburzenie opozycji, której przedstawiciele przekonują, że to swoisty zamach na sądownictwo.

Patryk Jaki: Przedstawiane przez opozycję wątpliwości to wydumane problemy, prawdziwy powód ich argumentacji jest inny. Dyrektorzy sądów są dziś całkowicie podporządkowani prezesom sądów, mówi się wprost, że to są ich ludzie. A przecież za nadzór administracyjny i finansowy sądów odpowiada rząd.

Dodatkowo ostatnie afery w Krakowie czy na Pomorzu pokazały, że ten system działa wadliwie. Dzięki zmianom, jakie proponujemy, środowisko sędziowskie ma działać trochę lepiej. I tak prezesi sądów nie będą musieli zajmować się sprawami administarcyjnymi, a zostanie im więcej czasu na to, do czego są powołani – do orzecznictwa. Dziś muszą pilnować papierów w drukarkach.

I posłowie PO, i Nowoczesnej zwracali uwagę na przykład na to, że wyznaczając dyrektorów sądów, Ministerstwo Sprawiedliwości może po prostu nie wiedzieć, kto nadaje się do rejonowych sądów, gdzieś lokalnie.

Kryteria ustawy są bardzo wysokie, wprowadzamy bardzo mocne i wyraźne obostrzenia. Dyrektorzy sądów muszą mieć dwa lata doświadczenia na kierowniczym stanowisku, kierunkowe wyższe wykształcenie, procedura naboru będzie ogłoszona w BIP

Dlaczego rezygnują państwo z konkursów? Nawet jeśli były do tej pory fikcyjne, to można je poprawić, a nie wylewać dziecko z kąpielą.

Konkursy, które przeprowadzane były pod nadzorem prezesa sądów i komisją prowadzoną przez prezesa sądów powodowały, że wybierani dyrektorzy stawali się de facto ludźmi prezesów sądów. To nie było dobre dla właściwej relacji w sądzie.

Musimy działać według zasady check and balance. To zasada, która ma swoje wady, ale lepszej nie wymyślono. Dziś tworzymy jasny i czytelny podział w sądzie, który pozwoli wyeliminować przynajmniej część patologii i problemów.

A tak dyrektorzy sądów nie będą „ludźmi prezesa sądu”, tylko „ludźmi ministra Ziobry”. Argumentów i przekonywań, że Ziobro kładzie łapę na sądy nie zabraknie.

Ziobro i tak, idąc tą poetyką, odpowiada za nadzór administracyjny sądów. To i tak jego odpowiedzialność. Paradoks właśnie polega na tym, że ma odpowiedzialność, a nie ma instrumentów, by reagować na to, co się tam dzieje. Chcemy by sytuacja była jasna.

Zmieni się zasada podległości – ściągamy z prezesa sądu garb odpowiedzialności za codzienne, uciążliwe działanie; zakup długopisów, papieru do drukarki, etc.

Proponowane zmiany to tylko część pakietu ustaw, które składają się na głęboką reformę wymiaru sprawiedliwości. Kiedy będzie można powiedzieć, że zamykamy ten etap?

Weszły i dalej wchodzą kolejne ustawy dotyczące reformy sądownictwa: zmiany dotyczą między innymi KRS, postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, którzy się nie sprawdzili, tzw. ustawa prezesowska… Tego jest sporo, wszystko idzie do prac rządowych.

A jeśli pyta Pan o horyzont czasowy, to w ciągu kilku miesiecy większość ustaw powinna zostać wprowadzona w życie, a w ogóle cały rok będzie poświęcony zmianom w wymiarze sprawiedliwości.

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ