Maszenda: W kleszczach rosyjskiej sieci gazociągów

gaz23.jpg

Pomysł połączenia Rosji i Niemiec gazociągiem nie jest nowy. Pierwsze plany pojawiły się w czasach zimnej wojny, pod koniec lat 70. Na przeszkodzie stanęła wówczas… Solidarność.

Rząd kanclerza Niemiec Helmuta Schmidta negocjował z Kremlem budowę gazociągu lądowego o dużej przepustowości przez PRL i NRD – do RFN. Jednak wprowadzenie stanu wojennego w Polsce i próba likwidacji Solidarności spowodowały stanowczą reakcję USA w postaci ostrych sankcji gospodarczych wobec Związku Sowieckiego. Dla wszystkich realnie myślących było jasne, że gazociąg nie jest przedsięwzięciem jedynie komercyjnym, ale także projektem strategicznym.

Zaniechany projekt gazociągu jamalskiego

Do pomysłu gazociągu łączącego Rosję z Europą powrócono na początku lat 90. w innych realiach politycznych. W Rosji studiowano różne koncepcje przebiegu gazociągu, między innymi poprowadzenie go z Rosji przez Finlandię, następnie po dnie Zatoki Botnickiej do południowej Szwecji i na koniec, znów połączeniem podmorskim, do północno-wschodniej części już zjednoczonych Niemiec.

Trasa absurdalnie skomplikowana, ale Kremlowi chodziło o zyskanie dodatkowych odbiorców w Skandynawii, a przy okazji zablokowanie w przyszłości dostaw norweskiego gazu do Europy Środkowej. Jednak ani Szwecja ani Finlandia nie wyraziły zainteresowania rosyjskim projektem. Szwecja, która ma minimalne zużycie gazu, nie była też zainteresowana z powodów ekologicznych.

Projekt wrócił do pierwotnej koncepcji, jeszcze z czasów Związku Sowieckiego, czyli drogą lądową przez Polskę. Tak powstał gazociąg o pretensjonalnej nazwie Europa ― Jamał (po polsku mówimy gazociąg jamalski), budowany w latach 1996-1999 o przepustowości 33 mld m3 rocznie. Najwyraźniej Rosjanie uznali wówczas, że mają dostatecznie zabezpieczone swoje interesy w Polsce. Później zmienili zdanie i ułożenie od początku planowanej drugiej nitki gazociągu jamalskiego o podobnej przepustowości nigdy nie doszło do skutku. Głównie z powodu objęcia władzy w Rosji przez Władimira Putina.

Nowy prezydent Rosji wymienił całą ekipę kierowniczą Gazpromu na swoich ludzi, a nowa doktryna obronna nadała surowcom energetycznym znaczenie strategiczne. Szefem Gazpromu przestał być Rem Wiachiriew („sponsor” i przyjaciel Aleksandra Gudzowatego) i został nim Aleksiej Borysowicz Miller.

Tworzenie rosyjskiego monopolu

Odtąd eksport rosyjskiego gazu do Europy miał tworzyć nadzwyczajne zyski poprzez tworzenie obszarów monopolu, zwłaszcza w dawnych państwach komunistycznych Europy Środkowej. Monopol miał polegać na długoletnich sztywnych umowach, wyłączności dostaw, przesyle i dystrybucji.

Rosja pod władzą Putina odkryła, że niejedną wojnę da się przeprowadzić lub zażegnać zbrojny konflikt (jak w Czeczenii), jeśli ma się na to pieniądze ze sprzedaży gazu i ropy. Rosji sprzyjała też moda na energetykę odnawialną w zachodniej Europie. Energetyka gazowa jest niezbędna do szybkiego uruchomienia w przypadku, kiedy warunki pogodowe nie są sprzyjające dla działania turbin wiatrowych. Poza tym gaz jest czystszy niż ropa, nie mówiąc już o węglu, choć oczywiście przy spalaniu także powoduje emisję dwutlenku węgla.

Między rokiem 2005 i 2009 Rosja wielokrotnie groziła Ukrainie odcięciem dostaw gazu i na krótki okres ją odcinała, wysuwając pod adresem Kijowa różne żądania oraz niedwuznaczne groźby. Oczywiście było to zawsze w miesiącach zimowych, kiedy zużycie gazu jest największe, a jego brak najdotkliwszy dla ludzi. Można rozumieć, że miedzy państwami pojawiają się kwestie sporne, ale trudniej pojąć, że akurat zawsze zimą?

Świadczy to o celowo sprowokowanych przez Moskwę konfliktach. Łatwo zauważyć, że okres rosyjsko-ukraińskich sporów gazowych (2005-2009) pokrywa się z przygotowaniem i podjęciem decyzji o budowie Nord Stream 1 (2005), faktycznym rozpoczęciem budowy (2006) i zakończeniem układania pierwszej nitki gazociągu (2011). Zablokowanie dostaw gazu na Ukrainę wiązało się z dwutygodniowym zmniejszeniem dostaw do Europy Zachodniej przez Ukrainę, Słowację i Czechy. Europa i tak zgodziłaby się na Nord Stream 1, ale zaszantażowana zgodziła się tym chętniej.

Czy Nord Stream 2 powstanie?

Natychmiast po wybudowaniu dwóch nitek gazociągu Nord Stream 1 o przepustowości 55 mld m3 rocznie, Rosjanie złożyli Niemcom propozycję dołożenia dwóch kolejnych nitek, w ten sposób miałby powstać Nord Stream 2. Zadaniem Niemiec miało być uzyskanie zgody na tę inwestycję przez Komisję Europejską. Między obecnie rosyjskim Wyborgiem (dawne Viipuri, odebrane Finlandii w 1940 r. przez Stalina), a niemieckim powiatem Greifswaldzkim (na zachód od Świnoujścia) powstałaby czteronitkowa magistrala zdolna do przesyłu 110 mld m3 gazu. To niemal dokładnie tyle gazu, ile Rosja przesyła przez Ukrainę, Słowację i Czechy do Europy zachodniej.

Po wybudowaniu Nord Stream 2 gazociągi ukraińskie przestaną mieć dla Rosji żywotne znaczenie, ale również dla odbiorców w Unii Europejskiej, więc dotykamy tu kwestii strategicznej. Czy Nord Stream 2 powstanie, bo formalnie na razie nie ma zgody Komisji Europejskiej?

Jednak pewne fakty wskazują, że ta zgoda po cichu została już wyrażona, co przypuszczalnie stało się na przełomie minionego roku. Właśnie wówczas lądowe odnogi Nord Stream 1, czyli gazociągi NEL i OPAL, zanotowały rekordowe przesyły gazu na zachód i południe. NEL w grudniu 2016 obciążony był ― jak wyliczono ― w ponad 110 proc. (sic), a OPAL w 80 proc. Ta kreatywna księgowość operatorów miała pokazać Komisji Europejskiej, że konieczny jest kolejny gazociąg na dnie Bałtyku.

Zakulisowe działania

Jeszcze w grudniu 2016 roku rząd szwedzki ostrzegał samorządy, że ich współpraca z rosyjskim inwestorem Nord Stream „osłabi możliwości obronne Szwecji”. W styczniu tego roku szwedzki minister obrony Peter Hultqvist już zmienił zdanie mówiąc: „Uważamy tę sytuację za możliwą do opanowania”. W ten sposób nadbałtycka gmina Karlshamn za stosowną opłatą będzie mogła wynająć swój port na potrzeby logistyczne inwestora gazociągu.

Wynajmowanie usług zachodnich firm, podkupywanie szwedzkich gmin na Gotlandii darowiznami na rzecz ochrony przyrody, to sprawdzona strategia Rosjan, która już raz zdała egzamin ― przy budowie Nord Stream 1. Mniejsze kontrakty (np. na badania oceanograficzne), uzyskały wówczas firmy szwedzkie, duńskie, a kontrakty nieporównanie większe, liczone w dziesiątkach lub setkach milionów euro otrzymały, firmy włoskie, francuskie i niemieckie, czyli z dużych krajów, które mają odpowiednio większe wpływy w UE.

Innym sygnałem, że zgoda KE została już faktycznie udzielona, są informacje o gromadzeniu rur na wybrzeżach po stronie niemieckiej (Sassnitz na Rugii) oraz rosyjskiej (Wyborg), które mają być użyte do ułożenia gazociągu.

Inaczej niż niektóre państwa zachodnie Polska nie uzyskała nic w zamian za to, że uciążliwy dla środowiska i politycznie ryzykowany gazociąg może niedługo stać się rzeczywistością. Podobnie jak pozostałe państwa, które kontestowały celowość budowy obu gazociągów bałtyckich, dostrzegając związane z tym ryzyko (Estonia, Łotwa, Litwa, Białoruś, Ukraina, Słowacja), ale nie prowadziły skoordynowanych działań teraz i poprzednio.

Nie zabiegały wspólnie np. o oczyszczenie przez inwestorów Bałtyku z niemieckiej broni chemicznej zatopionej tam przez Związek Sowiecki po zakończeniu drugiej wojny światowej. A problem nadal istnieje, podczas budowy terminala LNG w Świnoujściu znaleziono u wylotu portu ponad 1800 bomb głębinowych i torped oraz pojemniki z bronią chemiczną. Sowieci po wojnie zatapiali pojemniki z amunicją chemiczną (iperyt, fosgen, sarin, luizyt, tabun, Cyklon B) w różnych miejscach, w tym także przypadkowych, nieudokumentowanych.

Gazociągowe szlaki

Co konkretnie dzieje się z gazem, który dociera z Rosji do okolic Greifswaldu? Teraz jest to 55 miliardów m3, a w przyszłości będzie dwa razy więcej. To dobre pytanie i dalsza część problemu.

Te ogromne ilości gazu trzeba przesłać dalej na zachód i południe. W tym celu powstał równolegle z Nord Stream I biegnący wzdłuż polskiej granicy, oczywiście po stronie niemieckiej, wspomniany wyżej, gazociąg OPAL o przepustowości 36,5 miliarda m3 rocznie i długości ponad 400 km. Gazociąg poprowadzony został w kierunku Czech, ale ma po drodze połącznia z gazociągami we wschodnich Niemczech (JAGAL, ONTRAS), którymi transportowana jest część tego gazu dalej na Zachód. Gaz przesyłany systemem OPAL dociera poprzez Czechy do hubu gazowego w austriackim Baumgarten, gdzie duże inwestycje już wcześniej poczynił Gazprom.

Jak widać rosyjski gaz zza koła polarnego trafia nad Zatokę Fińską i przesyłany jest po dnie Bałtyku do Niemiec, skąd część trafia do Czech i zataczając koło, ląduje w austriackim Baumgarten, w pobliżu granicy słowackiej i węgierskiej.

Równolegle z Opalem powstał gazociąg NEL (Nordeuropäische Erdgasleitung) o rocznej przepustowości 20 mld m3 przesyłający gaz z północno-wschodnich Niemiec w kierunku Belgii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Co będzie gdy powstaną dwie dalsze nitki gazociągu Nord Stream? Z tym dodatkowym gazem też coś trzeba będzie zrobić, czyli prawdopodobnie wybudować równoległe gazociągi, czyli NEL 2 i OPAL 2 o podobnej przepustowości. OPAL 2 będzie biegł wzdłuż naszych zachodnich granic, władze polskie już dziś powinny się przygotować do konsultacji w tej sprawie i.

Wiele wskazuje, że od 2019 roku Rosja będzie w stanie transportować przez Bałtyk do Niemiec 110 miliardów m3 gazu, czyli niemal tyle ile obecnie przez Ukrainę. Inną dodatkową możliwością jest transport gazu do Niemiec przez gazociąg jamalski (33 miliardy m3 rocznie), ale także w kierunku odwrotnym (tzw. rewers) z Niemiec do Polski i oczywiście będzie to wówczas fizycznie gaz rosyjski. Gdyby nie gazoport w Świnoujściu moglibyśmy kupować gaz ze wschodu lub zachodu, ale zawsze byłby to gaz rosyjski. Jeśli to nie jest monopol, to co to jest?

Polityka UE mimo europejskich przepisów o wolnej konkurencji doprowadziła do monopolu gazowego w naszej części Europy (ale także w Niemczech wschodnich) i sytuacji, w której znaczna część państw Europy Środkowej przestanie mieć znaczenie dla transportu gazu do zachodniej Europy. Ten obszar to państwa bałtyckie, Białoruś, Ukraina, Polska i Słowacja.

Destabilizacja tego obszaru w części albo całości nie doprowadzi do kryzysu w zaopatrzeniu Europy w ciepłą wodę. I to jest skutek krótkowzrocznej polityki Brukseli. W końcu historia nie skończyła się, a pokój nie jest dany raz na zawsze, zwłaszcza w sąsiedztwie Rosji.

autor: Waldemar Maszenda

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ