Paweł Sasiela: Wyścig wystartował. Dolnośląskie ambicje

piłki.jpg

Choć temperatura powietrza niekoniecznie temu sprzyjała, z zimowego snu przebudzili się piłkarze LOTTO Ekstraklasy. Rywalizacja zapowiada się pasjonująco, bowiem większość drużyn do wiosennej batalii przystąpiła bez większych osłabień. Wśród faworytów jednym tchem wymienia się Lechię, Jagiellonię, Legię i Lecha.

Jedynym zespołem z czołówki, który doznał strat mogących mieć realny wpływ na postawę w ligowej rywalizacji są broniący tytułu warszawianie. Legia straciła zimą dwóch czołowych strzelców, mających ogromny wpływ na ostatnie sukcesy, w tym awans do Ligi Mistrzów. Wiosną w ekipie ze stolicy nie zobaczymy już króla strzelców minionego sezonu i lidera klasyfikacji snajperów po jesieni Nemanji Nikolicia, który przeniósł się do Chicago Fire. Z kolei kierunek grecki obrał Aleksandar Prijović. Drugi z superstrzelców Legii zasilił zimą PAOK Saloniki.

Lukę po odejściu czołowych snajperów mają zapełnić wypożyczony z tureckiego Bursasporu reprezentant Czech Tomas Necid oraz Nigeryjczyk Daniel Chima Chukwu, występujący ostatnio w Chinach. Mówiąc o wzmocnieniach warszawian, nie sposób pominąć pozyskanie z rosyjskiego Krasnodaru reprezentacyjnego obrońcy Artura Jędrzejczyka. Jego powrót do stolicy z pewnością poprawił humory sympatyków „Wojskowych” po odejściu do Sampdorii Genua Bartosza Bereszyńskiego.

Faworyt nie zawodzi

Silniejsze rozgrywki wznowiła gdańska Lechia, co potwierdziła już w pierwszym spotkaniu, rozbijając w meczu na szczycie Jagiellonię. Ekipę z Pomorza zasilili m.in. wracający do ekstraklasy z Anglii pomocnik Ariel Borysiuk i golkiper Dusan Kuciak.

–   Myślę, że ten mecz był pod naszą kontrolą od samego początku do samego końca. Na pewno te trzy bramki cieszą. Mieliśmy kilka sytuacji, które również powinniśmy zamienić na gole. Ale było to dobre dziewięćdziesiąt minut w naszym wykonaniu, jeśli chodzi o konsekwencję, budowanie akcji, cierpliwość. Nie było momentów, które napawałyby nas niepokojem – mówił Piotr Nowak, szkoleniowiec Lechii, po zwycięstwie z „Jagą”.

Nie dziwi więc, że szkoleniowiec gdańszczan z optymizmem patrzy w przyszłość. Lechia już na starcie wiosny ograła jednego z głównych konkurentów do mistrzowskiego tytułu.

–   Przygotowujemy się dalej. Po prostu przegraliśmy spotkanie, a wojna będzie do samego końca i na pewno się nie poddajemy. Widzę to po zawodnikach. Trzeba to przyjąć na klatę, wypiąć ją i wyjść na miasto, a nie chować się czy obawiać czegokolwiek. Zagraliśmy z zespołem, który kadrowo jest jednym z najsilniejszych i nie ukrywam, że jest zdecydowanym kandydatem do tytułu mistrza Polski. Mają silniejszą kadrę niż Legia, Lech i wszystkie inne zespoły, mając ponad dwudziestu zawodników – podkreślał Michał Probierz, trener Jagiellonii.

Trudno doszukiwać się w słowach opiekuna jednego z najgroźniejszych rywali lechistów jakiejkolwiek kurtuazji. Patrząc bowiem na kadrę biało-zielonych, rzeczywiście trudno wskazać w niej słabe punkty. Szeroki, wyrównany skład może okazać się kluczowy zwłaszcza w końcówce sezonu, gdy po podziale punktów dojdzie do szalonego wyścigu o najważniejsze trofeum. W Gdańsku widzą Lechię nie tylko w mistrzowskiej koronie, ale również śmiało poczynającą sobie w europejskich pucharach. Jeśli w klubie nie dojdzie do letniej wyprzedaży, kto wie, czy taki scenariusz się nie spełni.

Z szansą na dublet

Ostatni z głównych faworytów, poznański Lech, rozpoczął wiosnę od ogrania nieobliczalnej Bruk-Bet Termalici Nieciecza. Okoliczności zwycięstwa były przedziwne, bowiem „Kolejorz” wygrał, zdobywając wszystkie trzy gole z rzutów karnych. Poznaniacy udowodnili jednak, że nerwy mają ze stali, co w wyrównanej LOTTO Ekstraklasie jest niezwykle przydatne. Zimą w stolicy Wielkopolski nie doszło do kadrowych roszad. Zespół jest zgrany i z pewnością będzie to atutem poznaniaków.

Lech jako jedyny ze ścisłej ligowej czołówki zachował jeszcze szanse na dublet. W półfinale Pucharu Polski niebiesko-biali rywalizować będą z Pogonią Szczecin. W drugiej parze Arka Gdynia spotka się z pierwszoligowymi Wigrami Suwałki. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że to lechici będą faworytami do końcowego zwycięstwa w „Pucharze tysiąca drużyn”. Pytanie tylko, czy udźwigną tę rolę.

Dolnośląskie ambicje

Wśród drużyn mogących włączyć się do walki o coś więcej należy też upatrywać Zagłębia Lubin. Zespół z Dolnego Śląska zacznie wiosnę dopiero 20 lutego meczem z Arką, ponieważ wyjazdowe spotkanie lubinian z Górnikiem Łęczna zostało przełożone ze względu na niekorzystne warunki pogodowe na Lubelszczyźnie. Zagłębie rozgrywki wznowi z niemal niezmienioną kadrą. Drużynę opuścił jedynie czeski napastnik Michal Papadopulos, który przeniósł się do Piasta Gliwice. Brązowi medaliści z ubiegłego sezonu z pewnością mają chrapkę na to, by znów pokazać się w Europie.

Zimą wiele spekulowano o ewentualnych wzmocnieniach innej dolnośląskiej ekipy grającej w ekstraklasie. Ze Śląskiem Wrocław łączono nazwiska kilku naprawdę solidnych graczy. Ostatecznie niewiele z tego wyszło, jednak jako duży plus należy uznać powrót Roberta Picha. Słowak szybko zaczął się spłacać, zdobywając gola w pierwszym wiosennym meczu ligowym z Wisłą Płock. Zielono-biało-czerwonym wciąż brakuje armat.

Jeśli lider zespołu Japończyk Ryota Morioka będzie prezentować podobną skuteczność jak na Mazowszu, wrocławianom będzie bardzo trudno o czołową ósemkę. Ta jest aktualnie marzeniem co najmniej połowy ligi.

autor: Paweł Sasiela

źródło: gazeta Obywatelska

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ