Aktorzy Bolly i Mielski: Najpierw „Śmierć i Dziewczyna”, teraz „Klątwa”. To przejawy twórczej impotencji

Rozmowa z Moniką Bolly i Stanisławem Melskim, aktorami Teatru Polskiego we Wrocławiu

wPolityce.pl: Jaka jest dziś misja teatru? Komu i czemu ma służyć?

Monika Bolly: Teatr od zawsze bawi, uczy i wychowuje, czyli powinien działać w sferze wolnego czasu, aby widz mógł wejść w więź z osobą na scenie, która przekazuje mu jakieś myśli. To oczywiście w większości teatrów jest spełniane. Natomiast zjawisko, które się od pewnego czasu konstytuuje w teatrach czyli jakiegoś rodzaju happeningów politycznych, do których zaliczam Klątwę oraz Śmierć i Dziewczynę. Te teatralne zjawiska są przede wszystkim po to, aby dać miejsce na wypowiedź polityczną wzmacniająca lewicowość myślenia. One na pewno nie powstały po to, aby widz miał intelektualną rozrywkę i pożywkę duchową. Są ewidentnym rodzajem propagowania lewicowych poglądów i odnoszenia się wyłącznie do sfery cielesnej człowieka. Ja natomiast uważam, że teatr jest dla wszystkich, ale zwłaszcza dla ludzi myślących. Bo teatr to sfera przede wszystkim ducha.

A może widz kupuje taką sztukę? Akurat Teatr Polski za Krzysztofa Mieszkowskiego miał widownię…*

Stanisław Melski: Jak się uprawia taką sztukę przez dziesięć lat to się znajdzie widownię. Młodzież, a później starsi nie znają innego teatru. Myślą, że tak to wygląda, że czymś naturalnym jest ideologizacja teatru. A jest to nurt teatru rozrachunkowego przeniesiony żywcem z Niemiec, który nie tylko bulwersuje, ale wręcz pogardza i poniża widza. To co w latach 90-tych grano w Niemczech, w Polsce okrzyknięto, zwłaszcza w dużych mediach, jedyną drogą polskiego teatru. Tylko teatr postprawdy, postmodernizmu, relatywizmu może się liczyć. Towarzyszy mu wizja zmiany myślenia społeczeństwa. Do tego jest potrzebne – idąc z Antonio Gramscim – opanowanie mediów, uniwersytetów i kultury. W ten sposób zdobywa się władzę i przerabia społeczeństwa.

Swoboda artystyczna i powołanie się na zapis konstytucji załatwia sprawę obrażania i poniżania innych na scenie?

Monika Bolly: Są też zapisy w konstytucji mówiące o obronie godności człowieka, prawa do wyznawania religii, która powinna być chroniona również w ten sposób, że nie będzie obrażana. I nie mówię tu tylko o religii chrześcijańskiej. Ci, którzy broniąc Klątwy powołują się na jeden artykuł muszą brać pod uwagę też inne. Jak się zachowa policja jeśli po ulicy będzie biegał goły człowiek i wykonywał dziwne ruchy? Trafi do aresztu. Robienie tego samego na scenie już uprawnia do nazywania tego artyzmem. To nie jest żaden artyzm.

Ale artyści zawsze byli w awangardzie, zawsze prowokowali…

Monika Bolly: Ale robili to inteligentnie. Nie musieli używać wulgaryzmów aby przekazać jakąś znacząca treść. A w tej chwili schamienie jest promowane jako sposób wyrazu. Tylko pytanie jaki? Wystarczy przejść obok sklepu monopolowego i będę mieć to samo za darmo. Ponadto dziwię się, że ludzie, którzy uprawiają taki teatr żądają szacunku. Szacunku do czego? A jaki ty masz szacunek do widza robiąc coś takiego na scenie? Przepraszam widzów Klątwy, ale trzeba mieć nierówno pod sufitem, aby czymś takim się fascynować. Tu nie ma miejsca na grę intelektu, na jakiś domysł, wszystko dostają na talerzu i jeszcze wali się ich obrzydliwymi bodźcami po głowie. Widz takiej sztuki jest obdzierany z tego co najbardziej ludzkie, z myślenia. To jakaś aberracja. Dlaczego ci twórcy skupiają się we wszystkich tych przedstawieniach na seksie,na wszystkim co chore i wynaturzone? Czy to najważniejsze problemy ludzkości, czy nie ma ważniejszych pytań do zadania widzowi ze sceny? Jeżeli reżyserzy tych osławionych przedstawień mają osobiste problemy seksualne to polecam udać się do jakiegoś specjalisty w tej dziedzinie.

A kiedy ktoś powie stop krzyczą: „cenzura”.

Monika Bolly: Jeśli robią to za prywatne pieniądze i znajdą widza to ich sprawa.

Nawet jeśli zachęcają do przestępstwa?

Stanisław Melski: Za to akurat powinny grozić paragrafy. Ale wracając do wolności, proszę bardzo, ale za własne pieniądze. W Niemczech nie ma już tego nurtu, bo ludzie go nie chcieli. W Polsce niestety im się ciągle udaje. Te spektakle robi się tylko po to, aby było głośno w mediach. A najgorsze jest to, że dzieje się to za nasze pieniądze.

Państwo macie ogromne doświadczenie w pracy teatralnej. Jak oceniacie warsztat Klątwy, Śmierci i Dziewczyny?

Monika Bolly: Problem jest ogromny. Śmierci i Dziewczyny nie byłam w stanie skonsumować do końca. Nie jestem masochistką. Jakiego profesjonalizmu potrzeba żeby symulować kopulację, masturbację etc. na scenie, albo bulgotać coś niewyraźnie pod nosem? Każdy człowiek, który nie widział teatru, to potrafi. Moi młodzi koledzy, którym dziś wydaje się, ze robią coś ważnego, za parę lat przekonają się w jakim strasznym niczym brali udział.

Stanisław Melski: W to jest też cała machina wprzęgnięta, bo to jest też model na wyciąganie dużych pieniędzy od nas podatników i serwowanie nam takiego menu, które jest dla wąskiej grupy. I my się na to godzimy. Bo bez przerwy się wtłacza przez recenzentów i media, że to jest jedyny uprawiony teatr i innego nie będzie. A teatr powinien być eklektyczny. Tymczasem Teatr Polski przez ostanie 10 lat stał się takim prywatnym poletkiem Krzysztofa Mieszkowskiego. Wytworzył wrażenie, że ten teatr jest nie tylko najlepszy w Polsce, ale i w Europie i na świecie.

Wywołał pan osobę Krzysztofa Mieszkowskiego. Jaką rolę w konflikcie wokół Teatru Polskiego odgrywa poseł Nowoczesnej?

Monika Bolly: Pan poseł Nowoczesnej przez całe życie prze do najwyższych kręgów władzy. To taki typowy celebryta, znany z tego, że jest znany. Na łamach prasy często mówi się o nim, że jest artystą i wizjonerem. Osobiście chętnie bym się z jego dziełami zapoznała. Ale kiedy chciałby pan poszukać jakichś przykładów jego twórczości, to pan takich nie znajdzie. Bo ględzenie w telewizji czy zaprzyjaźnionych gazetach nie jest sztuką. Natomiast wydawanie publicznych pieniędzy na spektakle, które robili zamówieni przez niego reżyserzy, nie jest popełnieniem czegoś artystycznego. To wydawanie pieniędzy. I to na kredyt. Dyrektor Mieszkowski zostawił 1 250 tys. długu plus 300 tys. zwrotu do Instytutu Grotowskiego za rozpoczęcie prac nad Procesem. Teatr po nim jest w kompletnej rozwałce technicznej. Proszę mi wierzyć, że nie mamy sceny, na której możemy bez zarzutu ze strony służb funkcjonować.

Jaki artysta, taki teatr?

Monika Bolly: Mam nieodparte wrażenie, że pewną sferę życia teatralnego opanowali ludzie, którzy są impotentami twórczymi. Mają usta przepełnione frazesami o wolności, ale wolność nie polega na tym, że zabiera się ją innym. Ja mam takie samo prawo do niej. I nie życzę sobie, aby moje ideały, groby moich przodków przyozdobione krzyżami, były potraktowane przez kogoś w ten sposób jak traktuje naszą tożsamość reżyser Klątwy. Dosyć! Dosyć tolerowania napaści na nas Polaków.

Napaści, w dodatku za nasze pieniądze.

Monika Bolly: Pan Frljić został zaproszony po to by dokonać prowokacji. Odpowiedzialność za Klątwę bierze przede wszystkim pan Łysak, dyrektor teatru i pani Gronkiewicz-Waltz, właściciel. To te osoby go zaprosiły. Jak zachowałby się pan, gdyby zaproszona i ugoszczona w pańskim domu osoba, przepraszam, sikała panu z premedytacją na łóżko? Wiadomo jak. A co ma w głowie człowiek, który bierze pieniądze od państwa, którego obywateli poniża?

Stanisław Melski: Wyspiański napisał Klątwę, ale napisał także Wesele, gdzie powiedział „Świętości nie szargać!”

Wróćmy do Wrocławia. Jak oceniacie państwo działania właściciela Teatru Polskiego we Wrocławiu sejmiku dolnośląskiego, czyli właściwie jego zarządu?

Stanisław Melski: Walka o władzę we Wrocławiu oraz w regionie powoduje, że toczy się gra, jakieś biznesy, a w konsekwencji odwołuje się demokratycznie i zgodnie z zasadami wybranego dyrektora Morawskiego. Władze chcą mieć spokój, a póki Teatr Polski jest w innych niż jedynie słusznych rękach, pewnie są pod presją. Jednak samorząd zapomina, że współprowadzącym teatr jest ministerstwo kultury, myśląc pewnie, że Warszawa podkuli ogon i przyjmie co zarząd chce.

A po ludzku nie jesteście wściekli? Zrobiliście referendum, Morawski otrzymał pełne poparcie, a następnie zarząd województwa zlekceważył głosy ponad 100 pracowników teatru?

Monika Bolly: Nie mamy już zaufania do władz. Marszałek Przybylski przyparty do ściany powiedział nam, że musimy zrozumieć, że tu są pewne układy polityczne. Zarząd myśli, że po odwołaniu Morawskiego, wszystko wróci do normy. Nie wróci. Wtedy dopiero rozpocznie się chaos. My nie odpuścimy.

Rozmawiał Krzysztof Kunert

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ