Ginekolog-położnik, który zerwał z in vitro: „uświadomiłem sobie, że jestem w łańcuszku śmierci”


Zanim trafiłem do kliniki zajmującej się zapłodnieniem pozaustrojowym, w zawodzie przepracowałem 11 lat. Chciałem zajmować się niepłodnością. Wiedza wyniesiona ze studiów dała mi przekonanie, że jedynym rozwiązaniem tego problemu jest in vitro. Gdy więc dostałem propozycję pracy w jednej z największych w Polsce klinik in vitro, to było dla mnie spełnienie marzeń. Pracowałem tam przez 7 lat

—mówi z rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ginekolog – położnik Jacek Szulc.

Lekarz zaznacza, że w naszym kraju nikt we właściwy i pełny sposób nie monitoruje tej metody zapłodnienia.

W Polsce nie ma planowego monitorowania metody in vitro. W pewien sposób udokumentowany jest program refundacji in vitro, opracowany przez Ministerstwo Zdrowia. Raz tylko opublikowano dane, a podał je na swoich stronach za MZ w 2015 roku Instytut Ordo Iuris. Skuteczność całego procesu była szokująco niska, wyniosła 2,5 proc.

—podkreśla.

Nikt w Polsce nie prowadzi też badań dzieci urodzonych w wyniku in vitro.

Z badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, Francji, Holandii wynika, że cztery razy częściej u dzieci poczętych w wyniku in vitro niż u poczętych niż u poczętych w sposób naturalny następuje wewnątrzmaciczne obumarcie płodu.Częściej występują wady serca, częściej pojawia się rozszczep wargi lub podniebienia. Poza tym częściej spotyka się zarośnięcie przełyku lub odbytu. Od pięciu do siedmiu razy częściej (badania holenderskie) pojawia się siatkówczak – nowotwór oka. Masa urodzeniowa dzieci poczętych w wyniku in vitro jest mniejsza

—wylicza lekarz.

In vitro to także zagrożenie dla kobiety, bo przyjmuje ona niefizjologiczne dawki leków, które mają duży wpływ na funkcjonowanie jej organizmu. Przerażający jest także los zamrożonych zarodków.

Obowiązujące obecnie w Polsce prawo gwarantuje ochronę zamrożonych zarodków przez 20 lat. Później tej gwarancji już nie ma. Teoretycznie może stać się wszystko: dzieci mogą być wyrzucone na śmietnik albo użyte do badań

—powiedział Jacek Szulc.

Lekarz mocno podkreśla, że in vitro niczego nie leczy, a on sam dzięki własnym poszukiwaniom, rekolekcjom i encyklice Jana Pawła II „Evangelium Vitae” zrozumiał, że musi zerwać z in vitro.

Jedno stwierdzenie mnie przekonało. Papież napisał, że osoba, która w jakikolwiek sposób przyczynia się do aborcji, jest współwinna śmierci człowieka. (…) Kiedy uświadomiłem sobie, że jestem w tym łańcuszku śmierci, postanowiłem z tym skończyć.

Jacek Szulc przestał też przepisywać pacjentkom tabletki antykoncepcyjne:

Hormony zawarte w tych preparatach istotnie wpływają na zaburzenia pracy wątroby, na zaburzenia gospodarki lipidowej, witaminowej, a przede wszystkim na pracę układu krzepnięcia. Mogą one być przyczyną cukrzycy, zawału mięśnia sercowego, udaru mózgu.

O innych powikłaniach, o których głośno się nie mówi, można przeczytać w „Naszym Dzienniku”.

wpolityce.pl/Nasz Dziennik”

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ