Tytus Czartoryski: Nie mieliśmy czołgów ale odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, które odmieniło potem świat

MP. Spotkanie z historią w DA Wawrzyny

Pełna sala akademicka w DA Wawrzyny w piątkowy wieczór zgromadziła studentów, którzy kolejny raz mieli okazję wysłuchać i porozmawiać z legendarnymi postaciami wrocławskiej Solidarności i stanu wojennego. Znamienici Goście Dr Grzegorza Wójcika opowiedzieli o fenomenie związkowej Solidarności, ruchu oporu we Wrocławiu i Polsce.

Jak powiedział moderator spotkania, Dr Grzegorz Wójcik, Wrocław w czasie stanu wojennego miał bardzo mocne dwa elementy. Element robotniczy i akademicki. Te dwa środowiska, jak nigdy wcześniej współpracowały ze sobą. Dla otoczenia widoczne to było podczas manifestacji, sławnych zadym a zwłaszcza bitwy wrocławskiej 31 sierpnia 1982 roku.

Słuchacze, mieli okazję poznać na czym polegał elementarz konspiratora, jak wyglądał kocioł czy metody ubeckich przesłuchań. Podawano wiele przykładów, które doprowadzały do dobrego i złego zakończenia konkretnych akcji. Idea wolnej Polski była bodźcem, która zwykłym ludziom dawała nadzieję a działacze tę nadzieję rozniecali.

Pomimo trudności ze zdobyciem wszystkiego, np. papieru, farby, nieoznakowanych powielaczy – wydawano prasę podziemną. Tak było z Dnia na dzień, gazetką wydaną już kilkanaście godzin po wprowadzeniu stanu wojennego.

We Wrocławiu mieliśmy nawet kilka wydawnictw. Wówczas, we wszystkich zakładach pracy, instytucjach, uczelniach wydawano około 500 tytułów. Wrocław zdobył się na własną radiostację. Nadawano krótkie komunikaty z różnych miejsc miasta, w różnych godzinach. Pomimo represji ruch oporu był silny. Nie mieliśmy czołgów ale odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, które odmieniło potem świat, ocenił Tytus Czartoryski a zaczęło się od człowieka w bieli, który na pl. Zwycięstwa w Warszawie powiedział: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi. I gdyby nie Episkopat, podkreślił Czartoryski, Solidarność nie mogłaby tego wszystkiego dokonać.

Atmosfera grozy, zniewolenia i przeciwstawienia ideologii w stanie wojennym, miała też humorystyczne akcenty. Mamy oto mieszkanie znanej wrocławskiej dziennikarki Barbary Trzeciak, która została zabrana na oczach malutkich dzieci. Kilka godzin później powiedzieli swojej babci: „Niemcy byli i mamę zabrali”.

Stan wojenny, wspominam jako katharsis, który pomógł nam sprawdzić ludzi najbardziej wartościowych, i to jest jedyna jego korzyść, powiedział Tytus Czartoryski.

Prelegenci dużo uwagi poświęcili konspiracji. O tym jak kluczowe było zachowanie anonimowości, opowiedział Dr Łukasz Kamiński (IPN) …zdawali sobie sprawę, jak ważne jest wolne słowo. Siedzieli dosłownie w podziemiu, gdzie dostarczano im jedzenie, informacje, a oni dzień i noc, przez kilka miesięcy redagowali i drukowali gazetki i ulotki. Działalność konspiracyjna w początkowej fazie była skandaliczna. Wyłapywani działacze mieli przy sobie plany tajnych mieszkań, notesy z pseudonimami, adresami i numerami telefonów. Ubecja miała mało pracy. Zrozumiano to później. Wówczas ograniczono kontakty pomiędzy sobą. Ludzie nie znali się, w razie wpadki najlepiej było nic nie mówić a jeśli już, to wsypa była mniejsza. W konspiracji, nie należy ryzykować, mówił Czartoryski, trzeba iść pewnymi ścieżkami, z ludźmi, co do których ma się absolutną pewność.

Młodzi słuchacze zadziwieni determinacją i pomysłowością liderów i działaczy, ale też społeczeństwa, przysłuchiwali się, jak podziemny ruch oporu radził sobie w każdym obszarze konspiracyjnej działalności. Bo oprócz maszyn, papieru czy farb drukarskich, pomagali jeszcze finansowo rodzinom, których bliscy byli aresztowani. Pomoc, możliwa była dzięki składkom ludzi dobrej woli. Te pieniądze, podkreślił Tytus Czartoryski, w przeciwieństwie do sławnych 80-ciu milionów, są udokumentowane i rozliczone.

Wszystko się organizowało. Czyli… kupowało kradzione rzeczy, innego sposobu po prostu nie było. Trzeba zaznaczyć, zachodni związkowcy wspierali nas, dostawaliśmy różnymi kanałami potrzebne materiały i sprzęt ale też traciliśmy je, po kolejnych wsypach. Tu trzeba wyraźnie zaznaczyć pomoc Kościoła. Niejednokrotnie proboszczowie przyjmowali nas i nasz sprzęt. Wspierali, ryzykując wiele. Ubeckie mordy – powszechnie znane – do dzisiaj są nie wyjaśnione i z czyjej inspiracji dokonane.

Polska była jedynym krajem na świecie, który interesował zachodnie media. Długo byliśmy w czołówkach gazet a ich relacje kłóciły się z oficjalnymi komunikatami komunistycznego rządu. Dlatego spieszyli nam z pomocą zarówno w stanie wojennym, jak i potem. Długo później, gdy upadał apartheid w RPA tamci działacze wzorowali się na polskiej solidarności. Uznali, że nasz przykład jest najlepszym do naśladowania.

MP

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ