Jachowicz: Walka opozycji o sądownictwo we własnym interesie?

sady_11.png
fot: youtube

Potwierdzają się przewidywania, że walka o reformę polskiego sądownictwa może być podobnie drastyczna i tak samo wyczerpująca jak konflikt związany z Trybunałem Konstytucyjnym.

Opór środowiska sędziowskiego zyskał ogromne wsparcie polityków opozycji oraz działaczy KOD-u. Nie z troski o sędziów, tylko z podstawowego założenia: torpedować wszystko, cokolwiek zaproponuje PiS.

Jestem więc przekonany, że awantura wokół zmian w polskim sądownictwie zostanie wkrótce przeniesiona, tak jak wcześniej spór o TK, na forum Unii Europejskiej. Czyżby znowu z głównym udziałem Fransa Timmermansa?

Czy to jest niezawisłość?

Niedawne wydarzenia w polskich sądach nie pozostawiają wątpliwości, że zmiany zaproponowane przez ministra Zbigniewa Ziobro są konieczne. Przypomnę kilka najgłośniejszych z nich.

Znany z antypisowskiej fobii sędzia Igor Tuleya przyznaje odszkodowanie w wysokości ponad ćwierć miliona złotych jednemu z największych polskich gangsterów. Człowiekowi, który dokonał zabójstwa na zlecenie i ciągle odbywa karę 25 lat odsiadki w więzieniu. Przyznaje odszkodowanie cynicznemu i cwanemu bandycie, który skarży się na rzekome cierpienia w więzieniu, m.in. na to, że zaczął cierpieć na depresję na skutek siedzenia w pojedynczej celi.

Sędzia na pokaz daje tym bajeczkom wiarę. Uznaje, że Ryszard Bogucki siedział w warunkach „na pograniczu tortur”. Pomijając fakt absurdalnego założenia, iż rzeczywiście bandycie należy się odszkodowanie, sędzia Tuleya uzasadniając swoją decyzję wygłasza oświadczenie polityczne. Mówi wprost, że obecnie nie jest przestrzegana konstytucja, ale na nim jako sędzi spoczywa obowiązek respektowania ustawy zasadniczej. Słowa te są czytelne dla każdego.

Sędzia Katarzyna Zaczek-Czech z warszawskiego Mokotowa wypuszcza za kaucją na wolność herszta międzynarodowego gangu wyłudzającego od starszych ludzie pieniądze metodą „na wnuczka”, Arkadiusza Ł. pseudonim „Hoss”.

Zlekceważyła fakt długiego ukrywania się „Hossa” przed organami ścigania kilku krajów i zdecydowała o wypuszczeniu go na wolność uzasadniając to wręcz groteskowo. Stwierdziła, że nie będzie uchylał się od stawiennictwa na wezwania prokuratury. Nie grozi też z jego strony mataczenie śledztwa, np. poprzez wpływanie na świadków, ponieważ jest po trzech zawałach i ukrywanie się działałoby niekorzystnie na jego stan serca.

Kiedy jednak Zbigniew Ziobro zarządził zbadanie okoliczności decyzji sędzi Zaczek-Czech, środowisko sędziowskie podniosło publiczny alarm, że decyzja ministra jest zamachem na niezależność i niezawisłość sędziowską.

Zaangażowani politycznie

Przypomnijmy inny skandal sędziowski, jaki miał miejsce około dwóch lat temu, kiedy warszawski sędzia Wojciech Łączewski skazał na trzy lata bezwzględnego więzienia byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego za przekroczenie uprawnień służbowych.

Wydając tak drakoński wyrok, sędzia Łączewski wiedział doskonale, że każdy krok CBA odbywał się za zgodą sądu, nie zaś samowolnie. Wkrótce potwierdziło się, że wyrok ten był prywatną reakcją sędziego na wrogi mu politycznie PiS. Otóż w wyniku prowokacji jednego z internautów, który podszył się pod Tomasza Lisa, sędzia Łączewski potwierdził mailem, że jest gotowy spotkać się z Tomaszem Lisem i knuć, aby jak najszybciej odsunąć PiS od władzy.

Ci, którzy oglądali niedawne przesłuchanie byłego prezesa sądu okręgowego w Gdańsku, Ryszarda Milewskiego, mogli przekonać się o mizerii środowiska, skoro Milewski był jego elitą.

Kruk krukowi oka nie wykole

Obrazu degrengolady środowiska sędziowskiego dopełniają ostatnie przypadki prymitywnych kradzieży w wykonaniu sędziów. Co niezwykle istotne, środowisko sędziów jest do tego stopnia zdemoralizowane, że „czarne owce”, mogą liczyć na specjalne zrozumienie swoich kolegów i ich ochronę. Dowodzą tego sądy dyscyplinarne dla sędziów, które albo działają opieszale, tak aby przewinienia podsądnych przedawniły się, albo po prostu je umarzają. Statystyki są tu porażające. Ledwie kilka procent spraw kierowanych do sądów dyscyplinarnych kończy się wyrzuceniem z zawodu. Zaś ogrom spraw kończy się umorzeniem lub upomnieniem.

Czy można się dziwić tak szerokiej demoralizacji polskich sędziów, skoro elita sędziowska postępuje w sposób zasługujący na potępienie?

Dosłownie kilka dni temu prezes Sądu Najwyższego profesor Małgorzata Gersdorf oznajmia publicznie, że przeciętna pensja sędziów nie jest zbytnio wygórowana, szczególnie jeśli idzie o Warszawę i inne duże miasta, bo jej zdaniem za 10 000 złotych miesięcznie można przeżyć jedynie na prowincji. Mówi to sędzia o pensji 27 tys. zł miesięcznie.

Skorumpowani obrońcy

Do pomocy środowisku sędziowskiemu w obronie jego przywilejów ruszyła w ostatnim tygodniu zarówno opozycja totalna, czyli Platforma Obywatelska i Nowoczesna Ryszarda Petru, która aktywnie włączyła się do demonstracji KOD-u.

Tydzień temu w wielu miastach kraju odbyły się demonstracje, między innymi w Warszawie, Wrocławiu, Szczecinie, Bielsku-Białej, przeciwko reformie Krajowej Rady Sądownictwa, przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Wszyscy protestujący wskazywali, że zmiany te są upolitycznieniem sądów. Przejęciem przez Prawo i Sprawiedliwość faktycznej władzy nad sądownictwem.

Przypomnę, że KRS jet organem przedstawicielskim środowiska sędziowskiego, będącym w istocie najbardziej skostniałym elementem polskiego sądownictwa. Blisko 20 osób wybieranych przez środowisko sędziowskie do Krajowej Rady to sędziowie, którzy rozpoczynali kariery w czasach PRL i zajmowali bądź wciąż zajmują wysokie stanowiska w hierarchii sędziowskiej. Nie ma w Radzie sędziów poniżej prezesów sądów okręgowych.

Nie bez powodu jeden z najwybitniejszych polskich komentatorów życia publicznego Waldemar Łysiak niedawno powiedział, że istotnie polscy sędziowie wydają wyroki absolutnie niezawisłe. Z tym, że są one niezawisłe od sprawiedliwości.

Inną chorobą, równie dotkliwą są ślimaczące się latami procesy. Drobnym optymizmem napawa fakt, że te liczne demonstracje przeciwko reformie sądownictwa nigdzie nie zgromadziły więcej niż ok. 200 osób. W kilku miastach nawet po ok. 100 osób. Ogólnie można by powiedzieć, że na sobotnich pikietach protestowały garstki kodowców i polityków.

Znakiem czasu jest fakt, że ogromną aktywność w obronie polskiego systemu sądownictwa wykazuje Józef Pinior, podejrzany przez prokuraturę o korupcję. W ostatnim czasie brał udział w dwóch takich demonstracjach. Najpierw w Poznaniu, gdzie miejscowa prokuratura prowadzi jego sprawę, a tydzień później we Wrocławiu, swoim mateczniku.

„Bez niezależnych sądów, bez wymiaru sprawiedliwości niezależnego od władzy wykonawczej, nie ma demokracji i wolności” – krzyczał na Placu Solnym we Wrocławiu Józef Pinior.

Może motywy udziału niektórych polityków w akcjach przeciwko reformom systemu sądownictwa są zbliżone do tych, jakie przyświecają Józefowi Piniorowi?

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ