Naprotechnologia umożliwiła szczęśliwe rodzicielstwo ?In vitro to droga na skróty

In vitro to droga na skróty. Po wynalezieniu tej metody świat tak się zachłysnął jej pozornym dobrodziejstwem, że cała para poszła w gwizdek sztucznego rozwiązywania niepłodności

— komentują bohaterowie artykułu Jaromira Kwiatkowskiego, który na łamach nowego wydania „wSieci” opowiada historię dwóch małżeństw.

Jaromir Kwiatkowski opisuje dwie pary, którym naprotechnologia umożliwiła szczęśliwe rodzicielstwo. Pierwsza z nich – Ania i Przemek Nowakowie przeszli etap leczenia bezpłodności stosowany powszechnie.

Zrażeni bezskutecznymi środkami i nieprzyjaznym podejściem lekarzy postanowili zwrócić się po pomoc do specjalisty naprotechnologa. Okazało się, że wizyta może trwać nie pięć minut, lecz trzy godziny, podczas których lekarz głęboko drąży temat. Nie udaje przy tym, że zna się na wszystkim, tylko jeżeli zachodzi potrzeba, odsyła do endokrynologa czy immunologa

— wspominają Nowakowie.

Agnieszka i Mariusz Trojnarowie nie brali natomiast pod uwagę tradycyjnego leczenia niepłodności, lecz od razu zwrócili się do specjalistów naprotechnologii. Zostali właściwie przebadani i zdiagnozowani, co umożliwiło wdrożenie właściwej kuracji. W efekcie obie pary zostały szczęśliwymi rodzicami, którzy nie musieli uciekać się do nienaturalnych metod wspomagających zapłodnienie.

Autor przytacza także wypowiedzi bohaterów artykułu, którzy komentują zastosowane wobec nich metody leczenia bezpłodności.

Agnieszka i Mariusz uważają, że – choć ich przypadek nie jest spektakularny, bo na poczęcie nie czekali latami – to jest książkowym przykładem możliwości, jakie daje naprotechnologia, która – jeśli rozwiązuje problem – to do końca. – Natomiast in vitro omija problem, niczego nie leczy – uważa Agnieszka. – Daje możliwość posiadania dziecka, ale poczętego w sposób sztuczny. Naprotechnologia usunęła u mnie pewne mankamenty na tyle skutecznie, że po Jasiu urodziłam jeszcze Michała i Stasia.

Agnieszka podsumowuje również dyskusję wokół metody in vitro

Im dłużej to wszystko obserwuję, wydaje mi się, że nie jest to do końca osobista wina lekarzy, lecz trendów, jakie panują we współczesnej medycynie. […] Po wynalezieniu in vitro świat tak się zachłysnął jego pozornym dobrodziejstwem, że cała para poszła w gwizdek sztucznego rozwiązania problemu niepłodności.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ