„Wyborcza” ma nowego świadka wypadku premier ?

gazeta wyborcza 1.jpg

W antyrządowych mediach od wielu dni trwa nieustanne poszukiwanie nowych świadków wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. Co jakiś czas jakaś telewizja, portal czy gazeta obwieszczają, że właśnie dotarli do osoby, która rzekomo ma istotne informacje na temat zdarzenia. Tym tropem podążyła też redakcja z ulicy Czerskiej. I również znalazła świadka. Był akurat feralnego dnia w Oświęcimiu, tyle że w zaskakującym miejscu.

Jaka była odległość między samochodami w rządowej kolumnie? Czy wszystkie auta miały włączone sygnały świetlne? Czy „kogutom” towarzyszył sygnał dźwiękowy?  Tymi pytaniami od dnia wypadku premier Szydło żyją antyrządowe media. I ślą do Oświęcimia swoich dziennikarzy, aby szukali nowych świadków – oczywiście najlepiej takich, którzy mogliby zeznać, że z kolumną premier było coś nie tak.

Dotarciem do jednej z takich osób pochwaliła się również „Gazeta Wyborcza”.

Mężczyzna, z którym rozmawiali dziennikarze organu z Czerskiej, mieszka pod Oświęcimiem, ale akurat wieczorem 10 lutego – czyli w dniu wypadku – był w mieście i przechodził obok miejsca, gdzie doszło do zdarzenia. Świadek ów zrelacjonował „GW” wszystko dość szczegółowo. Nie będziemy jego opowieści w całości przytaczać. W skrócie chodzi o to, że on sygnałów dźwiękowych nie słyszał.

Jak przejeżdżał ten pierwszy samochód – tuż przed uderzeniem – nie słyszałem żadnych sygnałów dźwiękowych z samochodów kolumny. Gdyby było inaczej, obróciłbym się od razu. Były włączone tylko świetlne

​– zaklinał się na łamach „GW”. Obliczył też sobie, że „przerwa między pierwszym samochodem z kolumny a audi wynosiła około 30-40 metrów”.

I teraz ciekawostka, która rzuca na „zeznania” i ich wiarygodność całkiem nowe światło. Co robił w Oświęcimiu świadek „Gazety Wyborczej”?  Otóż był tam na terapii w centrum Anonimowych Alkoholików…

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ