Kutz staje w obronie kierowcy Seicento, bo „w PiS nawyk do łgarstw przybrał wymiar festiwalu pieśni i tańca”

Kazimierz Kutz jeszcze w obronie 21-letniego Sebastiana K., kierowcy Seicento, nie stawał. Postanowił więc iść w ślady Borysa Budki z PO i Marka Sowy z Nowoczesnej i bronić kierowcy podejrzewanego o spowodowanie stłuczki z samochodem premier Beaty Szydło.

Reżyser twierdzi, że są takie sytuacje, których „człowiek – nawet gdyby był Wiliamem Szekspirem – nie jest w stanie wymyślić”. Według Kutza taką sytuacją jest „katastrofa na ulicy Powstańców Śląskich w Oświęcimiu, z premier Beatą Szydło w roli głównej”.

(…) w PiS nawyk do łgarstw przybrał wymiar festiwalu pieśni i tańca. Do dziś wszystko jest niejasne, niezbadane i pewna jest tylko tendencja obwiniania młodego Sebastiana. A dla wygody prokuratury wszystko zostało utajnione, nawet zeznania premier, świadka tego wydarzenia

—insynuuje Kazimierz Kutz w swoim felietonie dla serwisu bielskobiala.wyborcza.pl.

Twierdzi też, że zeznania zostały utajnione dla zatuszowania faktu obciążającego stronę rządową.

Podkreśla, że miejscowi świadkowie sygnałów dźwiękowych kolumny rządowej nie słyszeli.

Prokurator zaspokoił swoją ciekawość, zeznania borowców przyjął za pewnik i utajnił dalszą procedurę. A na przesłuchanie pani premier nie wpuścił obrońcy chłopca. Jest to fingowana gra na „amnezję” publiczną

—napisał Kutz, który opisuje śledztwo dziennikarzy zaniepokojonych niejasnościami w sprawie wypadku.

W bocznej uliczce, tej, w którą chciał wjechać pan Sebastian, sto metrów od punktu zderzenia, znajduje się Klub Byłych Alkoholików. Na chwilę przed zderzeniem Byli Alkoholicy wyszli z zajęć i żegnali się przed rozejściem. Jeden już odszedł w stronę drzewa i widział wypadek z odległości 30 metrów. Żaden nie słyszał sygnału alarmowego rządowej kolumny

—twierdzi Kutz i podkreśla, że mężczyźni ci, którzy widzieli co się stało nie chcą zeznawać, bo byłym alkoholikom się nie wierzy.

(…)władza nie lubi przegrywać, nie jest w stanie przyznać się do winy, więc użyje wszystkich sposobów, by ratować „honor” borowców, na których wymusiła fałszywe przysięgi. Gdyby zwyciężyli Byli Alkoholicy, sprawiedliwości stałoby się zadość, grupa borowców straciłaby w komplecie pracę, a Byli Alkoholicy odzyskaliby swoją godność i powrót do społeczeństwa

—piszę były reżyser i sprawę wypadku premier Beaty Szydło zamienia w walkę dobra ze złem.

Role z góry przyznał wiadomo jakie i wiadomo komu… Wszystko grubo ciosane, ale po co czekać na wyniki śledztwa, przecież Kutz już wie.

wpolityce.pl/bielskobiala.wyborcza.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ