„Trzecia osobowość Wybrzeża”. Komandor Stefan Frankowski – z Helu… do Bielawy

Foto: zprawa.pl

To w II RP była naprawdę znaczna postać. Na miesiąc przed 130. rocznicą urodzin komandora Stefana Frankowskiego chciałbym o nim przypomnieć nie tylko mieszkańcom Bielawy…

O jednym z ważniejszych dowódców polskiego września 1939 roku, kawalerze Krzyża Złotego Orderu Virtuti Militari, w Bielawie pamiętają nadal miejscowi kombatanci. O tym jednak, że to właśnie w tym mieście ostatnie godziny życia spędził dowódca Morskiej Obrony Wybrzeża – komandor dyplomowany Stefan Frankowski, oprócz nich, wie chyba tylko garstka miłośników historii.

ÉCOLE DE GUERRE NAVALE

Stefan Frankowski (pośmiertnie awansowany na stopień kontradmirała) zmarł w Bielawie na Dolnym Śląsku 25 września 1940, roku niespełna rok po kapitulacji Helu. Warto przypomnieć jego sylwetkę, tym bardziej, że za dwa miesiące minie 125 rocznica urodzin komandora – jednego z najważniejszych oficerów polskiej Marynarki Wojennej w II Rzeczpospolitej. Urodził się 3 kwietnia (nieliczne źródła podają datę 27 marca) 1887 roku w Hołowlach na Wołyniu. Był synem Jana Frankowskiego i Marii Szczepkowskiej. Ukończył szkołę realną w Kijowie, a od roku 1905 studiował w Wojskowej Akademii Morskiej w Petersburgu. Od roku 1908 (po ukończeniu szkoły) do roku 1918 służył w rosyjskiej marynarce wojennej. Do roku 1912 jako nawigator, później awansowany na stopień porucznika marynarki (niektóre źródła podają – kapitana). W trakcie I wojny światowej był oficerem nawigacyjnym w 2 Brygadzie Pancerników Floty Morza Bałtyckiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zgłosił się w styczniu 1919 roku do Wojska Polskiego. Był najpierw referentem w sekcji marynarki Ministerstwa Spraw Wojskowych. Szybko objął tu jednak funkcję naczelnika Wydziału Operacyjnego. Na przełomie lat 1919 i 1920 pracował jako oficer do zleceń oraz attache wojskowy i morski w Sztokholmie. Od października roku 1923 do września 1925 był słuchaczem francuskiej École de Guerre Navale w Paryżu, którą ukończył z tytułem oficera sztabu generalnego. Po powrocie do kraju dowodził dywizjonem torpedowców w Gdyni. Później, od 1926 roku do 1929 roku, był komendantem Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu (przemianowanej następnie na Szkołę Podchorążych Marynarki Wojennej).

TRZECIA OSOBOWOŚĆ NA WYBRZEŻU

W styczniu 1929 roku został awansowany na stopień komandora dyplomowanego. Był też szefem sztabu Kierownictwa Marynarki Wojennej (do roku 1932), a w latach 1933 – 1939 dowódcą Obrony Wybrzeża Morskiego. W książce Piotra Stawieckiego „Generałowie polscy” można przeczytać między innymi, że był Frankowski „trzecią osobowością na Wybrzeżu, jednym z nielicznych oficerów marynarki interesujących się zagadnieniami współpracy floty z wojskami lądowymi i życzliwym wobec podległych mu dowódców oddziałów lądowych”. Głównie dzięki staraniom komandora Frankowskiego w roku 1928 zaczęto wydawać „Przegląd Morski”. Jako pierwszy redaktor naczelny pismem tym kierował bezpośrednio do maja 1929 roku. Jak podaje Henryk Pietraszkiewicz, w latach 1931–1935 przewodniczył też komitetowi redakcyjnemu „Przeglądu Morskiego”. W „PM” opublikował 24 artykuły. W jednym z nich pisał między innymi: „Wojna polega na tym, aby tak dręczyć przeciwnika, denerwować go i trzymać w napięciu, tym samym pobudza się go do poczynań mniej ostrożnych a więcej gwałtownych…” Wojna nadeszła już wkrótce. Od roku 1939 roku komandor Frankowski dowodził Morską Obroną Wybrzeża w Gdyni (Lądową Obroną Wybrzeża dowodził legendarny pułkownik Stanisław Dąbek). I to jako dowódcy MOW przyszło mu się zmierzyć z najazdem hitlerowskich Niemiec. Na początku września komandor Frankowski przeniósł się na Półwysep Helski. Jak podaje Mariusz Borowiak: ‚Unrug i Frankowski każdego dnia objeżdżali półwysep”. Dowódcy sprawdzali umocnienia, wizytowali oddziały. Mobilizowali do skutecznej obrony przed niemieckim atakiem.

OBRONA I KAPITULACJA

Obrona Helu trwała długo. Jednak po kapitulacji Warszawy i Modlina dalszą walkę uznano za bezcelową (dłużej od załogi Helu walczyła tylko Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”. Tak o chwili podjęcia decyzji w sprawie kapitulacji napisał Mariusz Borowiak w swojej biografii admirała Unruga: „W tej sytuacji nocą z 30 września na 1 października w schronie dowódcy Floty odbyła się narada wojenna. Prócz głównodowodzącego wzięli w niej udział: komandor dyplomowany Marian Majewski, komandor dyplomowany Stefan Frankowski i komandor Włodzimierz Steyer. Oficerowie, z admirałem Unrugiem na czele, byli zgodni, że dalsza obrona Helu straciła sens, wobec czego można z czystym sumieniem skapitulować. Tym bardziej, że w oddziałach piechoty brakowało amunicji i żywności. Nie bez znaczenia było też nastawienie wcielonych do Wojska Polskiego Kaszubów, którzy uważali się za Niemców. (…)” Admirał powiedział na zakończenie narady: „Panowie oficerowie… Wszakże nie zezwalam na dalszy rozlew marynarskiej i żołnierskiej krwi! Niemcy i tak tę wojnę przegrają. Jeszcze Polska nie zginęła.” 1 października 1939 roku o godz. 17.00, w sopockim „Grand Hotelu”, rozpoczęto ustalanie warunków kapitulacji. 2 października Niemcy wkroczyli na Hel. Polscy obrońcy trafili do niewoli.

OSTATNIE GODZINY

Komandor Stefan Frankowski i kontradmirał Józef Unrug trafili do karnego oflagu VIII B w Srebrnej Górze (Silberberg). We wrześniu 1940 roku komandor Frankowski zaczął uskarżać się na dokuczliwe bóle brzucha. Po kilku interwencjach u Niemców komandor odwieziony został do szpitala w Bielawie. Tutaj 25 września 1940 roku, po ciężkiej operacji, zmarł. Niektórzy nagłą śmierć komandora Frankowskiego łączyli z ewentualną organizacją prób ucieczek, do których dochodziło w oflagu, jednak teorię tę trudno zweryfikować. O ostatnich dniach życia komandora Frankowskiego tak napisał po latach jeden z obozowych uciekinierów ze Srebrnej Góry – obrońca Helu, podporucznik Marynarki Wojennej Jędrzej Giertych (dziadek wicepremiera Romana Giertycha), w swojej książce pt. „Uciekinier”: „Był z nami w obozie w Nienburgu i jechał potem tym samym pociągiem, z którego uciekłem. (…) Kiedyś rozchorował się na żołądek. Był bardzo ciężko chory. Żądaliśmy od Niemców żeby wezwali lekarza, ale to żądanie zostało przez niemiecką komendę zupełnie zlekceważone. Widocznie również i jego uznano za symulanta. Biedak męczył się okropnie przez kilka dni i nocy. W końcu przyjechał lekarz. Zarządził, żeby chorego natychmiast zabrać do szpitala. (…) Zapewniali nas potem, że Frankowski był chory na raka żołądka i wcześniej czy później i tak by zmarł. Ale wedle innej wersji, komandor miał w żołądku wrzód i mógł być uratowany, gdyby wcześniej otrzymał odpowiednią opiekę lekarską.” Komandor dyplomowany Stefan Frankowski zmarł w Bielawie i został pochowany na tutejszym cmentarzu (w 1949 roku przeprowadzono ekshumację a ciało oficera przeniesiono na cmentarz wojskowy do Wrocławia). Dzisiaj bielawską nekropolię ozdabia efektowny pomnik przypominający komandora i innych pochowanych w Bielawie polskich żołnierzy z pamiętnego września 1939 roku. Członkowie GRH 58 pp (4 psw) 3 kwietnia na pewno staną przy pierwszym miejscu pochówku komandora. O Stefanie Frankowskim postaramy się przypomnieć tu jak największej liczbie mieszkańców. Bowiem za jego sprawą (i za sprawą innych polskich jeńców wojennych ulokowanych na tym terenie po 1939 roku, a także tutaj zmarłych) Polska wróciła na te ziemie wcześniej, niż uczą tego podręczniki.

Jarosław Kresa

Źródło: Zprawa.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ