Poseł Długi (Kukiz ’15): Nie wierzę Tuskowi. „Nie będzie zabiegał o nasze interesy w UE, bo to byłoby w interesie PiS”

merkel i tusk.jpg

Wbrew temu, co oświadczył Donald Tusk, nie wierzę, że będzie zabiegał o nasze interesy w Unii tak długo, jak w Polsce będzie rządziło PiS. Jeżeli w tym czasie jakikolwiek polski interes zostanie dobrze rozwiązany, to będzie to w kraju traktowane jako sukces PiS, a do tego Tusk nie może dopuścić

mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl  poseł Kukiz ‘15 Grzegorz Długi.

wPolityce.pl: Klub Kukiz ‘15 zagłosuje przeciw wnioskowi PO o odwołanie rządu?

Grzegorz Długi, poseł Kukiz ‘15: Nie wiem, jak się zachowamy, bo jako klub parlamentarny Kukiz ‘15 chcemy dyskutować o sprawach ważnych i istotnych, a nie o kwestiach, które nie mają żadnego znaczenia i są tylko stratą czasu. Oczywiście, mamy demokracje i każdy może mówić co chce, jednak po to ludzie zostali wybrani posłami, za co większość z nich bierze za pieniądze, żeby starać się rozwijać i reformować państwo, dyskutować o upraszczaniu prawa, a nie zajmować się bzdurami, które nie mają żadnej szansy na realizację. Jeżeli znamy wynik meczu, to na niego nie pójdziemy, wynik głosowania w Sejmie w sprawie odwołania rządu znamy, nie ma w tym nic pasjonującego. Podczas debaty usłyszymy wiele mocnych słów, z których nic nie będzie wynikało poza kolejnym rozkręcaniem emocji. Oczywiście elektorat Platformy czy Nowoczesnej, chociaż nie wiem, czy one się czymś różni, będzie zachwycony wypowiedziami swoich przedstawicieli i jeszcze bardziej utwierdzi się w tym, że ma rację. Natomiast elektorat drugiej strony utwierdzi się w tym, co wie od dawna, że przeciwnicy są nieodpowiedzialni i gadają bzdury. Tylko, że to niczego nie zmieni, dalej będziemy w tym samym miejscu. Szkoda czasu.

Czyli klub Kukiz ‘15 nie poprze wniosku o odwołanie?

Myśmy już o tym dyskutowali, ale nie wiem, jakie będzie stanowisko klubu. Mamy bardzo wiele zarzutów do rządu i do prowadzonej przez niego polityki, ale interesuje nas merytoryczna i konstruktywna krytyka. Chcemy dyskutować, jak wyjść z kłopotów. Głównym problemem naszej polityki, również polityki zagranicznej jest jej partyjność, najlepszy przykład mieliśmy w czasie ostatnich dni w Brukseli. To była polityka partyjna w najczystszej postaci, przeniesiona z areny krajowej na arenę zagraniczną. Mamy z tym do czynienia przynajmniej od  2006 r., kiedy przeniesiono nasze interesy zagraniczne do kraju, i od kiedy ważniejsze stało się osiąganie interesów partyjnych niż interesów państwa. Z tym należy walczyć.

W jaki sposób?

Należy odpartyjnić politykę zagraniczną, czyli spróbować znaleźć konsensus w głównych celach polityki zagranicznej i je realizować. W tej chwili tego nie mamy, brakuje też wizji polityki zagranicznej. Efekty tego widać, angażujemy się w różne beznadziejne, romantyczne i mało realne pociągnięcia.

Co ma pan na myśli?

Koncepcje Międzymorza czy też Trójmorza, rozwiązanie, które Józef Piłsudski na przełomie wieków reprezentował, ale od którego w pewnym momencie sam odstąpił. Nie rozumiem dlaczego popełniamy te same błędy, które już kiedyś popełniono w polskiej polityce zagranicznej. Z wieloma krajami mamy wspólnotę w pewnych interesach, ale nie we wszystkich. Jeżeli mamy identyczne interesy w kwestiach emigracyjnych, to rozwijajmy ją i załatwmy tę sprawę. Różnimy się w innych kwestiach, ale nie gniewajmy się za to na siebie.

Brakuje logicznej i trzeźwej oceny, że każde państwo ma swoje własne interesy i je przede wszystkim realizuje.

Nasze interesy czasami są zbieżne z interesami innych państw, ale nie zawsze tak jest. Trzeba to rozumieć i próbować zawierać kompromisy. Nie wolno stawiać wszystkiego na jedną szalę.

Pomijając kwestie partyjne, polski rząd nie miał powodów, żeby poprzeć Donalda Tuska na ponowny wybór na szefa Rady Europejskiej.

Donald Tusk nie jest osobą, która wzbudza moje poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Pamiętajmy, co zrobił ze swoimi kolegami, z którymi zakładał PO, żadnego z nich już nie ma w polityce. Warto też przypomnieć, co zrobił, kiedy widział, że przegra wybory, ewakuował się do Brukseli. Bez wątpienia jest bardzo zdolnym politykiem, znakomicie radzącym sobie w mediach, ale jest też niezwykle pamiętliwym człowiekiem. Wbrew temu, co oświadczył Donald Tusk, nie wierzę, że będzie zabiegał o nasze interesy w Unii tak długo, jak w Polsce będzie rządziło PiS. Jeżeli w tym czasie jakikolwiek polski interes zostanie dobrze rozwiązany, to będzie to w kraju traktowane jako sukces PiS, a do tego Tusk nie może dopuścić. Sytuacja jest zła, ale pogłębianie emocji w tym sporze nic nie da. Musimy udawać, że się kochamy i się uśmiechać, wtedy każdy będzie robił swoje, ale może nie będziemy się walili siekierą, ale będziemy sobie jedynie prawili sobie uszczypliwości.

Z drugiej strony chyba to lepiej dla PiS, że Tusk zostanie w Brukseli. Nie będzie bezpośrednio angażował się w działalność opozycji.

Przede wszystkim to lepiej dla Schetyny i Petru. Chociaż Tusk może chcieć wrócić w 2020 r., kiedy będą wybory prezydenckie, bo wtedy nastąpi już pewne zmęczenie PiSem, chyba, że nastąpią potężne sukcesy gospodarcze. Jeżeli jednak rząd PiS nie będzie miała znaczących sukcesów gospodarczych, Tusk może być traktowany jako ojciec zbawiciel.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ