Wybór Tuska rodzi pierwsze obawy. Nie tylko w Polsce. Czy warto było – w obliczu takich wyzwań – dawać „nauczkę” polskiemu rządowi?

Donald Tusk nowy łady ue.jpg
fot. youtube.com

Triumfalizm po wyborze Donalda Tuska na kolejną kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej nie opuszcza opozycji, która – tak jak dzisiaj na manifestacji w Gdańsku – radowała się niezmiernie, że polski rząd dostał solidnego prztyczka od Unii Europejskiej. Tymczasem opadają już dymy po brukselskiej bitwie i spoza nich wyłaniają się pierwsze, znacznie bardziej trzeźwe refleksje.

Pierwszą z nich zamieszcza w komentarzu do internetowego wydania opiniotwórczego niemieckiego dziennika „Die Welt” Christoph B. Schlitz. Zadaje on pytanie, czy reelekcja „miernego przewodniczącego Rady Europejskiej” była warta zatargu z Polską.

Już samo określenie Donalda Tuska „miernym przewodniczącym” pokazuje, że nie o szczególne kompetencje byłego premiera chodziło w czwartkowym starciu. Tusk jest narzędziem w europejskiej polityce Niemiec i jego ponowny wybór miał pokazać Polsce jej miejsce w szeregu.

Polska jednak w wyznaczonym przez Berlin szeregu – wraz z Litwą, Estonią, Portugalią czy Słowacją – siedzieć nie chce. Spór tak naprawdę dotyczył więc nie tylko Tuska, ale również zakresu naszej podmiotowości w Unii.

Jeśli popełniono błędy po polskiej stronie, to trzeba jednak również wskazać, że nie uniknęła ich również Unia. Nie było najwyraźniej, wbrew różnym gestom, woli do zawarcia jakiegokolwiek kompromisu. Już w czwartek było jasne, że polski rząd przegra, zapowiedziała to wprost kanclerz Angela Merkel. Rozprawy z Polską dokonano w sposób ostentacyjnie brutalny i upokarzający. Czy było to konieczne? Nie sądzę.

Zwraca na to uwagę we wspomnianym komentarzu Christoph B. Schlitz. „Sprawa ta będzie miała daleko idące następstwa, dla Polski i dla UE – przewiduje. Publicysta uważa, że to jak potraktowano Polskę w Brukseli spowoduje wzrost nastrojów eurosceptycznych i w rezultacie dalsze pogłębienie rozłamu w polskim społeczeństwie. Uważa również, że porażka w Brukseli w dłuższej perspektywie wcale nie osłabi lecz wzmocni pozycję Jarosława Kaczyńskiego.

Wątpliwości niemieckiego „Die Welt”: Polska zemści się za porażkę. „Czy warto było za taką cenę wybierać przeciętnego Tuska?”

Konflikt z Polską, którą łączy mnóstwo gospodarczych i innych współzależności z Niemcami, nie służy interesom niemieckim. Tego jednak rząd w Berlinie chcący utrzeć nosa Warszawie nie dostrzegł. Polska ma dla Niemiec „ogromne znaczenie, a Warszawa dysponuje środkami, by wywierać presję na UE – prawem weta” – zauważa Schiltz.

Niemiecki komentator widzi również zagrożenie w forsowanej przez państwa rdzenia Unii koncepcji Europy dwóch prędkości. Nazywa ją „wątpliwą ideą”, bo „nie wiadomo, jak miałaby funkcjonować” i problematyczną dla krajów naszej części Europy, „które obawiają się, że kto nie robi tego, co wszyscy, zostanie zepchnięty na margines, także pod względem finansowym.” Schiltz pisze: „Słusznie czy nie, mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej obawiają się podziału Unii na społeczeństwa dwóch klas. Stali się bardziej pewni siebie, stawiają czoło starym państwom Unii” i dodaje, że z punktu widzenia mieszkańców naszego regionu koncepcja „dwóch prędkości” jest próbą zbudowania „nowej żelaznej kurtyny między Wschodem a Zachodem”.

Czy warto więc było – w obliczu takich wyzwań – dawać „nauczkę” polskiemu rządowi? Schiltz nie ma wątpliwości, że stawka, jaką była reelekcja Tuska, nie była tego warta.

autor: Konrad Kołodziejski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ