Chory z urojenia Moliera, w reżyserii Janusza Wiśniewskiego. Wrażenia publiczności po kolejnej premierze w Teatrze Polskim (opinie)

MP Chory z urojenia

Jak Molier znał naturę ludzką. Chorego z urojenia napisał ponad 300 lat temu. Już wtedy obśmiewał ludzie przywary. Można wątpić, czy postaci wymyślał, czy też…

Chory Janusza Wiśniewskiego, mimo masek, mimo strojów z epoki, może być każdym z nas. To opowieść o samotności. Samotności osobistej i społecznej. Jedyna nadzieja w dzieciach, i te dzieci niosą spektakl. Publiczność doskonale wyczuła moralitet, który u Wiśniewskiego wybrzmiał jak wyrzut sumienia. Śmialiśmy się, znowu z siebie?

Krzysztof z Wrocławia:

Fantastycznie pokazana była formuła młodego awangardowego teatru i przypomnienie młodzieży teatru Kantora ale też i lekka nutka powiewu i czaru dell’arte, tzn. oświetlenie, postaci, białe twarze, symboliczne kostiumy według dawnych szablonów, które pokazywały jak w zwierciadle nasze losy i nasze życie, z drugiej strony jednak ten moralny i etyczny wydźwięk sztuki był na wskroś przenikliwy. Tylko, jeżeli chodzi o sam kontrapunkt i kontrast, był zbyt klasyczny w samej konstrukcji. W samej konstrukcji i grze, Chory był zbyt monotonny i jednolity. Ale…jest o czym dyskutować i to jest najważniejsze.

 

Władek z Trójmiasta:

Chory to komedia, dzisiaj jej nie widziałem. Widziałem więcej Kantora niż Moliera. Uwaga krytyczna przede wszystkim co do formy, która była zapożyczona z teatru Kantora ale nie była za bardzo przekonująca. Szczerze mówiąc chciało mi się spać na sztuce. Nie czuję „bajki” tego teatru, że powtórzę, za krytykiem Konstantym Puzyną, teatr repertuarowy się skończył, a było to już w latach 70-tych, w tamtym czasie jedynie teatry Grotowskiego i Kantora miały w sobie energię, tutaj nic nie czułem.

Natomiast miłym akcentem była młoda dziewczyna, taka naturalna, która ładnie zagrała, może ze zbytnią emfazą, ale była przekonująca i dzieci skrzaty. Uważam, to były najbardziej wyraziste postaci (…) w każdym dziele sztuki musi być nadzieja, dzieci stworzyły właśnie tę przestrzeń nadziei.

MP, Władek z Trójmiasta

Małgorzata z mężem z Wrocławia

Wróciliśmy do teatru po pewnym czasie, jesteśmy pod wielkim wrażeniem, spektakl był wyjątkowy, w zasadzie zamiast komedii zobaczyliśmy pastisz, bardzo mi się podobały postaci, to trochę o mnie, moim życiu. Męża poruszyły sceny z wdowami i rozmowy małżeńskie, jak w życiu…

MP Małgorzata z mężem

Paweł Lewandowski, Wiceminister Kultury

Bardzo ucieszyło mnie to, że wreszcie zrobiono sztukę, która nie budzi wątpliwości, że tą sztuka jest. Dzisiaj byliśmy świadkami powrotu normalnego teatru na scenę i mam nadzieję, że zagości na wszystkich scenach w Polsce.

MP Paweł Lewandowski, Wiceminister Kultury

Roman Kowalczyk, Kurator dolnośląskiej oświaty

Bardzo dobra sztuka i bardzo dobrze zagrana, ja swojego ucznia po głosie poznałem i już mieliśmy bardzo miłe spotkanie. Cieszę się, że po tych turbulencjach, wielu kłopotach, teatr jest na bardzo wysokim poziomie przy licznie zgromadzonej publiczności, bardzo żywo reagującej, bardzo udana premiera. To cieszy, że Teatr Polski wraca na normalne tory.

Ja wcześniej tu nie zaglądałem, bo nie było po co. To nie były sztuki, za którymi bym tęsknił. Natomiast teraz będzie można przychodzić z przyjemnością.

MP D. Utrata i R. Kowalczyk

Danuta Utrata „NSZZ Solidarność”

Mnie zachwyciła muzyka, wprowadziła tak w klimat, że czułam się, jakbym była na scenie. Były dwa, szczególne momenty. Scena młodej pary i scena kobiety ze świeczkami – to była świetna gra. Piękne role, wyraziste, mocne. Dobre przejścia między scenami – do mnie to przemawia.

MP

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Przedstawienie genialne. Zagrało wszystko muzyka, choreografia, kostiumy, doskonała gra aktorska, charakteryzacja. Gorąco polecam, dla mnie była to wspaniała uczta duchowa.

  2. często jestem na przedstawieniach w różnych teatrach w całej Polsce (takie hobby), także w Teatrze Polskim i często spotykam się z osobami, które też uczęszczają na spektakle w tym że teatrze, ale tym razem było inaczej, pełno osób, które pierwszy raz widziałem na oczy, a wszystko tak jakby było wyreżyserowane, od momentu wejścia publiczności do teatru, po zejście aktorów z desek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ