Adamski: „Azyl” znakomity film o polskim heroizmie podczas Holokaustu

Nie potrafiliśmy sami światu opowiedzieć o polskim bohaterstwie w czasie Holokaustu, to zrobili to za nas Amerykanie. To pierwszy tak jednoznaczny, mocny i sugestywny film opowiadający o Polakach ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. „Azyl” ucieka od dydaktyzmu, a jednocześnie jest przejrzysty dla zachodniego widza. Podział na dobro i zło jednoznaczny. Niemcy to mordercy. Polacy to bohaterowie.

Po tym filmie nie można już mówić, że Hollywood wiecznie prześladuje Polaków i uwypukla nasz rzekomy wrodzony antysemityzm. Nie ma w „Azylu” nawet szmalcowników, którzy zawsze są wyciągani w opowieści o bohaterstwie Polaków. Reżyserka Nicki Caro nie musi na siłę pokazywać całej palety mroków Holokaustu. Z hollywodzką prostolinijnością i bezpośredniością skupia się na heroizmie rodziny Żabińskich, którzy w warszawskim zoo uratowali ponad 300 Żydów i są Sprawiedliwymi Wśród Narodów Świata.

Unikatowości „Azylu” polega na tym, że jest ten film spojrzeniem na Holokaust oczami wyłącznie Polaków. Caro nie ściga się z najsłynniejszymi dziełami o niemieckim ludobójstwie podczas II wojny światowej, które wyeksploatowały żydowską optykę. Koszmar wojny oglądamy z okiem samochodu, którym Jan Żabiński (Johan Heldenbergh) wywoził Żydów z getta i przewoził do swojego zoo. Widzimy ją okiem wrażliwej, kochającej zwierzęta Antoniny Żabińskiej (Jessica Chastain), która heroicznie ratowała Żydów tuż pod butem (dosłownie) Niemców, na czele z pożądającym ją nazistą (Daniel Brühl).

**Chastain tworzy zresztą rolę doskonałą. Przez pogruchotaną kobietę obserwującą rzeź nie tylko ludzi, ale też ukochanych zwierząt, przebija niezwykła matriarchalna siła, pozwalająca ratować własne dzieci jak i „adoptowanych Żydów”. „To takie ludzkie zoo”- określa swój dom. W każdym jej oddechu czuć ból, ale też siłę. Determinację nawet w najcięższych chwilach zwątpienia. Wszystko podane jest bez ckliwości i fałszywego sentymentalizmu.

Pomoc Żydom jest ujęta nie tylko w wymiarze indywidualnym, ale też zbiorowym. Twórcy filmu podkreślają istotę zorganizowanej pomocy Żydom przez Polaków, której Żabińscy byli tylko ( i aż) trybikiem. To szalenie istotne dla Polaków, którzy bohaterstwo w kinie hollywoodzkim nie miało szansy tak mocno wybrzmieć. Ba, widzimy tutaj bohaterskich Polaków, w tym Żabińskiego, którzy 1 sierpnia rzucają krwawym okupantom wyzwanie. Dumnie na ich przedramionach wygląda polska flaga, od której kamera się nie odwraca.

„Azyl” poruszy nie tylko polskie serca. Artystyczna wrażliwość reżyserki pozwala ująć tą historię uniwersalnie. Zniszczenie leżącego niedaleko zoo getta widzimy w poetyckiej scenie spadającego z nieba „śniegu” z popiołu. Podobny pokrywał Nowy Jork 11/09. Ma ten film też symboliczną scenę, która przejdzie do historii kina jak dziewczynka w czerwonym płaszczyku u Spielberga czy egzekucji niepełnosprawnego u Polańskiego. To scena związana z Januszem Korczakiem i jego dziećmi. Jedno mistrzowskie ujęcie skupia w sobie całą istotę Holokaustu. To wielka sztuka, którą ostatnio widziałem w Oscarowym „Synu Szawła”.

Wspaniałe kino, którego bardzo potrzebowaliśmy. Oto jak powinniśmy robić naszego kino historyczne.

Azyl”, reż: Niki Caro, dystr: UIP

autor: Łukasz Adamski (kultura)

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ