Zastrzeżyński: Bramy piekieł Andrzeja Wajdy

Osoby pełniące funkcje publiczne nie mogą twierdzić, iż ich orientacja seksualna jest ich całkowicie prywatną sprawą – taki wpis można przeczytać dziś na portalu KOD-u. Skoro tak, to spójrzmy właśnie z tej perspektywy na twórczość, można powiedzieć przywódcy duchowego Komitetu Obrony Demokracji czyli na Andrzeja Wajdę.   

 To nie jest nowe spojrzenie. To nic odkrywczego, że twórczość przywołanego reżysera w wielu jego filmach jest postrzegana jako głos środowiska LGBT. Film Bramy Raju w reż. Andrzeja Wajdy znajduje się w wykazie filmów kierowanych do kręgu tych osób. Tematyka oraz sposób opowiadania zastosowany w tym filmie ukazuje relację, która w sposób jednoznaczny zahacza o wynaturzenie. Kadry z tego filmu nie pozostawiają złudzeń.

Andrzej Wajda dokonał również adaptacji kilku dzieł Jarosława Iwaszkiewicza, o którym jeden z uczniów gimnazjum przed lekcją stwierdził: – Czy aby to nie był zwykły pedał? Odpowiedź była twierdząca, jednak na tej lekcji polskiego, nauczycielka chciała poruszyć temat nie jego osoby a twórczości. I tak też warto spojrzeć na twórczość Andrzeja Wajdy, który zrealizował Brzezinę i Tatarak. Głęboka jest symbolika tych obrazów. W Brzezinie, która właściwie po analizie treści kadrów natychmiast powinna być zabroniona jako promowanie pedofilii, rozczytujemy w obrazach ujętych, w strukturze narracji filmowej temat, który nie nadaje się do opisu bez wulgarnych odniesień, dlatego ten punkt widzenia Andrzeja Wajdy jest jednoznaczny. I tu trzeba powrócić do adaptacji filmowej prozy Jerzego Andrzejewskiego Bramy Raju. Autor osławionego Popiołu i Diamentu również jednoznacznie mieścił się w opisie gimnazjalisty.

Jednak sama postawa artysty i jego twórczość to jego prywatna sprawa. Nie zmusza to widza do oglądania, przy założeniu, że te obrazy nie wchodzą do programu nauczania, a tak nie jest. Należy też z tej perspektywy spojrzeć na postawę filmowca, którego filmy powstawały w czasie komunizmu. Wiadome jest to, że głównym kierunkiem działania i przymusu Służb Bezpieczeństwa były sprawy obyczajowe.

Co skłoniło „wielkiego” polskiego reżysera do realizacji tych i jeszcze paru innych filmów o tej tematyce?

Filmów nie robi się z przypadku. Zwłaszcza, że ten człowiek bardzo często utwierdzał opinię publiczną, że w każdym z filmów można odnaleźć jego wspólnotę z dziełem.

Właśnie temat, który wywołali spadkobiercy Andrzeja Wajdy na swoim portalu rysuje jednoznaczną granicę. Te obyczajowe perypetie zawsze są blisko człowieka. Tylko różnica polega na tym, że jedni uważają to jako normę, a inni za patologię.

Człowiek w gąszczu swoich wad ciągle się gubi, dlatego tak ważny jest kodeks wartości niezmiennych i przykład osób, które te wartości ukształtowały.

Nie chodzi o to aby przewodnicy duchowi otwierali bramy piekieł, a bramy nieba. I tu jest prawdziwy konflikt i walka, w której warto i nawet trzeba brać udział.

autor: Paweł Zastrzeżyński

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Dobrze, że po „Wałęsie” Wajda nakręcił jeszcze „Powidoki”, bo w przeciwnym razie przeszedłby do historii jako reżyser, który swą twórczość i rozpoczął i zakończył dziełami do cna zakłamanymi i na wskroś propagandowymi. Takimi, w których trudno znaleźć gram historycznej prawdy. Mimo, że o historii traktują. Z Wajdowego „Pokolenia”, tak jak i z będącej literackim pierwowzorem powieści Bohdana Czeszki, można wysnuć wniosek, że II wojna światowa toczyła się nie z Niemcami, lecz z Armią Krajową. „Wałęsa – człowiek z nadziei” to pasmo oszczerstw tego samego rzędu. To pomnik ulepiony z istnego steku kłamstw. Znamienna jest np. scena, w której w usta Wałęsy Wajda wsadził słowa wypowiedziane przez Marylkę Płońską. W dniu, w którym to rzekome przemówienie Wajda nakręcał, przypisując w nim Wałęsie słowa Płońskiej – bohaterka ta właśnie umierała, dwie ulice od planu Wajdowego filmu… Bohaterka prawdziwa, zapomniana, ogromnie zasłużona a traktowana zawsze przez Wałęsę niewyobrażalnie podle. Ten „człowiek nadziei” potrafił ją targać za włosy i wyzywać od najgorszych. Bez powodu, po prostu dlatego, że jej nie lubił. A kiedy umierała – filmowy Wałęsa właśnie kradł jej zasługi i jej słowa.
    Niewielu jest w historii światowego kina reżyserów, mających na koncie tak wiele filmów. Ponad 40 pełnometrażowych fabuł. Kiedy obejrzałem ostatnio kilka z nich – przestałem mieć wątpliwości: dlaczego. Aparat propagandy PRL-u po prostu nie mógł wymarzyć niczego lepszego od twórczości Wajdy. Z jej punktu widzenia przekaz Wajdy był kwintesencją tego, o co właścicielom PRL-u mogło chodzić. Nie nachalny, czasem lekko nawet kąsający, czasem stanowiący swoisty wentyl bezpieczeństwa. „Popioły” Żeromskiego przerobione tak, żeby Polacy zaczęli wolność czy niepodległość traktować jako głupawe mrzonki. A Rosję jako przyjaciela i potęgę, której trzeba się podporządkować. Bohaterstwo jest głupotą, narodowi bohaterowie to w większości nie tylko durnie, ale i zbrodniarze. Polska historia – to powód do wstydu. Taki przekaz zawierają „historyczne” filmy Andrzeja Wajdy. Z Wajdowych „Popiołów” (Żeromski musiał przewracać się w grobie) nie dowiemy się niczego więcej. O czym więcej mogli marzyć właściciele PRL-u i panowie na Kremlu?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ