Niemcy chcieli przejąć kontrolę nad polską energetyką?

Samorządowcom PiS z Opola i ich koalicjantom udało się zablokować sprzedaż ważnej spółki energetycznej Niemcom związanym z rosyjskim Gazpromem. Transakcja przeprowadzana przez PO, została zatrzymana w ostatniej chwili.

W Polsce jest mnóstwo malutkich księstewek, takich dyktaturek, tyranii. Muszą zostać zlikwidowane w interesie Polaków

— mówił w niedzielę na antenie TVP3 Opole prezes PiS Jarosław Kaczyński pytany o cel zmian w ordynacji wyborczej do samorządu, m.in. wprowadzenie kadencyjności wójtów.

Słowa prezesa PiS odbiły się szerokim echem w całej Polsce, bo i skala problemu jest ogólnopolska. Jednak fakt, że padły w Opolu, również nie pozostaje bez znaczenia. To właśnie stolica województwa opolskiego, przez lata uważanego za jeden z bastionów PO, stała się miejscem, gdzie dzięki rozsądnej i koncyliacyjnej postawie lokalnych polityków, centroprawicy udało się rozbić lokalny układ PO i postkomunistów, rządzących tym miastem od lat i kontrolujący najważniejsze miejskie spółki.

Trzeba dodać, że udało się to zrobić w ostatniej chwili, bo tylko dzięki determinacji prezydenta miasta Arkadiusza Wiśniewskiego (niezależny) i jego zastępcy Janusza Kowalskiego (PiS) władzom udało się zneutralizować szkodliwą prywatyzację miejskiej spółki energetycznej Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A., do której doprowadzili politycy PO i odzyskać kontrolę nad spółką.

Cały problem polega na tym, że firmą, która na skutek decyzji poprzednich władz, przez kilka lat była jednym z głównych udziałowców ECO S.A. i miała odkupić od miasta udziały pozwalające jej uzyskać pełną kontrolę nad przedsiębiorstwem, jest niemiecki koncern E.ON Edis Energia sp. z o.o. Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A. jest rozwijającą się firmą, generującą milionowe zyski oraz dokonującą ważnych inwestycji i E.ON zarabiał na swoich udziałach duże pieniądze z dywidend. Jednak w tym przypadku sprawa rozbija się nie tylko o pieniądze, ale także o bezpieczeństwo energetyczne Polski. Jak dowiedzieliśmy się z lokalnych źródeł, niemiecki E.ON planował stworzyć w Polsce potężne konsorcjum kontrolujące dostawy energii. Konsorcjum, w myśl planów E.ON mające powstać na bazie ECO S.A. i Szczecińskiej Energetyki Cieplnej S.A, byłoby jednym z w ważniejszych graczy na polskim rynku energii cieplnej. Wszystko za sprawą wchodzących w skład grupy ECO spółek – Energetyka Cieplna Opolszczyzny S.A., oprócz Opola, kontroluje między innymi elektrociepłownie w Kutnie, Tarnobrzegu, Jeleniej Górze i Malborku. Jeżeli dodamy do tego kontrolowaną przez E.ON spółkę ze Szczecina (Niemcy mają w niej 66,4 proc udziałów) dostarczającą ciepło niemal na całym terytorium województwa zachodniopomorskiego, to wyłoni nam się bardzo nieciekawy obraz. Tylko dzięki tym dwóm przedsiębiorstwom i wchodzącym w ich skład podmiotom, Niemcy mogliby kontrolować rynek cieplny w dwóch województwach (opolskie i zachodniopomorskie) i części województw dolnośląskiego i pomorskiego. ECO ma w planach kolejne inwestycje, więc zasięg ten z pewnością jeszcze by się zwiększył.

Nie chcemy tutaj tworzyć teorii spiskowych, ale wystarczy spojrzeć na mapę Polski, by ocenić, jak kluczowe z punktu widzenia niemieckich resentymentów są to obszary. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że, jak podaje specjalistyczny portal energetyka24.com, E.ON jest jednym z partnerów rosyjskiego Gazpromu w budowie drugiej nitki gazociągu Nord Stream.

Biorąc pod uwagę kluczowe w tej układance miejsce ECO, tylko dzięki determinacji centroprawicowych sił, które w 2014 roku zdobyły władze w Opolu, udało się uniknąć, jak mówią eksperci, wrogiego przejęcia, będącego jednocześnie potencjalnym ciosem w bezpieczeństwo energetyczne Polski. Nowym władzom w ostatniej chwili udało się zablokować sprzedać części miejskich udziałów niemieckiej firmie.

Na szczególne uznanie zasługuje postawa wiceprezydenta Opola Janusza Kowalskiego z PiS, który w imieniu miasta przez dwa lata walczył o cofnięcie szkodliwych decyzji poprzednich władz i odzyskanie kontroli nad spółką.

Kiedy Nadzwyczajne Zebranie Akcjonariuszy spółki podjęło decyzję o odwołaniu dotychczasowego, spolegliwego wobec Niemców zarządu, E.ON, mimo że był udziałowcem mniejszościowym, zaskarżył tę decyzję do sądu. Przepychanki prawne trwały dwa lata i dopiero w grudniu 2016 roku miasto wygrało batalię prawną z europejskim gigantem i odzyskało kontrolę nad spółką.

Opolski przypadek pokazuje, że nie ma lepszego argumentu w debacie o samorządach i kadencyjności, jak sprawa ECO. Mimo teoretycznie zmieniających się władz miejskich i udziałowców, spółką przez 26 lat kierował jeden prezes – W. Chmielowicz związany najpierw z PZPR, a później z SLD. Lokalne media niejednokrotnie informowały o przypadkach nepotyzmu i obsadzaniu kluczowych stanowisk przez swojaków. Np. stanowisko w jednej ze spółek-córek ECO miała objąć córka Chmielowicza.

Prezesa, nie usunęli także politycy Platformy Obywatelskiej, kiedy przejęli władzę w mieście i kiedy teoretycznie rozbito lokalny układ SLDPSL. Chmielowicz okazał się „niezatapialny” także wtedy, kiedy do spółki weszli Niemcy. Szybko znalazł wspólny język z przedstawicielami E.ON i akceptował większość decyzji podejmowanych przez mniejszościowego udziałowca. Dopiero przejęcie władzy przez PiS i koalicjantów pozwoliło miastu odzyskać kontrolę nad przedsiębiorstwem.

Włodarze Opola udowodnili, że repolonizacja kluczowych sektorów gospodarki jest możliwa, mimo potężnej presji i protestów. Pokazali też, że można wygrać spór prawny z europejskim gigantem, pod warunkiem, że się do tego podejdzie z determinacją.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ