Tyszka o marzeniach Petru i Rostowskiego o wejściu do strefy euro: „Słabo znają się na ekonomii, a już na pewno nie znają się na polskiej racji stanu”

Tyszka.jpg

Strefa euro podważa konkurencyjność całej Unii. Jest to projekt polityczny, który nie ma żadnych podstaw ekonomicznych. Wykańcza kraje południowe odbierając im konkurencyjność, a służy jedynie państwom północnym

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł Kukiz‘15 Stanisław Tyszka.

Opozycja manifestowała wczoraj pod hasłem „Kocham Cię, Europo”. Kukiz’15 tam nie było. Nie obawiacie się Polexitu?

Również kocham Europę i chciałbym, aby polska debata publiczna ewaluowała w cywilizowanym kierunku i przybrała postać jaką znamy z niektórych państw Europy Zachodniej.

Opozycja przekonuje, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest zagrożone. Wydaje się to być poważnym tematem…

Są to wszystko tematy wykreowane w sposób PR-owy, nie mające nic wspólnego z rzeczywistymi problemami Polaków, do których należy m.in. wypychanie młodych na emigrację, szykanowanie polskich firmy przez własne państwo, zatrudnianie przez rząd 500 tys. urzędników, co kosztuje podatników 50 mld zł. Chciałbym, abyśmy rozmawiali o takich postulatach jak np. zakaz zatrudniania nowych urzędników. Donald Trump wprowadził to w pierwszym tygodniu swojego urzędowania i chciałbym zaproponować wprowadzenie podobnego postulatu. Polaków nie stać na to, aby utrzymywać rosnące rzesze urzędników, które zatrudnia POPiS, aby mieć więcej potencjalnych wyborców.

Przenosząc się na europejskie podwórko, ale nadal pozostając przy sprawach Polski. Widzi Pan w Deklaracji Rzymskiej przebłysk refleksji elit brukselskich nad obecnym stanem europejskiej wspólnoty?

Myślę, że jest to robienie dobrej miny do złej gry. Jedynym istotnym zwrotem podyktowanym przez zmianę polityki Angeli Merkel jest zmiana dotycząca zabezpieczenia zewnętrznych granic Unii Europejskiej. Z drugiej strony w Deklaracji Rzymskiej mamy potwierdzenie Europy dwóch prędkości. Mamy również potwierdzenie wagi wspólnej waluty Unii Europejskich i to jest tragiczny błąd ze strony europejskich liderów. Strefa euro podważa konkurencyjność całej Unii. Jest to projekt polityczny, który nie ma żadnych podstaw ekonomicznych. Wykańcza kraje południowe odbierając im konkurencyjność, a służy jedynie państwom północnym. Powtarzam od dawana, że gdyby był plan poważnej reformy Unii Europejskiej, to trzeba doprowadzić do kontrolowanego demontażu strefy Euro.

Pan Petru i pan Rostowski przekonują, że wprowadzenie w Polsce euro to konieczność…

Ci Panowie słabo znają się na ekonomii, a już na pewno nie znają się na polskiej racji stanu. Polsce szkodzi istnienie strefy euro, dlatego że Unia jest naszym głównym partnerem handlowym. Jestem zwolennikiem Unii Europejskiej jako wspólnego obszaru gospodarczego, ale przeciwnikiem daleko idącej integracji politycznej.

Obecny kształt Unii Europejskiej oraz istnienie strefy euro jest jednak na rękę Niemcom. Wydaje się, że dopóki nie będzie woli ze strony Berlina, aby rozpocząć dyskusję na temat reform, nic się nie zmieni. Patrzy Pan z optymizmem na jesienne wybory u naszych zachodnich sąsiadów?

Patrzę niestety bez optymizmu, bo Niemcy wybieraja miedzy skrajmym populista Martinem Schulzem a zmieniajaca trzy razy w tygodniu zdanie Angela Merkel. Bardziej licze na to, ze w innych panstwach UE wzmocnia sie sily ktore dostrzegaja szkodliwosc wspolnej waluty, np. Ruch 5 Gwiazd we Wloszech.

Rozmawiał Kamil Kwiatek

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ