Sutowicz: Po co europejskiej lewicy islam?

fot. pl.freeimages.com

Treść powyższego pytania od razu imputuje odpowiedź, że współczesnej lewicy islam jest do czegoś potrzebny. Mimo, iż sugeruje ono jakiś absurd, to niestety obrazuje pewien oczywisty fakt.

Współczesna europejska lewica potrzebuje islamu. Po pierwsze z tego samego powodu, dla którego potrzebuje ona buddyzmu, sekt chrześcijańskich, prawa do antykoncepcji i aborcji, ruchów LGBT itd. Potrzebuje ona wszystkiego tego, co może jej posłużyć do zniszczenia tradycyjnych społeczeństw i stworzenia nowego, multikulturowego. Oczywiście istnienie społeczeństwa nieopartego na jakimś konkretnym systemie wartości, a jedynie na negacji tego, co stanowi oparcie dla normalnego spojrzenia na świat i jego uporządkowaniu, jest absurdem. Trzeba więc stwierdzić, że społeczeństwo takie nie będzie istnieć. Co najwyżej stanowić będzie zbiór ludzi, którymi ktoś z zewnątrz będzie mniej lub bardziej sprawnie zarządzał, chociaż i to wydaje się wątpliwe. Niestety, lewicowe aprioryczne spojrzenie na świat wyklucza racjonalność. Cele ideologiczne na tyle dominują w działaniu, że walka na argumenty w tej sytuacji niczego nie wniesie.

Wracając do islamu, jest on współczesnej lewicy potrzebny jeszcze do czegoś. Jeżeli dopuści się do głosu jego odpowiednio fundamentalistyczna wersję, to jest on „świetnym” narzędziem do uderzania w religię jako taką. Nowoczesna lewica tak, jak jej klasyczna wersja, oprócz stworzonego przez siebie świata antywartości ma też swoich śmiertelnych wrogów, a na czele listy jest tu z pewnością chrześcijaństwo. Biorąc pod uwagę, że w kręgu kulturowym, w którym lewicowe spojrzenie na świat szczególnie się zagnieździło, dominuje chrześcijaństwo, to ono stało się pierwszym celem do zniszczenia. Odbywa się ono na różne sposoby: od brutalnych represji poprzez obśmiewanie do systemowego światopoglądowego przekształcania świadomości ludzi. Czasami jednak trudno uderzać na wprost. No bo cóż, jeżeli na przykład chrześcijanie świadczą dobro, żyją w społeczeństwie, o które się troszczą, poza tym większość społeczeństwa, które pozbyło się co prawda wiary osobistej, jakoś tam pamięta, że wiara była czymś ważnym dla przodków, stanowiła istotny element kultury, pełno jej śladów w historii, generalnie nie kojarzy się z niczym złym. Co prawda, zakazy moralne wynikające z religii u współczesnych Europejczyków nie wywołują pozytywnych skojarzeń, w końcu wierność małżeńska większości z nich mocno ciąży, antykoncepcja jest czymś tak naturalnym jak śniadanie, a filozofia, w której osobiste hedonistycznie rozumiane dobro jest czymś najważniejszym, na tyle wdrukowała się w myśl, że nikt nie miałby ochoty przewartościować swego spojrzenia na to, że dobro jest czymś więcej niż proste robienie sobie dobrze.  Ale…, i tu jest problem lewicy. Mimo wszystko religia jest czymś żywym. A nuż, ci chrześcijanie, którzy nadal żyją, zaczną nawracać, a jeszcze co gorsza zaczną mocniej uczestniczyć w życiu społecznym. Może jednak LGBT nie spodoba się nawet hedonistom, być może, i to byłoby najgorsze, znudzi im się to, co ich otacza, i zwrócą się w stronę „fundamentalizmu religijnego”. By do tego nie dopuścić, trzeba uderzyć w religię jako taką, jak nakazuje najbardziej ortodoksyjna wersja lewicowego światopoglądu w wersji marksistowsko-leninowskiej. Do tego trzeba znaleźć odpowiedniego chłopca do bicia. Co prawda przez jakiś czas rolę tę odgrywał rzekomy chrześcijański antysemityzm prowadzący do holokaustu. W ten sposób z lewicowego w swej istocie hitleryzmu uczyniono kwintesencję chrześcijaństwa. Z czasem jednak okazało się to narzędzie słabe, łatwe do zniszczenia, wręcz śmieszne.

W tym miejscu pojawia się fundamentalistyczny islam, czyli twór ideologiczny, który z islamem właściwym i Koranem coś tam wspólnego ma, ale pewnie nie za wiele. Za to z powodu swej ksenofobicznej nienawiści do wszystkiego, co obce i inne oraz irracjonalnego terroru i okrucieństwa doskonale nadaje się na to, by pokazać religię jako uosobienie zła, od którego ludzie nowocześni powinni trzymać się z daleka. Pomysł jest bardzo prosty. W Polsce narzędzie jest mało przydatne. Z jednej strony tradycje tolerancji religijnej połączone z mocnymi jeszcze chrześcijańskimi korzeniami zajmującymi jakieś tam miejsce w społecznej świadomości powoduje pewną narodową odporność na coś takiego, ale na Zachodzie, gdzie przeciętny człowiek nie bardzo widzi różnicę pomiędzy chrztem a obrzędami indiańskimi, takie uderzenie poprzez zniekształcony islam w religię jako taką może odnieść pewien skutek, tzn. jeszcze bardziej spustoszyć umysły.

Być może tu również tkwi odrobina odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak bardzo naciskano nas na przyjmowanie tzw. uchodźców, którzy wcale do nas nie chcieli przyjeżdżać.

autor: Piotr Sutowicz

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ