Prof. Waśko: „Szkoła powinna być apolityczna. Ta granica została przekroczona, gdy w protesty wciągnięto dzieci”

dzieci janusz wolniak.jpg
Janusz Wolniak

ZNP chce osiągnąć cele polityczne, włączone w plan opozycji totalnej, wykorzystując do tego nauczycieli, próbując to przedstawić jako walkę o ich pensje czy pewność zatrudnienia. To manipulacja, którą trzeba wyraźnie pokazywać palcem

– powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Andrzej Waśko, członek Narodowej Rady Rozwoju, doradca prezydencki, zajmujący się kwestią reformy edukacji w Polsce.

wPolityce.pl: Protesty z oponami przed gmachem MEN, nieustanne zbieranie podpisów pod referendum i jutrzejszy strajk nauczycieli… Tyle działań przeciwko reformie edukacji. Podstawowe pytanie brzmi – skąd aż taki strach przed tymi zmianami?

Prof. Andrzej Waśko: Wielokrotnie o tym mówiłem, że jest to przenoszenie konfliktu politycznego do środowiska szkolnego, co jest oparte na nadziei, że wywołanie lęku u rodziców o ich własne dzieci, nada tej politycznej akcji szerszą dynamikę. To się nie spełnia na miarę oczekiwań, bo stanowiska rodziców w stosunku do reformy są podzielone. Mamy więc 7 mln rodziców w Polsce, natomiast ci, którzy protestują, reprezentują wąskie grono stowarzyszeń o ograniczonej liczbie członków. Jest to więc problem bardziej o charakterze politycznym, niż społecznym, tym niemniej nie należy go lekceważyć.

A gdzie się kończy granica pomiędzy troską protestujących o dzieci, o szkoły, a działaniami czysto politycznymi? Tę linię ZNP przekroczyło?

Po pierwsze, taka nieprzekraczalna granica została przekroczona przez tych, którzy propagują akcję nieposyłania dzieci do szkół każdego 10. dnia miesiąca. Ta symbolika jest oczywista. I to pokazuje, że podtekst tego typu akacji jest stricte polityczny. Po drugie, jest to przekroczenie granicy pomiędzy polityką a szkołą, polegające na tym, że do takich protestów wykorzystuje się dzieci. Potencjalne, ta akcja ma bardzo mały zasięg, ale gdyby jednak miała szerszy – co w moim przekonaniu nie nastąpi, i należy sobie życzyć, żeby to jak najszybciej wygasło – to proszę sobie wyobrazić, że jedne dzieci przychodzą do szkoły, drugie nie przychodzą, a wtedy zaczyna się rozbijanie środowiska rówieśniczego, zaczyna się jakaś dziwna gra polegająca na wciąganiu dzieci do działań politycznych. To jest działanie ekstremistyczne i skrajnie aspołeczne. W ten sposób przekroczono jedną granicę, że szkoła powinna być apolityczna.

To, o co sam zabiegam od wielu lat, to zapobieganiu indoktrynacji politycznej, czy ideologicznej w szkole i to drugi punkt odpowiedzi na pana pytanie. Jeżeli chce się takiej demonstracji z oponami przed budynkiem ministerialnym, to znany z telewizji psycholog mówi, że to nie jest spór o podstawę programową, to nie jest spór o gimnazja, tylko spór o człowieka. Te zmiany, które są wprowadzane, nie pozwalają kształtować tym środowiskom lepić „nowego człowieka” w oparciu o ich lewicowy światopogląd. To jest dowód na to, że szkoła była przez wiele lat traktowana przez środowiska lewicowe jako instrument socjotechniki w kreowaniu społeczeństwa poprzez wychowanie i używana właśnie jako narzędzie pewnej propagandy określonego światopoglądu, stylu życia czy systemu wartości, który nie jest akceptowany przez zdecydowanej większości rodziców, czy w ogóle Polaków, ale jest propagowany właśnie przez radykalne organizacje, czy grupy polityczne.

W takim stwierdzeniu, że spór o reformę jest sporem o człowieka, widzimy istotę rzeczy. Szkoła musi być apolityczna, musi być wyrazem kultury reprezentowanej przez miliony Polaków, a nie instrumentem propagandy politycznej czy kreowania jakiejś ideologicznej wizji. My to znamy z PRL-u, opierało się to na starej sowieckiej doktrynie marksizmu, gdzie było bardzo dużo elementów, które nie zwracały uwagi na gołe fakty, a były oparte na nowych formach ideologii. Szkoła powinna być od tego wolna. I zmiany idą w takim kierunku, żeby szkoła apolityczna, była miejscem gdzie można spokojnie wychować dzieci zgodnie z własną tradycją i przekonaniami.

Jutrzejszy protest nauczycieli jest więc taką formą złamania określonych zasad i reguł?

Tak, jak już mówiłem, jest to złamanie tej zasady apolityczności. Podobnie jak cały szereg życia powinien być wolny od sporów politycznych, tak tego typu dyskusje powinny się odbywać w czasie kampanii, na sali sejmowej, w mediach, ale zostawmy w spokoju tę enklawę, w której myślimy o matematyce, geografii, historii, bez kontekstu wojny polsko-polskiej.

Gdzie jest więc ta linia, której nauczycielowi nie wolno przekroczyć w formach sprzeciwu czy wyrażeniu niezadowolenia na pewne zmiany?

Wiadomo, że cele jutrzejszego strajku są typowo polityczne i jest on wymierzony w reformę. A przecież strajk organizowany przez związki zawodowe musi być protestem o konkretnych celach, w związku z czym zapowiada się strajk pod hasłami płacowymi, czy gwarancji zatrudnienia dla nauczycieli na następne kilka lat. Mamy więc tutaj do czynienia nie z przekroczeniem granicy, co bardziej z manipulacją społeczną. ZNPchce osiągnąć cele polityczne, włączone w plan opozycji totalnej, wykorzystując do tego nauczycieli, próbując to przedstawić jako walkę o ich pensje czy pewność zatrudnienia. To manipulacja, którą trzeba wyraźnie pokazywać palcem.

Skupiając się na samej reformie. Wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopać mówił o tym, że prawie wszystkie samorządy przyjęły odpowiednie uchwały przystosowujące do reformy edukacji. Jak rozumiem nie ma więc obaw o proces jej wdrożenia?

W ubiegły czwartek wiceminister przedstawiał stan zaawansowania reformy na posiedzeniu połączonych komisji sejmowych edukacji i samorządu terytorialnego. To była bardzo obszerna i szczegółowa prezentacja, a na dodatek wiceminister wyjaśniał pewne wątpliwości dotyczące lokalnych problemów w związku ze zmianami. Generalnie akcja podejmowania przez gminy i powiaty uchwał dotyczących nowej sieci szkół przebiegła bardzo sprawnie, więc tutaj nie ma żadnego większego zagrożenia. Po drugie, na tym posiedzeniu odbyła się również dyskusja na temat tych wszystkich kwestii, o które pan pyta. Kwestionowano chociażby podstawę programową, gdy tymczasem w Sejmie zostały one przez przedstawicieli ministerstwa edukacji narodowej zaprezentowane, omówione w postaci obszernej prezentacji i podkomisja, która się tym zajmowała, przyjęła ją do aprobatywnej wiadomości. Ich treść nie uzasadnia tych protestów, które wywoływane są na podstawie ograniczonej liczbie informacji, czy też wręcz fałszywych, które pojawiają się w mediach w ostatnich miesiącach. W Sejmie podstawy programowe się obroniły, podobnie jak akcja organizowania nowych sieci szkół. Zwrócono uwagę na ten niereprezentatywny charakter działań osób protestujących w obronie rzekomo praw dzieci i rodziców. Jeśli więc popatrzymy na to z perspektywy takiej dyskusji parlamentarnej, to sytuacja wcale nie wygląda tak, jak przedstawi to prezes Broniarz, który sam na tym posiedzeniu utonął w całej masie wyjaśnień, po prostu go dezawuujących.

A czy wśród osób odpowiedzialnych za przeprowadzanie reformy są jakieś obawy związane z ewentualnym referendum?

Nie dostrzegam jakichś większych obaw, związanych z tym referendum. Najpierw poczekajmy, czy rzeczywiście minimalna, konieczna ilość podpisów zostanie zebrana. Jeżeli tak się stanie, to będzie o nim decydował Sejm. Tutaj faktem są tylko liczne wypowiedzi minister Anny Zalewskiej, wskazujące na niecelowość, przedstawiające konkretne argumenty przeciwko takiemu referendum.

Rozmawiał Adam Kacprzak

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ