72 lata temu Sowieci zbombardowali Wrocław

CC BY 3.0

Na przełomie marca i kwietnia 1945 roku koniec II wojny światowej był już tylko kwestią czasu. Zdawali sobie z tego sprawę chyba wszyscy, może z wyjątkiem Adolfa Hitlera i jego fanatycznych wyznawców, których liczba topniała z dnia na dzień. Wojska aliantów zachodnich i Armia Czerwona wdzierały się coraz głębiej na terytorium III Rzeszy. Już niebawem Sowieci mieli rozpocząć bitwę o stolicę Niemiec — Berlin. Jednak na zapleczu frontu wschodniego broniło się jeszcze jedno miasto — Festung Breslau, Twierdza Wrocław.

Pierścień okrążenia wokół stolicy Prowincji Śląskiej zamknął się już w lutym. Garnizon i mieszkańcy (a przynajmniej ci, którzy pozostali w mieście, mimo przymusowych wysiedleń przez hitlerowskie władze) znaleźli się w pułapce. Sowieci pod dowództwem gen. Władimira Głuzdowskiego uderzyli na miasto od zachodu i południa, zacięte walki doprowadziły do wyniszczenia tamtejszych dzielnic, zabudowanych głównie przez kamienice czynszowe (np. obecne ulice Legnicka, Grabiszyńska, Powstańców Śląskich). Wiele budynków zburzyli sami Niemcy, przygotowując linię obrony. Breslau był bowiem twierdzą tylko z nazwy i nie miał umocnień przystosowanych do prowadzenia nowoczesnej wojny (otaczające miasto fortyfikacje, których relikty przetrwały do dzisiaj, wzniesiono na przełomie XIX i XX wieku; poza tym zbudowano kilka dużych naziemnych schronów przeciwlotniczych, np. Bunkier przy Placu Strzegomskim).

W 1945 roku Wielkanoc wypadła w niedzielę 1 kwietnia. Wtedy to ruszyło kolejne sowieckie natarcie, mające na celu złamanie niemieckiej obrony. W ręce oblegających wpadło lotnisko na Gądowie Małym (już wcześniej nazistowskie władze zarządziły budowę nowego lotniska w okolicy dzisiejszego Placu Grunwaldzkiego, wyburzając w tym celu całą dzielnicę). Świąteczna niedziela i poniedziałek to z punktu widzenia mieszkańców dawnego Breslau najtragiczniejszy epizod w dziejach oblężenia. Sowieckie lotnictwo dokonało zmasowanego nalotu na Stare Miasto.

Wrocławska starówka do tej pory pozostawała poza teatrem zmagań. Jak wspomniano, walki toczyły się na południu i zachodzie. Tutaj dawały się we znaki samoloty nieprzyjaciela i ostrzał artyleryjski, ale większość tej historycznej dzielnicy pozostawała nietknięta. To miało się zmienić. 750 sowieckich samolotów nadlatywało raz po raz, zrzucając bomby zapalające i burzące. Mieszkańcy kryli się w schronach i piwnicach, wielu z nich zginęło pod gruzami, inni leżeli na ulicach. Zwłoki chowano gdzie popadnie.

Ci, którzy wychynęli z dziur w ziemi w wielkanocny poniedziałek po południu, ujrzeli straszliwy obraz. Nadodrzańskie miasto spowiły chmury pyłów i morze płomieni. Ogień szalał, trawiąc kolejne budynki. Wiele bezcennych zabytków legło w gruzach, w tym wiele kościołów, z których słynął Wrocław. Spłonął średniowieczny kościół NMP na Piasku, a w Bibliotece Uniwersyteckiej przepadło 100 tysięcy tomów. Spłonęła i zawaliła się katedra na historycznym Ostrowie Tumskim. Niemal w całości zniszczona została zabudowa placu Nowy Targ.

Ówcześni wrocławianie byli zgodni, że w Wielkanoc coś się skończyło. Dla wielu z nich umarło wówczas to miasto, które znali. Walki miały potrwać jeszcze przez miesiąc, potem stolicę Dolnego Śląska przejęli Polacy. Rozpoczęła się mozolna odbudowa ze zniszczeń, ale skutki sowieckiego nalotu widoczne są we Wrocławiu do dzisiaj. Warto też dodać, że w propagandzie czasów PRL informację o sowieckim nalocie pomijano, podkreślając zniszczenia dokonane przez samych Niemców oraz ofiarność żołnierzy Armii Czerwonej w „wyzwalaniu” Wrocławia.

RS

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ