Jachowicz: Unia opozycji nie pomoże

opozycja.jpg

Podpisanie Deklaracji Rzymskiej na krótko rozwiało ciemne chmury, zbierające się od jakiegoś czasu nad Unią Europejską. Rocznicowy nastrój, formalne potwierdzenie zaciśnięcia na nowo integracji 27 państw oraz dobra pogoda w stolicy Włoch przesunęły rozmowy o kryzysie Unii na nieokreślony bliżej termin.

Wiadomo jednak, że rozpoczną się one już w momencie uzgadniania warunków procesu realnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, czyli w ciągu kilku następnych miesięcy. W sposób oczywisty, będzie to ledwie wstęp, pokazujący ogólne kierunki dalszych perspektyw Unii. Czy będzie to droga zmian, których pragną takie państwa jak Węgry czy Polska, czy też jej stagnacji pod wpływem nacisku Niemiec. Chyba, że po najbliższych wyborach, które najprawdopodobniej wygra po raz kolejny Angela Merkiel, zmieni się wyraźnie układ sił politycznych w Niemczech, wymuszający na Kanclerz reorientację w kluczowych sprawach, jak choćby w kwestiach migracyjnych z krajów Wschodu do Europy.

Nie – dla Europy dwóch prędkości

Nie bez znaczenie będzie wynik wyborów prezydenckich we Francji. Jeśli wygra Marine Le Pen, jest raczej pewne, że dojdzie do pewnych ruchów odśrodkowych wewnątrz samej Unii. Gdyby tak się potoczyło życie, siłą rzeczy musiałoby to doprowadzić do zwiększenia aspiracji narodowych wielu państw Unii, m.in. i Polski.

Otwarte jest też pytanie, czy Polska odciśnie swoje piętno na kształcie przyszłej Unii. Z pewnością szanse Polski będą w dużym stopniu zależeć od okoliczności zewnętrznych, właśnie jak choćby zwycięstwa Le-Pen we Francji. Ale nie można porzucać naszych własnych aspiracji, tym bardziej, że gra nie idzie tylko o zdobycie prestiżu czy nawet taniego poklasku zwolenników obecnego rządu w Polsce, lecz o możliwość realizacji własnego programu politycznego, prowadzenia współpracy gospodarczej z Unią na warunkach, które by w pełni zaspokajały potrzeby naszego kraju i jego obywateli – cywilizacyjne, kulturowe, światopoglądowe i ekonomiczne. Nie możemy, jakby chciał np. Holland, rezygnować z potrzeb kulturowych i moralnych na rzecz pełniejszego zaspokojenia materialnych.

To odciskanie zaczęło się tuż przed szczytem rzymskim. Jeśli prawdą jest, o czym donosi tygodnik „Der Spiegel” w wydaniu internetowym, to premier Beata Szydło wymusiła wyrzucenie z Deklaracji Rzymskiej zapisu „ o Europie dwóch prędkości”, zapobiegając tym samym ewentualnemu skandalowi. Aby to się stało, polska premier zagroziła niepodpisaniem Deklaracji z obawy, że Polska pozostanie w ogonie stawki krajów rozwijających się – pisze niemiecka gazeta.

Samodzielna polska polityka

Poważny udział delegacji polskiej w wykreśleniu zapisu o dwóch prędkościach potwierdza wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański. Były i inne szkodliwe pomysły, które pierwotnie miały znaleźć się w Deklaracji, ale upór Beaty Szydło okazał się na tyle stanowczy, że odniósł właściwy skutek – ujawnił minister Szymański. Jego zdaniem, to dopiero początek drogi polskich działań i presji na rzecz reformy Unii Europejskiej.

Aktywną samodzielność Polski dobrze obrazują postulaty, które wysunął Jarosław Kaczyński podczas swojej rozmowy z premier Wielkiej Brytanii Theresą May. Proponował przecież nie tylko to, aby Polacy żyjący i pracujący w Wielkiej Brytanii mieli zapewnione godziwe warunki materialne, m.in. opiekę socjalną, zdrowotną, ale także możliwość funkcjonowania szkół z nauką ojczystego języka, jako jednego z fundamentów zachowania bliskich więzów z ojczyzną. Oczywiste, że warunki takie obowiązywałyby na zasadzie proporcjonalnej wzajemności wobec obywateli Wielkiej Brytanii żyjących w innych krajach Unii.

Polityczne awanturnictwo

Rola opozycji oraz sprzyjających jej mediów, sprowadza się dziś do jednego. Nawet nie dyskutowanie, nie kwestionowanie, nie krytyka, ale od razu na samym wstępie potępianie wszystkiego, cokolwiek zrobi PiS i Kaczyński. Ta jedyna strategia stosowana przez opozycję, jeśli idzie o aktualne rzeczy podejmowane przez obecny obóz władzy.

Reforma sądownictwa, uznana jest za zniszczenie polskiego wymiaru sprawiedliwości, pozbawienie sędziów niezależności i niezawisłości, zamachem na ich niezbywalne prawa i przywileje. Zmiany w szkolnictwie są równoznaczne ze zrujnowanie polskiej edukacji, krzywdą wyrządzoną uczniom, obniżeniem poziomu nauczania, wprowadzeniem chaosu w uporządkowany świat nauczania, wreszcie wyrzuceniem wielu tysięcy nauczycieli na bruk, a więc powiększeniem olbrzymiej fali bezrobotnych w Polsce. I tak dalej, i tym podobne.

Strategia ta doprowadziła do stanu, w którym politycy Platformy uwierzyli, że tylko oni są w stanie zbawić Polskę. Muszą więc jak najszybciej przejąć władzę w Polsce, aby uchronić państwo od całkowitego upadku. Od zniszczenia, które musi zakończyć się jego zagładą, a wraz z nim i jego obywateli. Aby przejąć stery władzy w Polsce, zapowiedzieli zgłoszenie do Sejmu wniosku o votum nieufności wobec rządu. Uzasadnieniem dla tego wniosku są dla Platformy wydarzenie w Unii Europejskiej związane z minionym już protestem polskiego rządu wobec kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Porażka polskiego rządu została uznana za klęskę, która w mniemaniu PO tak osłabiła rząd, że doprowadzenie do obalenia rządu, które jeszcze kilka tygodni temu nie mogło się przyśnić w najśmielszych marzeniach, teraz nabrało kształtów realności. Wszyscy jednak dobrze wiedzą, że to naiwny teatr z amatorskim scenariuszem, w powodzenie którego nikt nie wierzy. Że chodzi jedynie o spektakl telewizyjny, który zgromadzi sporo publiczności przy odbiornikach. Zaś papierowy premier, Grzegorz Schetyna, dukając z kartki, dokona totalnej krytyki dotychczasowych rządów PiS.

Wiadomo jednak, że nie będzie mógł skrytykować negocjacji polskiego rządu w sprawie Deklaracji Rzymskiej. Co więcej, odwrotnie usłyszy w ripoście premier Beaty Szydło nieprzyjemną uwagę o jego zaleceniu współpracy Polski z Unią. Według wizji Schetyny, Polska nie powinna negocjować, lecz podpisywać w ciemno wszystko, co jej podsunie Unia. To by znaczyło, dokończy zapewne Beata Szydło, że należy podpisać w ciemno również taki dokument, który będzie proponował rozwiązania sprzeczne z naszymi oczekiwaniami i aspiracjami.

To jednoznacznie pokazuje, jak postulat Schetyny leży blisko antynarodowej wymowie koncepcji Unii Europejskiej, w której rozmywają się państwa narodowe wraz ze swoją kulturą, religią i światem tradycyjnych dla danego narodu wartości.

Może to więc lepiej, że Platforma Obywatelska jest w opozycji. I oby możliwie najdłużej w niej pozostała.

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ