Wrocławianie przeciw myśliwym stoją na linii strzału

MP

Wrocławianie przeciw myśliwym – młodzi i zdeterminowani. Próbują wpłynąć na rząd aby zmienił prawo łowieckie. W międzyczasie „stoją na linii strzału”. Jeśli zablokują polowanie wiedzą, że uratowali pewną liczbę zwierząt. A panowie z piórkiem w kapeluszu swoje igrzyska śmierci przenoszą w inny rejon lub odkładają na inny termin. O tym dlaczego przejmują się dziką zwierzyną i ptactwem, dlaczego tracą czas na rajdy po dolnośląskich lasach, opowiadają członkowie grupy w rozmowie z Małgorzatą Paw.

 

Wrocławianie przeciw myśliwym co to za ruch?

Dorota: To nieformalna grupa, wśród nas najwięcej jest młodych ludzi.

Darek: Reszta to młodzi+

Dawid: Włączamy się w rozmaite akcje w obronie zwierząt. Pragniemy zwrócić uwagę opinii publicznej na barbarzyńskie metody tzw. miłośników przyrody ze strzelbą. Uważamy, że w XXI wieku łowiectwo to anachronizm. Myśliwi twierdzą, że służą przyrodzie albo, że gwarantują równowagę populacji zwierząt, tymczasem stanie na straży przyrody, to tylko pretekst do bardzo specyficznej rozrywki polegającej na czerpaniu przyjemności z zabijania.

Darek: Najsmutniejsze jest to, że łowiecki proceder jest usankcjonowany przez prawo. Sądzimy, że najwyższa pora zacząć to zmieniać. Zwyczajnie i po ludzku żal nam zwierząt. Skoro same nie są w stanie się bronić, to my występujemy w ich imieniu. Zanim będzie można oglądać je tylko w zoo.

Dorota: To taka nasza… solidarność wszystkich istot.

Na swojej stronie FB pokazujecie skutki „zabaw” myśliwych. Wstawiacie zdjęcia i filmy

Basia: Bo obraz przemawia do człowieka. Zdjęcia są drastyczne, ale polowanie właśnie tak wygląda. Nie wiedzą tylko ci, którzy tego nie chcą. Materiały mamy własne i z zagranicy.

Blokujecie polowania. Czy nie boicie się wypadku?

Darek: Boimy się, ale nie mamy wyjścia. Znamy przypadki, kiedy myśliwi oddawali strzały mimo obecności postronnych ludzi. Nieświadomi zagrożenia spacerowicze nie mają szans. Tak samo jak zwierzęta.

Dawid: Co zupełnie niepojęte, zachodzi całkiem realna obawa… liberalizacji prawa łowieckiego! Trudno wyobrazić sobie „bezpieczeństwo” osób postronnych w nowych warunkach. Swoją drogą ciekawe, jak projektowane przepisy mają się np. do prawa własności. Planowane zmiany w prawie łowieckim przewidują możliwość przeprowadzania polowań na terenie prywatnym nawet mimo sprzeciwu właściciela! Szansę na skuteczne zablokowanie łowów na swoim kawałku ziemi mają mieć… jedynie osoby, które oświadczą, że polowanie kłóci się z ich religijnym światopoglądem lub z wyznawanymi zasadami moralnymi.

Dorota: Jeśli nowe przepisy zostaną uchwalone, będziemy gorąco namawiać do takich deklaracji.

Dawid: To, co robią myśliwi, urąga cywilizowanemu światu. Zabijają dla rozrywki, często nie dbając o los postrzelonych zwierząt, tzw. postrzałków.

Darek: Osobiście uważam myśliwych za najgorszych zwyrodnialców.

To już przesada

Darek: Trzeba zobaczyć ich własne psy, zranione od kul czy rozszarpane przez dziki. Tym się nie chwalą. Polowania dewizowe, polowania dla rozrywki. Żeby było ładnie, w opowieściach myśliwskich nie mówi się o zabijaniu; oni tylko „pozyskują” zwierzynę.

Dawid: Być może ich słownik, pełen eufemizmów, jest kluczem do omijania niektórych przepisów? Kiedy nie ma zabijania, a jest neutralne pozyskiwanie,  wtedy znika np. problem zakazu zabierania na polowanie dzieci. Bo formalnie nie wolno zabijać w ich obecności.

Dorota: Jeśli można, to jeszcze dwa zdania o tzw. norowaniach. Jest to mało znana, bardzo okrutna zabawa, polegająca na szczuciu psami fermowych lisów, które pierwszy raz w życiu wychodzą z klatki. W wielu krajach taka łowiecka aktywność jest zabroniona, gdyż uznaje się ją za znęcanie się nad zwierzętami. Najwyższy czas, aby i w Polsce ten barbarzyński proceder został zakazany.

Czy można coś dobrego powiedzieć o myśliwych?

Basia: Hm…

Dawid: Trudno doszukać się dobrych cech myśliwych.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ