wPolityce.pl: Sędzia Biernat mimo urlopu pojawił się w TK

fot. youtube.com

To było do przewidzenia. Przymusowo urlopowany sędzia Stanisław Biernat pojawił się dziś przedpołudniem w Trybunale Konstytucyjnym. To ewidentna prowokacja. Sędzia Biernat uważa, że nie powinien przebywać na urlopie, mimo, że nawet Inspekcja Pracy uznała, iż jego zaległości urlopowe wymagają przymusowego wysłania go na wypoczynek.

Biernat już wcześniej zapowiadał, że z początkiem kwietnia stawi się w Trybunale Konstytucyjnym i będzie chciał orzekać. Zdaniem wielu komentatorów to próba prowokacji i podgrzania atmosfery wewnątrz TK. Biernat o swoim „powrocie” poinformował tez dziennikarzy. Z kolei stanowisko prezes Julii Przyłębskiej jest od stycznia bardzo konsekwentne. Sędzia Biernat musi wykorzystać cały urlop, by nie wypłacać mu gigantycznego ekwiwalentu urlopowego na koniec jego kadencji, który przypada w czerwcu.

Pod koniec marca, portal wPolityce.pl dotarł do listu, który prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska przesłała sędziemu Biernatowi, który stanowczo domaga się powrotu do pracy z urlopu, na który prezes TK wysłała go 9 stycznia. Zdaniem Julii Przyłębskiej wiceprezes Biernat powinien przebywać na urlopie do 26 czerwca.

Z przykrością i smutkiem odebrałam Pana korespondencję skierowaną do mnie w dniu 22 marca 2017 roku. Uprzejmie informuję, że od dnia 1 kwietnia do dnia 26 czerwca 2017 roku udzieliłam Panu urlopu wypoczynkowego. Proszę o wykorzystanie tego urlopu zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jednocześnie informuję, że zgodnie z obowiązującymi, również sędziów TK przepisami, nie może się Pan zrzec urlopu wypoczynkowego.

– pisała w liście prezes Julia Przyłębska do sędziego Biernata.

Z naszych informacji, które publikowaliśmy w portalu wPolityce.pl wynika, że Stanisław Biernat nie mógł pogodzić się z faktem, że Julia Przyłębska skierowała go na urlop. Jedną z patologii, którą ujawniła w grudniu ubiegłego roku nowa prezes TK, a która była normą w czasach prezesury Andrzeja Rzeplińskiego, był fakt, że sędziowie nie wykorzystywali swoich urlopów i w ten sposób po zakończeniu kadencji pobierali sute odprawy. Tak stało się choćby z Andrzejem Rzeplińskim, który pobrał ponad 100 tys. złotych ekwiwalentu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ