Pisarz płacze nad losem drzew i obrzydliwie obraża Kaczyńskiego: „Prezesik na drabince, krasnal naczelny”

foto: yutube

Gdyby nasz napoleonek powiedział, że w każdą miesięcznicę smoleńską można zabijać bezkarnie wszystkich wrogów ludu to mielibyśmy, tu krwawe zapusty, o jakich się Szeli nie śniło

– mówi Wojciech Kuczok – pisarz, prywatnie mąż Agaty Passent, w wywiadzie dla ksiazki.wp.pl.

Pisarz rozpoczyna swoją opowieść od ubolewania nad wycinką drzew w Polsce. Opowiada o swojej miłości do drzew i przerażeniu jaki odczuwa na myśl, że Polacy mogli wycinać drzewa zgodnie z prawem.

Przy okazji atakuje rząd, przewidując jego upadek.

Nieodwracalność tej wyżynki mnie przeraża. Da się jeszcze naprawić wszystko, co psuje koszmarny rząd, bo oni stracą władzę lada moment, od początku nie rokowałem tej hałastrze pobicia wyniku sprzed dekady – padną jeszcze w tym roku i zacznie się wielkie sprzątanie, czas depisyzacji Polski, mam nadzieję, że ostatecznej. Natomiast tych drzew już nie odzyskamy

– mówi Kuczok.

Przyznaje, że jego własna matka też wycięła drzewa. Jak mówi: „rękami jakichś chamów najemnych”.

Opowiada o nowych pokoleniach Polaków, którzy nie przeżyli wojny, więc poddają się manipulacji.

Ogłaszają, że wojna jest fantastyczną przygodą, a oddać życie ojczyźnie to najwyższy honor i wspaniałe zwieńczenie żywota. Dyktatura głupoty w końcu spowoduje, że będziemy wszyscy leżeć pokotem, tak jak teraz leżą drzewa i zwierzaki. A ci, którym uda się przeżyć, nauczą następne pokolenia pokojowej koegzystencji i znowu nadejdzie kilkadziesiąt lat spokoju. Bo wojna będzie jeszcze straszniejsza i okrutniejsza od tych, które potrafimy sobie wyobrazić

– przekonuje przerażony Kuczok.

Teraz nie widzę społeczeństwa ani narodu, tylko nienawistny tłum, do którego przemawia głosem Gomułki prezesik na drabince, krasnal naczelny

– dodaje.

Nie ukrywa swojej pogardy dla prezesa Prawa i Sprawiedliwości.

Gardzę Kaczyńskim i nic na to nie poradzę. To ma być charyzmatyczny wódz narodu? To jest postać karykaturalna

– mówi.

Kuczok twierdzi też, że nie jest patriotą. Czuje się bardziej obywatelem Europy niż Polakiem.

Nie, ponieważ ojczyzna nie jest dla mnie dobrem najwyższym. W dodatku Polska nie jest krajem, w którym czuję się najlepiej na świecie. To, że się urodziłem Polakiem i że władam tym językiem, nie oznacza, że oddałbym, a nawet odebrałbym życie w imię ojczyzny. Od czasów szczenięcych zgadzam się z Andrzejem Bursą, który stwierdził w jednym ze swoich przebojowych wierszy, że urodzić się Polakiem to dopust boży

– twierdzi.

Od 2004 roku przedstawiam się jako obywatel Europy. Narodowość jest tutaj czymś drugorzędnym. Zresztą, w przypadku moim, Ślązaka, można powiedzieć, że nie jest kwestią bezdyskusyjną. Jako człowiek otwartej Europy czuję się znacznie lepiej, niż jako członek narodu, który dąży do izolacji

– dodaje.

wpoltyce.pl /wp.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ