Jim Caviezel: „Polska łączy Zachód ze Wschodem”


Polska łączy Zachód ze Wschodem” – Jim Caviezel na łamach „wSieci” W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Łukasz Adamski rozmawia z Jimem Caviezelem, znanym m.in. z roli Jezusa w „Pasji” Mela Gibsona.

Będąc w Polsce, uświadomiłem sobie, jaką siłą była modlitwa Karola Wojtyły i słowa, które odmieniły „oblicze ziemi, tej ziemi”. To wszystko ma związek także z moją aktorską i życiową drogą

mówi aktor. Caviezel pracował z największymi reżyserami w Hollywood. Grał u Gusa Van Santa, Anga Lee czy Tony Scotta. Wystapił w arcydziele Terrence’a Malicka „Cienka czerwona linia”. Zagrał też w kilku sezonach bardzo popularnego serialu „Impersonalni”. Praca w Hollywood nie spowodowała porzucenia głebokiej wiary, o której opowiada we wzruszającym wywiadzie. Wielki wpływ na jej rozwój miała rola w „Pasji” Mela Gibsona. Do Polski Caviezel przyjechał na zaproszenie Rycerzy Kolumba. Promuje dokumentalny film o Janie Pawle II „Wyzwolenie kontynentu. Jan Paweł II i upadek komunizmu”

Jim Caviezel opowiada o tym, jak wielki wpływ miał na niego Jan Paweł II, ale też w jaki sposób zaczął patrzeć na Polskę.

Jako młody człowiek wiele czytałem o nazizmie i ludobójstwie dokonanym przez Niemców, również w Polsce. Znałem to tylko z książek. Kiedy przebywałem w twoim kraju, zrozumiałem, ile Wojtyła musiał cierpieć, doświadczając na własnej skórze nazizmu. Byłem w Auschwitz, gdzie o. Maksymilian Kolbe męczeńsko oddał życie za współwięźnia. Uzmysłowiło mi to skalę cierpienia Polaków. A  p przecież potem nadszedł w Polsce komunizm. Jan Paweł II musiał żyć pod butem dwóch najpotworniejszych reżimów. Jako Amerykanin spokojnie żyłem sobie w wolnym kraju, bojąc się co najwyżej zimnej wojny. Nie musiałem doświadczyć totalitarnej władzy. A Jan Paweł II zderzył się z obiema. Tak jak wasz kraj. On go  symbolizuje. (…) Polska jak Chrystus została ukrzyżowana. Matką Polski jest Maryja. Ojciec Wojtyły powiedział mu przed śmiercią, że teraz Maryja jest jego matką. To wielki symbol waszego narodu.

czytamy w tekście.

Czytaj fragment wywiadu

(…)

Łukasz Adamski: Nauki papieża miały wpływ również na twoje życie?

Jim Caviezel: W latach 80., kiedy byłem nastolatkiem, Jan Paweł II przyjechał do USA. Papież był 90 minut od mojego miasta. Moja rodzina pojechała go zobaczyć i posłuchać. Dla wielu katolików ta wizyta była jak wizyta samego Jezusa. Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który odwiedził USA [Paweł VI w rzeczywistości był pierwszy – przyp. Ł.A.] i pierwszy spotkał się z prezydentem w Białym Domu. Nie pojechałem go zobaczyć. Nie sądziłem, że to istotne. Uderzenie piorunem nastąpiło wiele lat później.

Dojdziemy do uderzenia piorunem za chwilę. Nie zobaczyłeś papieża, ale kilkanaście lat później nadrobiłeś to z nawiązką. Poznałeś Jana PawłaII na audiencji. Już po zagraniu Jezusa w „Pasji”. Papież po seansie filmu miał powiedzieć: „Tak było”. Jak odebrałeś pochwałę filmu z ust następcy św. Piotra?

„Tak było”! [Caviezel wypowiada te słowa po polsku, imitując głos Wojtyły – przyp. Ł.A.]. Papież zawsze nawoływał młodych ludzi, by potrafili się oderwać od skażonej i zdemoralizowanej cywilizacji. „Bądź świętym” – mówił. Niemożliwe? To wykonalne. Nieraz słyszałem głos Chrystusa w moim sercu: Jim, dziś dasz radę. To ten przekaz mówiący, że każdy z nas jest ważny na tym świecie. Ale też to jest wezwanie do życia chrześcijańskiego. Życia w taki sposób, by każdy, kto się z nami styka, wiedział, iż naszym panem jest Jezus. Pamiętam, jak w papież mówił do Amerykanów: „Ty, ty możesz być święty!”. To smutne, że tak wielu ludzi w moim kraju nie szuka świętości. Szukają substytutu w postaci narkotyków i hedonizmu. A to tylko wypełnianie pustki.

Co powiedziałeś papieżowi podczas spotkania w Watykanie?

Powiedziałem mu, jak bardzo zadziałał na mnie jego list do artystów. On był skierowany do tych, którzy mają szukać piękna i podarować je światu w twórczości artystycznej. Staram się wypełniać jego nauki.

Jan Paweł II był również aktorem. Jak ty. Więc czuł, czym jest moc sztuki bardziej niż jego poprzednicy.

Dokładnie tak. Stąd też brała się jego siła. Zrozumienie tłumów. Ale to tylko pomogło mu trafić do serc milionów. On jest świętym po prostu.

Miałeś 33 lata, inicjały J.C. i zagrałeś Jezusa.

Tylko mi nie mów, że to jakiś przypadek! Nie ma przypadków. Ciągle słyszę o przypadkach, zbiegach okoliczności etc. Sekularyzacja dotyka cały świat w nieprawdopodobny sposób. Również USA. Przypadek to wiara ateistów. Dla Boga nie ma przypadków. Nawet jak na ich oczach Bóg wskrzesi umarłych, nie uwierzą. Powiedzą, że to przypadek.

Gdy się nie wierzy w Boga, wierzy się w cokolwiek. Tak twierdził Gilbert Keith Chesterton.

Jednocześnie nie masz prawa robić co ci się podoba. Nie masz prawa decydować o wszystkim. Żyć bez moralności? Żyć bez dobra? Gdzie w tym miłość?

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ