Jaką postawę wobec agnostyków i ateistów winien zająć katolik?

Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

Czym w praktyce te dwie postawy różnią się od siebie? Jakie stanowisko wobec nich powinien zająć katolik? Jak traktować osoby deklarujące niewiarę w istnienie Boga?

W Piśmie Świętym znajdujemy stwierdzenie, że słońce świeci i dla dobrych, i dla złych. Aby zawiesić moralne wartościowanie, możemy powiedzieć, że świeci ono i dla młodych, i dla starych, i dla kobiet, i dla mężczyzn, czyli: dla wszystkich ludzi. Jak słońce świeci dla wszystkich, tak i Bóg z miłością patrzy na każdego człowieka, który – obdarzony przez Stwórcę godnością i wolnością – w taki czy inny sposób odnosi się do Niego. Religia to nic innego, jak relacja „ja” człowieka do „Ja” Boga. Relacja ta, w przypadku człowieka wierzącego, jest życiowa i życiodajna. W przypadku niewierzącego – tylko życiodajna. Dlaczego? Stworzenie nie może istnieć bez Stwórcy, czyli byt przygodny, czasowy, a takim jest istnienie człowieka, jest usprawiedliwiony tylko przez istnienie bytu wiecznego. Ale logika istnienia wcale nie musi pokrywać się z logiką życia.

Trudno zgodzić się z postawą wobec Boga i wierzących, jaką prezentuje wspomniany prof. R. Dawkins. Daleki jestem od poglądu, że ateiści to ludzie psychicznie chorzy. On jednak uważa, że chrześcijanie to ludzie z urojeniami, a te są objawami choroby psychicznej. Nie uważam też siebie za zbawiciela ludzkości. Dawkins natomiast jest głęboko przekonany o swojej misji pokazania człowiekowi pełnej i ostatecznej prawdy istnienia człowieka.

Postawa lekceważąca, znaczona kpiną, śmiechem i obrazą nie powinna mieć miejsca w spotkaniu człowieka z człowiekiem. Prawdziwi niewierzący, czyli dobrzy ateiści są ludźmi uczciwymi, podobnie jak i ludzie prawdziwie wierzący, czyli dobrzy teiści. Zabójcze dla pierwszych i drugich jest lenistwo duchowe (głupota) i brak szacunku dla drugiego. Słońce świeci przecież dla wszystkich. Skoro tak, to obaj: ten, który uważa siebie za niewierzącego, jak i ten, który myśli, że jest wierzący, winni skupić swoją uwagę na tym, co jest „tu” i „teraz”, bo z czasem wszystko raz na zawsze kończy się dla ateisty, a dla teisty ten koniec jest początkiem bez końca.

Jaką postawę winien zająć człowiek wierzący wobec ateisty, agnostyka, czy sceptyka? Człowiek człowiekowi winien jest własne człowieczeństwo. Zatem winna to być postawa szacunku i zrozumienia. Na czym ona polega?

Wobec człowieka, który wierzy, że Bóg istnieje, znajduje się człowiek, który wierzy, że Bóg nie istnieje, a jeśli nawet istnieje, to nie można z Nim, z jakichś powodów, nawiązać kontaktu, albo, że Jego istnienie jest bez znaczenia dla istnienia człowieka. Ważne jest, że drugi człowiek jest wobec mnie, a nie naprzeciw mnie. Naprzeciw są rzeczy. Naprzeciw siebie stają strony walczące ze sobą, próbujące zniszczyć siebie.

Jeśli wobec mnie jest drugi człowiek, to jestem w stanie uszanować jego człowieczeństwo i jestem w stanie go zrozumieć. Ludzie powinni siebie rozumieć, ponieważ są osobami. Ale to nie jest takie oczywiste w życiu codziennym. Dlaczego?

Żyjąc w tym wspaniałym świecie przyrodniczym skazani jesteśmy na poznanie zmysłowe: coś widzę, coś słyszę, coś dotykam itd. W tej postawie zmysłowej patrzę na otaczających mnie ludzi: ten stoi tam, a ten – tutaj. Takie spojrzenie jest obiektywizujące, ja uprzedmiotawiam drugiego człowieka. A drugi jest przecież podmiotem, jest osobą.
Aby spotkać drugiego człowieka muszę „wejść” w przestrzeń międzyosobową: patrzę w oczy dziecka i „widzę” radość; patrzę na twarz przyjaciela i dostrzegam w niej smutek. Radość i smutek nie są czymś fizycznym. Można patrzeć i nic nie wiedzieć. Aby doświadczyć istnienia drugiego „ja”, muszę się wczuć, czyli przekroczyć poznanie zmysłowe.

Z poznaniem Boga sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Jak istnienie drugiego „ja” jest mi bezpośrednio dane we wczuciu, tak Osobę boską mogę bezpośrednio doświadczyć w przeżyciu mistycznym. Wielka wrocławianka, Edyta Stein, wiedziała coś o tym, gdyż przeszła drogę od ateizmu aż po przeżycia mistyczne. Twierdziła, że kto w tych sprawach nie ma doświadczenia, ten powie, że to przesada, że coś takiego nie jest możliwe. Można negować zarówno istnienie osób, jak i Boga.

Doświadczenie istnienia „ja” na mojej drodze życiowej jest wydarzeniem. Wydarzeniem jest również spotkanie człowieka z Bogiem. Pod wpływem takich spotkań zmienia się nasze spojrzenie na nas samych, na Boga, na świat.

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego

Art. 2125. Ateizm, odrzucając lub negując istnienie Boga, jest grzechem przeciw cnocie religijności. Odpowiedzialność za to przewinienie może znacznie zmniejszyć intencja i okoliczności. W powstawaniu i rozpowszechnianiu się ateizmu niemały udział mogą mieć wierzący, o ile skutkiem zaniedbań w wychowaniu religijnym albo fałszywego przedstawiania nauki wiary, albo też braków w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że raczej przesłaniają, aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii.

Art. 2128. Agnostycyzm może niekiedy łączyć się z jakimś poszukiwaniem Boga, lecz może również być obojętnością, ucieczką przed ostatecznymi pytaniami egzystencjalnymi oraz lenistwem sumienia moralnego. Agnostycyzm najczęściej jest równoznaczny z ateizmem praktycznym.

Z ks. Jerzym Machnaczem rozmawia Bożena Rojek

źródło: Nowe Źycie

 

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ