Czy Jezus policzkował Józefa?

Jezus-Chrystus-270x180.jpg

Zgłębiona bez fałszywej pobożności Tajemnica Wcielenia musi odsłonić relację miłości łączącą Józefa i Jezusa, której być może jednym z elementów było policzkowanie rodzica przez dziecko.


Zwykle sztuka sakralna widzi go w pewnym oddaleniu od przytulających się Maryi i Dziecka. Jakby zakłopotany tym nie wiedzieć czemu włączeniem go w Boży plan, trzyma w ręku rekwizyt związany w wykonywaną przez niego pracą. Czasem tylko odkłada taką powiedzmy piłę do drewna i sięga wtedy po Syna, ale nawet trzymając Go na ręku pozostaje w stosunku do Niego w jakimś dystansie. Pobożnym oczywiście. Przynajmniej na tyle, na ile starczyło pobożnej refleksji artyście.

Ze sztuki tej łatwo wyczytać, jak refleksja dotycząca powołania Józefa nie nadąża: raz, za zwykłą ludzką naturalnością, w której mógłby się przecież zmieścić jakiś czuły gest nie tylko Matki, ale i Jej Oblubieńca (kolędy jednak nie śpiewają o tym, jakoby Józef owijał Dziecko w pieluchy), dwa – za Bożym planem, który przedsięwziął On nie tylko w stosunku do Maryi, ale i Józefa. Jan Paweł II podkreślał w encyklice Redemptoris Custos dotyczącej świętego, że Józef jak nikt inny z ludzi poza Maryją uczestniczył w tajemnicy Wcielenia, do której został dopuszczony na mocy małżeństwa z Nią.

Pomimo tego, że Józef nie jest ani ojcem, ani mężem w ciele, a „tylko” w umyśle, jest jednak prawdziwym ojcem i mężem. W małżeństwie tym – podkreśla Jan Paweł II powołując się na św. Augustyna – nie brakowało żadnego istotnego elementu: W rodzicach Chrystusa spełniły się wszelkie dobrodziejstwa płynące z zaślubin: potomstwo, wierność, sakrament. Znamy ich potomstwo, którym jest Chrystus Pan; ich wierność, ponieważ nie było tam nigdy cudzołóstwa; sakrament, ponieważ nie naruszył go rozwód.

Patrzę więc na to ojcostwo niezdarnie, bo nazbyt pobożnie – tym rodzajem nadziemskiej pobożności, która unosi się nad ziemią – przedstawiane w sztuce sakralnej. I widzę, co prawda, Józefa, który odłożywszy piłę, wziął na ręce swe Jezusa, ale jakoś w ogóle nie patrzą na siebie, a gdzieś w siną (pobożną?) dal. Podtrzymuje twarda ręka cieśli Syna pod pośladkami, a Ten odwrócony plecami do Ojca nie wypada mu z ręki, choć przecież żaden rodzic nie stosuje tak niebezpiecznej techniki noszenia dziecka.

Ani mały Jezusek nie wypada z ręki starego (jak to się kiedyś śpiewało) Józefa, ani nie wyraża jakiegokolwiek zainteresowania jego osobą. A przecież niżej podpisany tatuś małego smyka wie, że dziecko w takim wieku, a to ciągnie za brodę, a to paluszkiem wyłupuje oczy, a to w końcu, w przypływie miłości, policzkuje rodzica po twarzy. Czyżby Jezus był inny? Snuje się tu i ówdzie urągające Tajemnicy Wcielenia dyrdymały, jakoby to lepione przez Niego ptaszki z gliny stawały się żywymi, więc może Jezus i w tym nie przypominał innych chłopców?

Ale w takim razie myliłby się autor Listu do Hebrajczyków twierdzący, że we wszystkim (powtórzmy: we wszystkim), oczywiście z wyjątkiem grzechu, Chrystus stał się do nas podobny. Więc może Jezus nie bił Józefa po twarzy, bo takie bicie wynika z grzechu? Sprawdzam więc na moim synu, i nie wydaje mi się, żeby to żywe srebro w złych intencjach klaskało w mój policzek. Jakże inaczej ma wyznać miłość ten, który innych wyrazów miłości nie zna jeszcze?

Bo przecież się kochamy. Gdy kładę na niego swą rękę, a jego sapiący jak u pieska oddech zamienia się w spokojny anielski sen, wystarczy, że powiem „kocham cię”, a oddech znów przyspiesza, zdarza się nawet błąkać wtedy na jego twarzy uśmiech. Śmiem twierdzić, że zgłębiona bez fałszywej pobożności Tajemnica Wcielenia musi odsłonić relację łączącą Józefa i Jezusa; relację miłosną, której jednym z elementów byłoby policzkowanie rodzica przez dziecko.

autor: Sławomir Zatwardnicki

źródło Nowe Życie

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ